niedziela, 21 grudnia 2014

REVERSE - Rozdzial I

                                                  Rozdział pierwszy.
Siedziałem na ławce w parku rozmyślając samotnie o sytuacji w domu. Matka od śmierci ojca codziennie pije i zapożycza pieniądze od ciotki. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt mnie nie kocha. Jestem nikim. Ciągle staje mi przed oczami obraz mojej dawnej rodziny. Zadowolony ojciec i wesoła matka stoją obok mnie. Ja również mam szeroki uśmiech na twarzy. Ciesze się z
 tego ze mogę mieć taka rodzinę. Podobno szczęście nie trwa wiecznie. To akurat prawda. Dlaczego nie doceniałem do końca mojego beztroskiego dawnego życia? Dlaczego nie spędzałem każdej wolnej chwili z ojcem? Tylko skąd moglem wiedzieć co wydarzy się w przyszłości. Martwię się. O siebie i o matkę. Nie mam się do kogo zwrócić po pomoc. Ciotka i tak pracuje dzień i noc aby nam jakoś pomoc. Bez niej sobie nie poradzimy. Prawdopodobnie będę musiał iść do pracy. Nawet nie mam się w co ubrać bo mama sprzedaje wszystkie moje ubrania aby mieć za co zapłacić rachunki. Zapomniała ze ma jeszcze syna. Z głębokich zamyśleń wyrwał mnie czyjś aksamitny głos. Skądś go znalem. Otworzyłem oczy. Ujrzałem trzech chłopaków. Wyglądali wręcz idealnie. Mogli żyć tak jak każdy nastolatek. Beztrosko. Bez problemów. Dopiero po chwili wpatrywania się w jednego z nich - Wysokiego bruneta rozpoznałem skąd ich znam. Widziałem ich wiele razy w telewizji. Zajmują się muzyka. Są bardzo popularni. Jeszcze bardziej im zazdrościłem. "Tylko co tacy ludzie robią na takim zadupiu jak nasze miasto i dlaczego ze mna rozmawiaja?" - Pomyslalem wtedy.
-Słyszysz mnie? - Teraz zrozumiałem ze brunet naprawdę zwraca się do mnie. Szybko odwróciłem wzrok aby nie zauważył ze się w niego wpatruje. - Przepraszam jeśli przeszkodziliśmy ale wiesz może gdzie jest jakiekolwiek kino?
-Dwie godziny autem stad. - Odpowiedziałem dalej zdumiony ze rozmawiam z takim człowiekiem. Czułem się jak w najpiękniejszym śnie.
-A macie tutaj jakiś klub? - Tym razem usłyszałem głos pofarbowanego blondyna o pięknych niebieskich oczach. - Kompletnie nie znamy tego miasta.
-Po co ten debil nas tu przywiózł?! - Krzyknął oburzony stojący zaraz obok szatyn. Jeszcze nigdy nie widziałem aby ktoś miał taka dziewczęca twarz. Miał idealna cere jak i urode. Bardzo zwrocil moja uwage.

-Przykro mi ale nie mamy ani żadnych klubów ani kin. - Uśmiechnąłem się pocieszająco. Zastanawiałem się w tej chwili dlaczego rzekomy "debil" ich tu właściwie przywiózł? Nie miałem jednak odwagi pytać.
-Może poprosimy go o nocleg? - Uslyszalem ich ciche szepty. Nie wiedzialem jeszcze w tej chwili ze mówią o mnie.
-Jestem Oliver. - Przedstawił się prawdopodobnie lider zespołu. - Posłuchaj... Mamy bardzo delikatny problem. Otóż nasz manager, Gerry wysłał nas tutaj abyśmy nauczyli się samodzielnego życia. Samodzielne życie oznacza to ze mamy sami się odnaleźć na tym cholernym zadupiu i znaleźć sobie nocleg na piec dni. Później załatwi nam jakiś hotel czy coś podobnego. Moglibyśmy u ciebie zanocować? Jesteś pierwsza osoba która tutaj poznaliśmy.
-Ja? - Popatrzyłem na nich zdziwiony. Teraz naprawdę myślałem ze to sen. To było wręcz niemożliwe a jednak się stało. - Jeżeli nie będzie wam przeszkadzać brak jedzenia i spanie na podłodze to dobrze...
Sam dziwiłem się ze się na to zgodziłem. Balem się oto co powiedzą kiedy zobaczą moja pijana matkę śpiąca na kanapie i bałagan jaki panuje w tym domu.
-Mamy śpiwory a ja potrafię gotować wiec nie umrzemy z głodu. - Uśmiechnął się uroczo nastolatek o kobiecej urodzie. - Jestem Gabriel a to jest Aaron.
Wskazał na blondyna piszącego coś na telefonie.
-Nathaniel... - Przedstawiłem się cicho. Nie jestem nieśmiały ale w obecności ludzi których widziałem tyle razy w telewizji nie moglem zachowywać się normalnie.
-Dasz nam adres do twojego domu? - Zapytał po chwili Aaron kończąc pisanie wiadomości. - Powinniśmy jeszcze coś kupić do jedzenia jeżeli mamy ugotować obiad, nie chłopaki?
-Jasne... - Odparłem patrząc na jego wręcz idealnie wyregulowane brwi. Ledwo powstrzymywałem śmiech. Podałem adres po czym pożegnaliśmy się i poszedłem prosto do domu. Nie wierzyłem w to co się dzieje. "Dlaczego wybrali akurat mnie?" - To pytanie nie dawało mi spokoju. Kiedy bylem już na miejscu jak najszybciej moglem posprzątałem cały mój pokój i kuchnie. Matkę zaniosłem na
rekach do jej pokoju po czym na wszelki wypadek nakryłem ja kocem aby nie było jej widać. Wstydzę się jej. Wstydzę się własnej matki. W końcu sobie na to zasłużyła. Jak można zapomnieć o tym ze ma się dziecko i myśleć tylko o sobie? Rozumiem ze jest smutna po utracie męża ale dlaczego o mnie zapomniała? Przecież ja rowniez stracilem ojca.
                                                                         ***
Siedziałem w moim pokoju kiedy usłyszałem głośne pukanie do drzwi. Poszedłem otworzyć. Tak jak myślałem przed drzwiami zobaczyłem trzech dzisiaj poznanych nastolatków. Zaprosiłem ich do środka po czym pokazałem im kuchnie oraz mój pokój. Sypialnie matki ominąłem szerokim lukiem. Kiedy skończyliśmy zwiedzać dom usiedliśmy w moim małym pokoju. Sam się dziwiłem ze wszyscy się tam zmieściliśmy. Polubiłem ich. Nie byli sztuczni. Byli życzliwi i tacy normalni. Jak wszyscy nastolatkowie w naszym wieku. Dowiedziałem się ze wszyscy trzej maja po dziewiętnaście lat i tworzą razem zespól. W zespole jest jeszcze jeden chłopak - Mike który złamał tydzień temu nogę kiedy wykonywał taniec do nowego teledysku dlatego nie mógł z nimi tutaj przyjechać. Ich manager podobno nie mógł patrzeć na to jak się zachowują i wysłał ich specjalnie do tego jak to ujęli "biednego" miasta. Nie uraziło mnie to bo wiedziałem ze nasze miasto jest prawie jak wieś. Najczęściej przyjeżdżają tu rodziny z dziećmi nad morze. Morze to jedyna rzecz która jest tutaj przepiękna - Jeżeli jest się tutaj latem. Pierwszy raz od dawna poczułem ze mam z kim porozmawiać. Kiedyś nawet bym nie myślał o tym ze mogę kiedyś poznać takich ludzi a teraz? Nie to ze ich znam to jeszcze razem mieszkamy. Kiedy my rozmawialiśmy głownie o ich życiu, Gabriel podśpiewując jakaś piosenkę gotował w kuchni nieznane mi danie. Kiedy po trzydziestu minutach skończył przyniósł nam w moich starych miskach ciekawie wyglądająca zupę. Kiedy jej spróbowałem czułem się jakbym był w ósmym niebie. Od dawna nie jadłem nic tak dobrego. W końcu od dawna stołuję się chińskimi zupkami.
-Mieszkasz sam? - Zapytał Oliver kiedy skończyliśmy jeść. Nie miałem pojęcia jak mam odpowiedzieć na to pytanie. Ten widząc moje zmieszanie szybko zmienił temat. - Ile masz właściwie lat?
-Osiemnaście. - Odpowiedziałem ze sztucznym uśmiechem. Bylem zadowolony ze nie musiałem odpowiadać na to pierwsze pytanie. Nie chciałem dzielić się z dopiero co poznanymi osobami moimi problemami. To ze wpuściłem obcych ludzi do domu zaślepiony ich sława to było już zdecydowanie jakieś szaleństwo.
-Pamiętam moje osiemnaste urodziny... - Uśmiechnął się sam do siebie nastolatek. - Obudziłem się nic nie pamiętając w nie moim łózko. Okazało się ze poszedłem do cioci i zacząłem jej śpiewać balladę miłosna pod oknem po czym zemdlałem. Później mój wujek musiał mnie nieść na baranie do łózka bo nie było sensu odnosić mnie do domu.
-Ja nie miałem nawet żadnego przyjęcia. - Mruknąłem cicho. Nie chciałem się zwierzać ale jakoś samo to ze mnie wyszło.
-Jak to nie? - Spojrzał na mnie zdziwiony Aaron. - Dlaczego? Co w takim razie zrobiłeś? Zaprosiłeś swoja dziewczynę i świętowaliście we dwoje?
-Gdybym miał dziewczynę. - Westchnąłem ciężko popijając sok z kubka którego wręczył mi ojciec piec lat temu. - Nic nie robiłem. Przeleżałem cały dzień w łózko.
-A twoi rodzice? - Tym razem zapytał Gabriel. Ujrzałem jak Oliver kopie go mocno pod stolę w nogę. - Jeżeli nie chcesz to nie mów...
-To długa historia. - Skłamałem dla świętego spokoju. - Jak to jest mieć milion fanek na całym świecie?
-Tutaj chyba nie mamy fanek bo tylko ty nas rozpoznałeś. - Stwierdził blondyn. - Czasami jest fajnie a czasami źle. Wspierają nas za co bardzo im dziękujemy ale kiedy nie możesz normalnie pójść do kina z dziewczyna bojąc się oto ze paparazzi lub nachalne fanki cie zauważą to wtedy mam zdecydowanie dość bycia sławnym. Kiedyś wyszedłem do McDonald'a z przyjaciółka która również śpiewa. Kiedy pocałowałem ja w policzek na pożegnanie jakaś fanka cyknęła nam fotkę i wstawiła ja do internetu. Przez ta sytuacje Sylvia była wiele razy zastraszana. Raz prawie jakaś dziewczyna ja pobiła ale na szczęście bylem w pobliżu. Przez to przestała śpiewać bojąc się o własne zdrowie. Kiedy myślę o takich sytuacjach to naprawdę odechciewa mi się żyć. Jak można pobić kogoś dlatego ze zaprzyjaźnił się z twoim idolem? Nie rozumiem tego.
-Fanki dzielą się na dwie grupy. - Powiedział Gabriel bawiąc się sznurkiem zwisającym z jego fioletowej bluzy. - Jedne uwielbiają nasza muzykę oraz to co robimy a drugie maja na naszym punkcie obsesje. Czasami kiedy słyszę o tym co wyprawia ta druga grupa to aż mnie to przeraza.
Przegadaliśmy jeszcze na ten temat dwie godziny. Interesujące było dowiedzieć się tyle szokujących rzeczy o świecie show-biznesu  i tym jak stresujące jest takie życie. Później wszyscy po kolei poszliśmy ubrać się w piżamy i umyć zęby. Kiedy skończyliśmy Oliver oraz Aaron zaczęli rozkładać śpiwory. Okazało się ze Gabriel zapomniał swojego dlatego musi spać ze mną. Dwaj nastolatkowie ostrzegli mnie ze chłopak czasami gada przez sen ale żebym się tym nie przejmował bo nie jest niebezpieczny. Na szczęście moje łózko było dość duże wiec spokojnie zmieściliśmy się we dwójkę. Nie wiem jakim cudem udało mi się poznać tych ludzi. Dlaczego przydarzyło mi się nagle takie szczęście? Co się stało? Nie mam pojęcia.
-Słyszysz coś? - Usłyszałem o pierwszej rano spanikowany głos Gabiego. Spojrzałem na niego. Nie mówił przez sen bo nie miał zamkniętych oczu. - Słyszałem jakis glos... Moze mi sie wydawalo.
-Na pewno? - Otworzyłem szeroko oczy wiedząc ze to pewnie pijana matka chodzi po domu mamrocząc nie wiadomo co. - Posłuchaj... Mamy problem. Wiesz dlaczego nie wspominałem o swojej rodzinie? Nie chciałem wam o tym mówić bo nie lubię się zwierzać ale... Mieszkam z matka alkoholiczka.

-Co?
-To ona teraz pewnie chodzi po domu. - Westchnąłem cicho nie chcąc nikogo obudzić. - Raz w takim stanie prawie rozbiła okno za pomocą kija bejsbolowego. Musisz mi jakoś pomoc ja zanieść do łózka. Tylko uważaj bo strasznie kopie i czasami nawet krzyczy.
-To co ty robisz jak jesteś sam w mieszkaniu? - Popatrzył na mnie zdumiony.
-Nic bo nie mogę nic na to poradzić. Po prostu zamykam się w pokoju i czekam aż sama się połozy. Później muszę sprzątać zbite szklanki i talerze.
Skinął głową. Bardzo cicho wyszliśmy z pokoju po czym ujrzeliśmy sylwetkę która nie należała do matki. Dopiero gdy zaświeciłem światło ujrzałem moja ciocie. Popatrzyła na nas zdziwiona po czym podeszła bliżej i uściskała mnie na powitanie.
-Przepraszam ze was obudziłam... - Uśmiechnęła się ciepło. - Jesteś przyjacielem Nath'iego? Ciesze się ze w końcu sobie kogoś znalazł. Zawsze był taki samotny. Jestem jego ciocia. Przyszłam się pożegnać. Miałam wyjechać za rok do Ameryki ale miesiąc temu postanowiłam przełożyć ten wyjazd na dzisiaj... Nie chciałam cie martwic dlatego nic nie mówiłam. Przepraszam.
-Słucham? - Popatrzyłem na nią ze strachem w oczach. - Jak możesz nas teraz zostawić bez żadnych pieniędzy?...
-To może ja was zostawię... - Odparł Gabriel po czym szybko opuścił pokój a ja i ciotka wróciliśmy do rozmowy.
-Masz. - Kobieta podała mi wizytówkę jakiegoś sklepu. - Zadzwoń tam i powiedz ze jesteś moim siostrzeńcem. Będziesz mógł pracować w tym sklepie.
-I co mi to da?
-Pieniądze. - Odpowiedziała na moje bezsensowne pytanie. - Pozdrów mamę. Jeżeli będziesz potrzebował pomocy to dzwon do mnie. Matka tak jak prosiłam powiedziała ci o Rayan'ie prawda?
-Jakim Rayan'ie? - Mruknąłem myśląc o tym co będę teraz robił i z czego wezmę pieniądze na jedzenie. Zignorowanie tego zdania bylo dla mnie wtedy wielkim błędem.
-Żadnym, nie przejmuj się tym. - Uśmiechnęła się po czym uścisnęła mnie serdecznie i ucałowała w policzki. - Dobrze wiesz ze jak tam nie pojadę to sama umrę z głodu. Bardzo mi przykro. Jeżeli starczy mi pieniędzy to czasami będę wysyłać wam trochę grosza. Do zobaczenia kochanie.
Obserwowałem ja jak powoli odchodzi ciągnąc za sobą wściekle różową walizkę. Kiedy zamknęła za sobą drzwi opadłem bezsilnie na kolana. "Co ja teraz niby mam zrobić? Jestem SAM." - Myślałem załamany sytuacja. Bylem jedynie marnym osiemnastolatkiem który jeszcze nie skończył liceum. Nie miałem pracy ani pieniędzy. Czy to wszystko jedynie marny sen?
                                                                                           ***
Rano obudziłem się w swoim łózko obok siedzącego ze smutna mina Gabriela. Jedyne co pamiętałem z tamtego wieczoru to to ze klęczałem na kolanach myśląc o tym co zrobić. Niczego więcej nie pamiętam. Spojrzałem na niego. Był bardzo blady i miał wielkie wory pod oczami. Wydawało mi się wręcz ze to nie ten sam człowiek którego poznałem zaledwie wczoraj. Niby był ale go nie było. Śpiwory Oliver'a i Aaron'a leżały na podłodze jednak po nich nie było śladu.
-Co się stało? - Spytałem zaspany.
-Wczoraj kiedy nie wracałeś przez długi czas do pokoju martwiłem się i poszedłem zobaczyć co się stało. Zasłabłeś z nerwów. Na szczęście mój ojciec jest lekarzem i znam się trochę na tym. Przepraszam ze się wtrącam ale... Słyszałem twoja rozmowę z ciotka. Naprawdę jest aż tak źle? Nie da się jakoś wysłać twojej mamy na terapie? Przecież coś musi jej pomoc. Nie możesz tak żyć. Masz dopiero osiemnaście lat i już musisz radzić sobie z tyloma problemami. Bardzo się o ciebie martwię.
-Pierwszy raz czuje ze ktoś naprawdę się o mnie martwi. - Westchnąłem unikając jego spojrzenia. - Jej już nie można pomoc. Musze iść do pracy i zacząć zarabiać. Nie wiem jak sobie poradzę. W końcu wkrótce mam maturę. Moze rzucę szkole?
-Nie! - Krzyknął zbulwersowany moimi słowami. - W żadnym wypadku nie możesz tego zrobić. Pomogę ci z chłopakami jak najbardziej będę mógł! A propos Oliego i Aarona... Poszli do najbliższej apteki po jakieś leki dla ciebie. Na razie nie jest nam potrzebny lekarz. Przez następne piec dni będę ci gotował i kupimy dla ciebie jakieś ubrania, dobrze? Od teraz to ja będę twoja mama!
-Nie mogę brać od was takiej pomocy... - Mruknąłem wyraźnie zdziwiony postawa nowego Mamy przyjaciela. Jeszcze nikt nie chciał mi nigdy pomoc. Czy to ze ich poznałem to jest jakieś cholerne szczęście? Nie to ze zyskuje przyjaciół to jeszcze chcą mi pomoc i odciążyć mnie od wszystkich problemów. Dotychczas myślałem ze takie rzeczy dzieją się tylko w książkach i na filmach.
-Oczywiście ze możesz! - Uśmiechnął się szeroko. - Wręcz musisz.
Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Gabriel poszedł otworzyć. Okazało się ze dwaj chłopcy wrócili z zakupów. Nie kupili tylko leków ale i dużo jedzenia. Byli wyraźnie mną zmartwieni.
-Posłuchaj... - Zaczął Aaron wyraźnie zmieszanym tonem. - Za piec dni wyprowadzimy się do hotelu który znajduje się zaraz za miastem... Rozmawiałem o tym z naszych managerem. Opowiedziałem mu o twojej sytuacji oraz o tym jak bardzo nam pomogłeś. Zgodził się abyś wyjechał z nami. Nie możesz żyć w takich warunkach.
-Ale zabierzecie mnie tam tak za darmo?...
-Potrafisz śpiewać? - Zapytał nagle Oliver. Skinąłem głowa. Lubiłem śpiewać teksty moich ulubionych piosenek pod prysznicem ale czy to to samo co śpiewanie na wielkiej scenie? - Otóż chłopak który śpiewa w naszym zespole ma bardzo poważna kontuzje. Prawdopodobnie nie będzie mógł dalej uczestniczyć w koncertach i nagraniach dlatego poszukujemy nowego członka. Co ty na to? Wtedy nie będzie to za darmo.
-Naprawdę?! - Popatrzyłem na niego zdziwiony. - Nie mogę w to uwierzyć. Nie wiem jakie szczęście mnie spotkało ze was poznałem.
-Bardzo cie polubiliśmy. - Uśmiechnął się Gabriel patrząc na mnie. - Jesteś przystojny i miły. Będziesz idealnie się nadawał. Za miesiąc wyjeżdżamy do Sterhgild*. Tam znajduje się dom naszego zespołu. Będziesz mógł napisać trochę później maturę. Do tego zarobisz dużo pieniędzy i będziesz mógł pomoc matce. Co ty na to?
Nie wierzyłem w to co słyszę.
-Boże... - Zakryłem usta rekami. - Dziękuje wam... Nie wiem co bym teraz zrobił bez waszej pomocy ale dalej nie mogę uwierzyć w to co się teraz dzieje. Cały czas mam wrażenie ze to wszystko to jakiś chory sen.
-W takim razie witaj w naszym zespole! - Powiedzieli wszyscy jednocześnie po czym zaczęli mnie ściskać.
Czy to naprawdę się dzieje?...

____________________________________  ______________________________________________
*Wymyslone miasto w ktorym znajduje sie siedziba zespolu chlopakow.

2 komentarze: