Rozdzial drugiMieszkamy juz razem trzy dni. Przyzwyczailem sie do ich obecnosci. Matka czasami wychodzi w nocy z pokoju ale nie robi nic specjalnego. Zauwazylem ze pije coraz mniej. Moze jest to jakis dobry znak? A moze jedynie krotka przerwa? Nie mam pojecia. Ciagle zastanawiam sie czy zgodzenie sie na ten wyjazd oraz zostawienie mamy samej to dobra decyzja. A co jezeli zrobi cos strasznego? Rozmawialem o tym z Gabrielem przez cala ostatnia noc. Powiedzial abym sie nie martwil. Ze wszystko zalatwi i wysle mame do specjalnego osrodka. Czuje w nim swojego przyjaciela. Nigdy nie mialem prawdziwych przyjaciol. Bylem odludkiem. W szkole wszyscy wysmiewali mnie i nazywali kujonem. Teraz bede mogl pokazac im na co mnie stac. Myslalem o tym jakie beda mieli miny kiedy wkrotce zobacza mnie na ekranach ich telewizorow. "To naprawde on?" - Beda mowic. Cala rodzina bedzie ze mnie dumna. Ciesze sie jak male dziecko z nowej zabawki. Wspaniale uczucie. Zmienic cos w swoim zyciu. Nie wiem co bym teraz zrobil bez pomocy chlopakow. Dzisiaj wieczorem wyszlismy wspolnie do parku. Siedzenie w domu przez caly czas znudzilo sie nam. Zreszta park to tez nie jest jakas genialna rozrywka ale co mozna robic w takim miejscu jak to?
-Mam problem. - Powiedzial dziwnym glosem Gabi kiedy Oliver i Aaron szli smiejac sie z jakiegos zartu przed nami. - Powiedziales mi o twoich zmartwieniach chociaz bylo to dla ciebie bardzo trudne. Mysle ze ja rowniez moge powierzyc ci cos co jest dla mnie bardzo osobliwe...
-Tak? - Spojrzalem na niego zdziwiony jednoczesnie kopiac kamyk. - Wiesz... To ze ci powiedzialem to dlatego ze musialem. Nie bierz tego zbytnio do siebie.
Kiedy chcial juz cos powiedziec przed nami staneli chlopacy z szeroki usmiechami na twarzach. Cos wyraznie ich rozbawilo.
-O czym tam gadacie? - Zapytal Oliver. - Poznalem tutaj ostatnio taka mila dziewczyne. Ma na imie chyba... Samanta? Znasz ja, Nathaniel? Taka wysoka i dosc ladna.
-Samanta... - Zamyslilem sie szukajac jej imienia w pamieci. - Przypominam sobie. Chodzilismy razem do gimnazjum. Nigdy nie rozmawialismy.
-Serio? - Zdziwil sie robiac przy tym smieszna mine. - Taka fajna a ty jej jeszcze nie poznales? Miales w ogole kiedys dziewczyne?
-Jestem za mlody na milosc. - Westchnalem cicho. Owszem mialem dziewczyne. Dwa lata temu.
-W niektorych krajach to mlodsi od ciebie juz maja kilka zon... - Rozesmielismy sie wszyscy na slowa Aarona. - Ja nie wiem po co im sie tak spieszy.
-Mysle aby umowic sie z ta Samanta. - Odparl brunet na co Gabriel chrzaknal trzy razy. Wtedy jeszcze nie rozumialem tej dziwnej sytuacji i jego zmieszania. Nawet nie zwrocilem na to uwagi. Nie mialem jeszcze pojecia co sie miedzy ta dwojka stalo kilka tygodni wczesniej. A szkoda.
***
Kiedy lezelismy z Gabrielem na moim lozku i upewnilismy sie ze wszyscy juz spia wrocilismy do dzisiejszej rozmowy. Bylem ciekawy o co mu chodzilo. Zawsze chcialem aby jakis przyjaciel zwrocil sie do mnie o rade. Zawsze marzylem o chociaz jednym przyjacielu. A teraz mam ich trzech. Dlaczego tak nagle wszystkie moje marzenia sie spelniaja? Przypadek?
-Chyba zakochalem sie w Oliverze. - Powiedzial powaznym tonem po chwili milczenia. Bylem od zawsze tolerancyjny ale na ta wiadomosc nie bylem przygotowany. Myslalem ze chodzi mu o jakies problemy rodzinne a nie o to ze kocha swojego przyjaciela z zespolu. Zakrztusilem sie slina wydajac jednoczesnie niepokojace dzwieki. Gabi poklepal mnie kilka razy po plecach. - Wszystko dobrze?
-Taak... - Usmiechnalem sie pocieszajaco kiedy przestalem kaszlec. - Po czym to wnioskujesz?
-Jak go widze to moje serce bardzo mocno bije. - Westchnal wpatrujac sie w sufit. - Myslisz ze to naprawde milosc?
-Moze ty masz jakies problemy z sercem?! - Przestraszylem sie powaznie. - Moze lepiej idz sie do szpitala przebadaj... Mozemy jutro isc. Obok mojego domu jest pobliski szpital. Watpie aby to byla milosc.
-Faktycznie mozliwe... - Odparl wyraznie ucieszony z moich slow. - To dobrze. Balem sie ze to moze byc prawda. Kiedys czytalem o tym ze tak sie dzieje jezeli sie w kims zakochasz ale na pewno masz racje.
-Na pewno.
Nagle uslyszelismy podejrzane chalasy w salonie. Na poczatku pomyslalem ze to moze byc moja ciotka ale przypomnialem sobie o tym ze przeciez wczoraj wyjechala do Ameryki. Spojrzalem na przyjaciela lekko przerazony.
-Co? - Ten rowniez na mnie spojrzal wyraznie zaspany.
-Slyszales cos?
-To pewnie znowu twoja ciotka... - Mruknal chcac juz isc spac. - Przeciez mogla po cos wrocic, prawda?
-Ale weszlaby do pokoju! - Stwierdzilem na co Gabriel wyraznie podskoczyl na lozku.
-Masz dobre zamki w drzwiach? - Zapytal z przerazeniem w oczach. - Bo jesli nie to mamy problem.
-Chyba nie...Dwa lata temu, kiedy ojciec jeszcze zyl powiedzial ze musimy koniecznie wymienic zamki w drzwiach bo sa strasznie zardzewiale czy cos takiego... Myslisz ze to wlamywacz?
-Nie strasz mnie! - Zakryl usta rekami.
-Mam w szafie kij bejsbolowy! - Powiedzialem zadowolony z wlasnego pomyslu. - Wyciagnij go a ja pojde tam cicho i sprawdze kto to. Wezme jeszcze patelnie. Z tego co pamietam to wczoraj Oliver polozyl ja kolo lozka bo zapomnial jej zabrac z powrotem do kuchni.
Faktycznie. Patelnia byla pod lozkiem. Wyciagnalem ja szybko kiedy Gabi wyciagal moj stary kij bejsbolowy ktory byl przyczyna wielu wypadkow w naszym domu. Uzbrojeni w te dwa komiczne sprzety wyszlismy po cichu z pokoju tak aby nie obudzic reszty lokatorow. Przez ciemnosc nic nie widzielismy ale slyszelismy jak ktos porusza sie po mieszkaniu i wyraznie czegos szuka. Wtedy bylem juz pewny ze to zlodziej. Dalem przyjacielowi znak reka aby podszedl blizej do poruszajacej sie sylwetki a sam podazalem zaraz za nim. Nagle o dziwo dla nas zaswiecilo sie swiatlo i zobaczylismy kim byl rzekomy zlodziej. Aaron stal szukajac czegos w lodowce. Spojrzelismy na niego ze zdziwieniem. Kiedy ten zauwazyl nas po krotkiej chwili wybuchl gromkim smiechem.
-To ty? - Powiedzielismy jednoczesnie z lekkim zawiedzieniem. A chcielismy tak bardzo poczuc sie jak w filmie i zlapac bandyte. Coz.
-To ja powinienem zapytac co wy robicie tutaj ubrani w same bokserki z kijem bejsbolowym i patelnia. Czy ja o czyms nie wiem?
-Myslelismy ze to zlodziej... - Westchnalem robiac sie jednoczesnie czerwony niczym burak.
-Nie widzieliscie ze nie ma mnie w pokoju? - Ponownie zasmial sie blondyn. - Wam juz calkiem odbilo? Zglodnialem troche i musialem isc cos zjesc. Myslalem ze zawalu dostane jak was zobaczylem.
-Tez masz problemy z sercem? - Popatrzylem na niego zdziwiony. Gabriel kopnal mnie w kostke. Zrozumialem ze nie chce aby nikt o tym wiedzial. Tylko dlaczego?
-To taka przenosnia. - Usmiechnal sie dalej na nas patrzac. - Widze ze masz telewizor. Moze poogladamy jakis film? Po tej sytuacji chyba dzisiaj nie zasne.
Zgodzilismy sie. Przez cala noc ogladalismy jakas amerykanska komedie. Na szczescie matka sie nie obudzila przez nasze smiechy a Oliver spal jak zabity. Zaliczam ten dzien do udanych.
***
Pozostal jeden dzien do wyjazdu. Mam spedzic z chlopakami caly miesiac w piecio-gwiazdkowym hotelu. Nigdy nawet nie marzylem o takich luksusach a teraz? Marzenia sie spelniaja. W dziecinstwie zawsze chcialem zostac piosenkarzem. Nigdy nie myslalem o tym marzeniu jako o takim ktore moze sie kiedykolwiek spelnic i co? Udalo sie! Dzisiaj poznalem managera zespolu - Garr'ego. To mily staruszek. Podobno jest bardzo wymagajacy ale kiedy ma sie jakikolwiek problem spokojnie mozna z nim porozmawiac. Polubilem go. Powiedzial ze od teraz bedzie moim przyszywanym dziadkiem. Mam teraz mame (Gabriela) oraz dziadka. Przyjaciele to cudowna rzecz. Poszedlem pozegnac sie z moim nauczycielem. Zawsze mielismy bardzo dobre kontakty. Byl jedyna osoba z ktora moglem normalnie porozmawiac o moich problemach. Niestety niewszystkich. Nie mowilem mu o pijanej matce czy o tym jaka sytuacja pieniezna panuje u mnie w domu. Wieczorem zjedlismy ostatnia w tym domu kolacje. Nawet nie moglem pozegnac sie z matka. Garry zabral ja dzisiaj do specjalnego osrodka na terapie. Przykro mi. Chlopcy przez caly czas probowali mnie pocieszac. Chcialbym aby kiedys powiedziala mi jeszcze raz "Kocham cie.", chociaz wiem ze to jest praktycznie niemozliwe. Dlaczego jej nie pomagalem? Dlaczego nie poszedlem do pracy? Obwiniam sie za to codziennie. Jestem jednak tylko zwyklym dzieciakiem ktory chociaz ma te osiemnascie lat na karku wcale nie jest dorosly.
-Wiecie co powiedzial Garry? - Powiedzial przy posilku Oliver. - Do naszego zespolu dolacza jeszcze jakies dwie inne osoby. Nawet mnie nie spytal o zdanie. Musimy sie z tym po prostu pogodzic. A poza tym wkrotce sa urodziny mojego przyjaciela. Moze pojdziemy razem?
-Ja tez? - Popatrzylem na niego niepewnie. Ten szybko skinal glowa i nieczekajac na moje dalsze slowa zaczal mowic.
-Teraz bedziesz czescia naszego zespolu. Bedziemy wszystko robic wspolnie i chodzic na imprezy tez. Lubisz imprezowac?
-Mielismy isc do szpitala! - Krzyknalem nagle przypominajac sobie o Gabrielu. Zignorowalem pytanie lidera zespolu bo zdrowie przyjaciela bylo dla mnie o wiele wazniejsze.
-Przeciez mozemy isc w naszym miescie. - Wzruszyl ramionami jakby w ogole nie obchodzilo go czy ma jakies problemy z sercem. - Poza tym nie przejmuj sie tak. To na pewno nic takiego...
-O co chodzi? - Zainteresowal sie nagle Aaron. Od razu pozalowalem ze poruszylem ten temat. - Masz jakies problemy zdrowotne?
-Powiedzmy... - Mruknal z zawstydzeniem. - Na widok pewnej osoby bije mi dziwnie serce...Chcielismy isc do szpitala.
-Wy naprawde jestescie az takimi debilami czy udajecie? - Rozesmial sie chlopak. - Po prostu sie zakochales. To normalne.
-CO? - Krzyknelismy jednoczesnie.
-Kim jest ta dziewczyna? - Zapytal Oliver jedzac spaghetti. - Poznasz ja kiedys z nami? Spiewa? Ladna?
-Jest przepiekna. - Sklamal Gabriel niechcac aby jego kolega dowiedzial sie o jego nieodwzajemnionej milosci. W koncu mozliwe bylo ze Oli nie jest wcale gejem. Albo raczej to bylo pewne patrzac na liczbe dziewczyn z ktorymi sie umawial. - Calkiem podobna do ciebie tylko w wersji damskiej. Wysoka brunetka i te jej duze brazowe oczy...
-Jutro wyjezdzamy. - Zmienilem temat aby ratowac przyjaciela z opresji. - Troche sie tego wszystkiego boje. Wkrotce ja tez bede mial mase fanek.
-Przyzwyczaisz sie. - Stwierdzil blondyn. Nie wiem dlaczego ale za kazdym razem kiedy na niego patrze widze jego rude odrosty.
-Jestes rudy?! - Popatrzylem na niego zdziwiony.
-Co w tym dziwnego? - Rozesmial sie. - Nie lubie swojego naturalnego koloru wlosow. Kojarzy mi sie z marchewkami i wtedy wygladam troche jak taka zywa marchewka.
-Dziwne masz skojarzenia...
-On jest caly dziwny. - Stwierdzil Gabi piszac sms'a na ekranie telefonu. - Nie martw sie. Tak jak mowil Aaron, przyzwyczaisz sie. Pozniej to wszystko staje sie normalne tak jak kazda wykonywana przez ciebie codziennie czynnosc.
-Ciesze sie ze was poznalem. - Westchnalem rozmyslajac o tym co bybylo gdybym kilka dni temu nie poszedl do parku. - Dziekuje.
W ten wlasnie sposob minal nam caly dzien. Nie wiem jak sobie poradze w nowym zyciu. Nie wiem co bede robic za kilka lat. Wiem jednak ze teraz majac wspanialych przyjaciol i wielka kariere przed soba jestem niezmiernie szczesliwy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz