Kiedys bylem inny. Z dnia na dzien po tamtym zdarzeniu bardzo sie zmienilem. Nie bylem juz wesolym i towarzyskim nastolatkiem tylko opuszczona dusza. Moje serce stalo sie zimne. Nie chcialem miec innych przyjaciol. Chcialem Olivera. Przez pierwsze pol roku nie moglem przyjac tego do wiadomosci. Myslalem przez caly czas o tym zdarzeniu. O gazecie. O jego smierci. Bylem rozbity. Opuszczony. Samotny. Po dlugim czasie uswiadomilem sobie ze Oliver nigdy nie wroci. Nigdy sie nie spotkamy. "Taka jest rzeczywistosc" - Myslalem patrzac w sufit. Moje zycie stalo sie monotonne. Postanowilem to zmienic i poznac nowych ludzi. Poprosilem matke aby zmienila mi szkole. Bylo tam duzo niemilych wspomnien. Zrobila to. Bylo tam tak wiele nowych ludzi. Ale i tak zadne z nich nie zastapilo miejsca w moim sercu.
♥
Uslyszalem cichy glos. Otworzylem oczy. Ujrzalem starsza ode mnie na oko o dziesiec lat kobiete. Miala zielone oczy i dlugie czarne wlosy. Przypominala mi kota. Byla podobna do mojej matki. Przypomnialem sobie o ostatnich slowach mojego nowego starszego brata. "Nasza sluzaca Rosalia."
-Dzien dobry. - Usmiechnela sie zyczliwie. - Widze ze juz wstales. Ciesze sie. Jestem Rosalia. Sluzaca tego oto domu. Milo mi cie poznac, Christianie.
-Dzien dobry... - Odparlem zmieszany. - Mi rowniez. Jezeli moge spytac to co to wlasciwie za dom?
-Dom waszego rodu. - Odpowiedziala na moje pytanie bez mrugniecia okiem. - Twoj ojciec wybudowal go sto lat temu. Od tamtego czasu zamieszkuje tu okolo trzydziesci waznych w piekle ludzi. W tym Nathaniel i Matthew.
-W takim razie dlaczego ja tu mieszkam?
-Rowniez jestes dla nas wazny. - Powiedziala potrzasajac przy tym swoimi nienaturalnie dlugimi wlosami. - Jestes bratem Matta oraz drugim synem naszego krola.
-Rozumiem... - Odwzajemnilem usmiech niechcac byc niegrzecznym. Tak naprawde nic z tego nie rozumialem. Zauwazylem jednak ze bol juz ustal. Cieszylem sie.
-Jestes zdziwiony tym wszystkim, prawda? - Westchnela smutnym glosem. - To na pewno dla ciebie wielki wstrzas. Nagle tyle nowych informacji i nowe zycie. Nie chcialabym byc na twoim miejscu. Do tego Katherine potraktowala cie w ten sposob... Ale nie martw sie, zaopiekujemy sie toba. Od dzisiaj bede twoja nowa matka.
-To znaczy ze urodzilas mnie w wieku dziesieciu lat? - Rozesmialem sie glosno rozbawiony sytuacja. - Dziekuje. Zawsze chcialem aby moja matka byla dla mnie taka mila i opiekuncza. Niestety to byly tylko marzenia.
-Zapomnij o twoim poprzednim zyciu. Na pewno nie bedzie to takie proste ale wiem ile przeszedles. Najpierw twoj ojciec...Pozniej strata najlepszego przyjaciela i do tego niekochajaca matka. Aby zaczac tutaj nowy zywot musisz zapomniec o wszystkim co cie spotkalo. Wtedy bol bedzie powoli ustawal. To twoje serce odczuwalo tak ogromny bol. Podalam ci leki dlatego jest juz lepiej ale bedzie powracac z kazdym wspomnieniem ktore sobie przypomniesz. Leki nie dzialaja wiecznie.
-Tak to dziala?... - Zastanowilem sie przez chwile nad tym co powiedziala mi teraz moja nowa matka. - Skad wiesz o Oliverze?
-Znam go. - Mruknela cicho. Zobaczylem w jej kocich oczach lekkie wachanie. Po chwili jednak postanowila cos powiedziec. - Kiedy mowil ci ze jeszcze sie spotkacie nie klamal. Nie pytaj o wiecej. Sam zobaczysz.
"Ujrze Oliego? " - Pomyslalem ukladajac sobie wszystkie jej slowa w glowie. "Po takim czasie i takim cierpieniu spotkam go. Nie jestem na to gotowy. Ale czy to byla jego wina?"
-Masz ochote na obiad? - Zapytala z dziecinnym entuzjazmem. - Chodzmy do stolowki. Pokaze ci troche miejsc. Lazienke masz za drzwiami.
Wskazala na malutkie drzwiczki prowadzace do osobnego pomieszczenia. Wstala ze stolka i wskazala mi gestem inne drzwi.
-Chodzmy.
Wstalem z lozka i poszedlem przed siebie wedlug instruckcji Rosalii. Ujrzalem wielki korytarz ozdobiony przeroznymi obrazami oraz wazonami w ktorych staly swieze roze. Kobieta caly czas wskazywala mi palcem droge. Po kilkuminutowej drodze znalezlismy sie w bardzo duzym i dostojnym pomieszczeniu. Czarne sciany ozdobione w niektorych miejscach czerwona tapeta w kwiaty, wielki zrobiony z drewna stol i duze fotele zamiast krzesel. Nigdy nie widzialem lepiej zrobionego pomieszczenia. Zastanawialem sie tylko nad tym dlaczego moj pokoj wyglada jak pokoje w psychiatryku a inne miejsca w tym domu sa takie dostojne. Nie chcialem pytac. Czulem ze jeszcze nie jest na to czas. Usiedlismy obok siebie przy stole. Po chwili do "stolowki" wszedl kucharz niosac dwa talerze. Myslalem iz w piekle beda inne dania, nie takie jak na ziemii. A jednak. Schabowy i ziemniaki. Nigdy nie jadlem schabowego. Odkad skonczylem siedem lat musialem sam kombinowac sobie jedzenie. Matka nie miala dla mnie czasu. Bylo jej to obojetne czy bede glodny czy nie, czy wyspany czy nie. Nic ja nie obchodzilo. Zjadlem szybko danie. Bylem bardzo glodny. Dawno nie jadlem czegos tak dobrego.
-Dziekuje. - Usmiechnalem sie zadowolony do Rosalii. Zauwazylem iz prawie nie tknela swojego jedzenia.
-Nie potrzebuje jedzenia. - Wyjasnila widzac moj wzrok. - Z kazdym tygodniem bedziesz coraz silniejszy. Nie bedziesz potrzebowal duzej ilosci jedzenia. Za kilka miesiecy juz w ogole nie bedziesz musial jesc. Tak jak ja.
Skinalem glowa. "Silniejszy. Co to znaczy?" - Pomyslalem. Nie lubilem zadawac pytan dlatego tym razem rowniez tego nie zrobilem.
-Posluchaj. - Powiedziala po chwili milczeniu matka. - Musze tutaj na chwile zostac ale Matthew poprosil wczesniej Nathaniela aby wyszedl z toba na dwor. Wyjdz ze stolowki i skrec w lewo, tam bedzie na ciebie czekal. Zgadzasz sie?
-Dobrze. - Usmiechnalem sie wiedzac ze i tak nie mam wyjscia. Pokiwalem kobiecie reka i wyszedlem poslusznie ze stolowki. Skrecilem w lewo. Ujrzalem wielkie drzwi oraz stojacego nastolatka z papierosem. Podszedlem blizej. Chlopak otworzyl drzwi i przepuscil mnie przed soba w drzwiach. Ciemnosc. Nie widzialem nic. Obrocilem sie. Drzwi rowniez nie bylo. Po Nathanielu zadnego sladu.
-Gdzie jestes?! - Krzyknalem przestraszony na caly glos. Od czasu kiedy wyleczylem sie z depresji mialem niktofobie, paniczny lek przed ciemnoscia. Oprocz tego mialem jeszcze jedna fobie zwiazana z jednym przezyciem pochodzacym z mojego dziecinstwa - Hemofobie. Kiedy szedlem samotnie przez chodnik do domu widzialem okropny wypadek w ktorym zmarlo dwoch ludzi. Bylo tam mnostwo krwi, mnostwo ludzi. Obwinialem siebie za to ze im nie pomoglem. Od tamtej pory boje sie krwi. W malych ilosciach nie, ale gdy jest jej wiecej zaczynam mdlec.
-Nie krzycz tak, debilu... - Uslyszalem zdenerwowany glos bialowlosego. - Boisz sie ciemnosci?
-Zgadles. - Westchnalem ciezko. Przyznaje ze gdy uslyszalem jego cichy glos nie balem sie juz tak bardzo. Czulem sie bezpieczny.
-W takim razie nie mam wyjscia. - Odparl chwytajac mnie jednoczesnie za reke. Jego reka byla bardzo ciepla. Co chwile ciagnal mnie z calej sily za soba. Odczuwalem silny bol ale nie dawalem tego po sobie poznac. Bylem zadowolony ze w koncu mam nowego przyjaciela. Moze przez niego uda mi sie zapomniec o Olim? - Widze w ciemnosci. Kiedy ty rowniez zaczniesz ale na razie po prostu chodz za mna.
Kilka minut pozniej ujrzalem male swiatelko w tunelu. Nathaniel pociagnal mnie jeszcze mocniej za reke. W koncu znalezlismy sie gdzies gdzie bylo swiatlo. Odetchnalem z ulga a ten puscil moja reke. Kiedy zobaczyl jak duze mam odciski na nadgarstkach zobaczylem na jego twarzy zmieszanie.
-Przepraszam, nie chcialem. - Mruknal rumieniac sie. - Czasami nie potrafie kontrolowac swojej sily.
-Nic sie nie stalo... - Usmiechnalem sie lekko chcac pocieszyc chlopaka. Teraz wiadomo dlaczego tak mocno mnie szarpal. Dopiero teraz zobaczylem ze znalezlismy sie w dosc sporym lesie.
-Trzeba przejsc przez ten tunel aby tutaj trafic. - Wyjasnil widzac jak sie rozgladam po nowym miejscu. - Slyszalem ze znasz Olivera.
-Dlaczego wszyscy tutaj go znaja? - Zapytalem nie wiedzac co powinienem odpowiedziec. Bylem zdezorientowany, wszyscy wiedzieli wszystko na temat mojej osoby. Wiedzieli nawet wiecej ode mnie.
-Chcialbys go odwiedzic? - Ziewnal glosno. - Jestesmy blisko wiec nie jest to zaden problem. Mysle ze bedziesz chcial go zobaczyc po tylu latach.
Kiedy to mowil rozesmial sie niczym psychopata.
-To znaczy ze on tutaj jest? - Otworzylem szeroko oczy nie wierzac w to co slysze. "Co moze tu robic Oliver?" - Myslalem jednak nie moglem znalezc zadnego sensownego wytlumaczenia.
-Jest, jest. - Ponownie rozesmial sie Nathaniel. - To jak? Wstapisz do niego? Moge ci wskazac droge ale nie bede za toba lazil.
-Posluchaj. - Burknalem zdruzgotany jego slowami. - Myslisz ze wiesz o mnie wszystko, co? Mylisz sie. Nienawidze go za to wszystko co mi zrobil. Za to ze byl takim aroganckim debilem i zostawil mnie samego gdy najbardziej go potrzebowalem! Myslisz ze teraz dalej mam ochote go odwiedzac?! Myslisz ze rzuce mu sie w ramiona i powiem jak bardzo go lubie?
-Mysle ze tak. - Powiedzial calkiem powaznie. - Nie wiem o tobie wszystkiego, przykro mi. Wiem tylko to co przed chwila powiedzialem. O niczym wiecej nie mam pojecia ale z tego co widze jestes po prostu chamskim gowniarzem. Co ty sobie wyobrazasz? Po co podnosisz na mnie glos? Jestes jednym z wielu ludzi ktorzy mysla ze swiat kreci sie tylko wokol nich, mysla ze tylko oni maja problemy.
Mowiac to uderzyl mnie dwa razy z niewiarygodna sila w twarz. Nie wierzylem w to co sie dzieje. Czy faktycznie przesadzilem? Opadlem na ziemie. Zobaczylem jak z nosa cieknie mi duza ilosc krwi. Bylem przerazony. Tym razem kopnal mnie w brzuch. Zrobilo mi sie czarno przed oczami. Zastanawialem sie dlaczego to robi ale nie potrafilem znalezc odpowiedzi. Zastanawialem sie co takiego powiedzialem. Rowniez nie wiedzialem. "Czy on chce mnie zakatowac na smierc?" - Myslalem czujac jak z moich oczu splywaja lzy. Nagle uslyszalem niewyrazny glos.
-Zostaw go debilu! - Zrozpaczony chlopiecy glos. Kojarzylem go skads jednak nie mialem sily otworzyc oczu aby ujrzec mojego wybawce. - Co ty sobie do cholery jasnej wyobrazasz?! Jak mozesz go krzywdzic?...
-A juz bylo tak pieknie... - Tym razem slyszalem glosne westchniecie Nathaniela. Uwazalem go za swojego przyjaciela a on prawie pobil mnie na smierc. Dlaczego? - Dobra. Uciekam stad. Jak cos, mnie tu niebylo.
Znalazlem resztke sily aby otworzyc oczy. Ujrzalem czarne glany wybrudzone blotem. Rozpoznalem te buty. Nalezaly do Olivera. Do tego ten glos ktory zawsze mnie pocieszal. Glos ktory ostatni raz slyszalem dwa lata temu. Chcialem cos powiedziec ale w ostatniej chwili zobaczylem kaluze krwi. Zemdlalem.
♥
01.04.2010
-Nauczyles sie na ten sprawdzian? - Zapytal pewnego dnia Oliver z nadzieja w glosie. - Dasz mi sciagnac? Blagam. Nie mialem czasu na nauke.
-Co ty robisz po nocach? - Rozesmialem sie glosno wyciagajac sluchawki z uszu. Czesto bawilo mnie roztrzepanie przyjaciela. - Jezeli tak koniecznie musisz....Ale przysluga za przysluge!
-Co chcesz? - Usmiechnal sie zadowolony. - Tylko nie wesole miasteczko czy cos podobnego. Od naszej ostatniej wycieczki do tego miejsca mam zdecydowanie dosc. Wiesz ze chyba nabawilem sie leku wysokosci?
-Nie dramatyzuj. - Westchnalem z rozbawieniem. - Nauczysz mnie grac na gitarze? Zawsze mi obiecywales.
-Mam skleroze! - Powiedzial probujac przybrac powazny wyraz twarzy. - Jezeli nie zapomne to dobrze.
-Przypomne ci. - Odparlem skaczac po krawezniku. - Wiesz co to Hipochondria?
-To taka choroba gdy wymyslasz sobie ciagle choroby, nie? - Mruknal wkladajac telefon do kieszeni bluzy. Kiedy skonczyl przy okazji zrzucil mnie z kraweznika.
-Ej no! - Krzyknalem wielce urazony. - Dokladnie. Ta choroba bardzo pasuje do ciebie.
-To nasz ostatni rok...
-Co tam szepczesz? - Spytalem zajety ponowna proba utrzymania rownowagi na krawezniku. - Jaki rok?
-Nic. - Powiedzial powaznie. Zauwazylem ze nagle stracil caly entuzjazm i stal sie podejrzanie smutny. Postanowilem nic nie mowic. Teraz tego zaluje. Gdybym uslyszal moze wiedzialbym co sie stanie, moze mialbym jakies ostrzezenie? A moze gdybym byl bardziej dociekliwy powiedzialby mi ze odejdzie? Ale nie bylem. Nawet nie podejrzewalem ze cos moze sie stac. Teraz moge pytac tylko
"DLACZEGO?"

To be continued
"Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać. Zadzwoń do mnie... Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą..."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz