-Kochanie... - Powiedziala cicho babcia wchodzac do pokoju podczas kiedy ja powoli jadlem pyszne kanapki z dzemem. Usiadla na malym stolku obok drzwi po czym wrocila do rozmowy. - Jak podobalo ci sie wczoraj w szkole? Znalazles sobie juz jakis znajomych?
-Powiedzmy. - Westchnalem niewiedzac czy powinienem opowiedziec babci o dziwnym chlopaku ktorego wczoraj spotkalem. Po chwili myslenia postanowilem jednak to zrobic. Mialem tylko nadzieje ze babcia go nie zna. - Poznalem rano chlopaka. Nauczycielka opowiadala mi ze podobno mieszka z siostra.
-Naprawde go poznales? - Usmiechnela sie kobieta. Moje nadzieje zgasly w jednym momencie jednak patrzac na twarz babci wcale nie byla tym przejeta. - To bardzo dobry chlopak. Czasami przychodzi do mnie wieczorami kiedy nie mam z kim porozmawiac. Niestety jego sytuacja jest bardzo ciezka.
-Kiedy przychodzi? - Zapytalem patrzac na nia z ciekawoscia w oczach. Bardzo zalezalo mi na ponownej rozmowie z dziwnym nastolatkiem. Dlaczego za wszelka cene tak nagle chcialem zdobyc przyjaciela?
-Nie mam pojecia. - Odparla zaplatajac jednoczesnie swoje dlugie wlosy w warkocza. - Jezeli tak bardzo go polubiles to moge powiedziec ci gdzie mieszka...
-Nie! - Krzyknalem wstawajac szybko z krzesla. Nie chcialem byc nachalny a przychodzenie do obcego chlopaka bylo lekko chamskie. Przynajmniej takie bylo moje zdanie. - Przepraszam. Moze ja juz pojde do szkoly.
-Milego dnia!
Jak najszybciej potrafilem ubralem buty oraz kurtke. Bylem ciekawy czy dzisiaj znowu go spotkam. Zawsze uzalalem sie nad soba ale slyszac te wszystkie informacje o jego osobie robi mi sie przykro. Przez to wszystko uswiadomilem sobie ze sa jeszcze ludzie w o wiele gorszej sytuacji ode mnie. Mam gdzie mieszkac i nikt nie chce zabrac mnie do domu dziecka. Powinienem byc szczesliwy ale dlaczego nie jestem? Ciagle te pytania na ktore nie znam odpowiedzi. A moze on by znal? Nie mam pojecia. Nie wiem rowniez dlaczego tak bardziej pragne byc jego przyjacielem. W polowie drogi ponownie uswiadomilem sobie ze nie wiem gdzie isc. Znajdowalem sie obok jakiegos lasu. Jeszcze nigdy tutaj nie bylem. "Dlaczego moja orientacja w terenie musi byc taka slaba?" - Pomyslalem rozgladajac sie w okol siebie. Tak jak wczoraj postanowilem po prostu isc przed siebie. Zawsze takim sposobem dochodzilem na miejsce. Po dwudziestu minutach drogi stalem przed starym budynkiem szkoly. Kiedy na niego popatrzylem mialem wrazenie ze zaraz sie zawali. Przyznaje - Bylem zawiedziony faktem iz dzis nie spotkalem chlopaka ktorego imienia jeszcze nikt mi nie zdradzil. Wszedlem powoli do szkoly szukajac wzrokiem nauczyciela ktorego mialem zaszczyt wczoraj poznac. Nagle uslyszalem wrzaski dobiegajace z jakiejs klasy. Szybko pobieglem w tamtym kierunku. Przecisnalem sie przez tlum dzieciakow. Ujrzalem to o czym marzylem od samego rana. Moze nie dokladnie tak jak chcialem ale zobaczylem go. Ubrany w bordowy sweter oraz czarne rurki stal na srodku klasy wraz z jakas czerwonowlosa dziewczyna. Wyraznie klocili sie wykrzykujac raz po raz przerozne wyzwiska. Nie podbieglem blizej. Tak jak mowilem wczesniej - Nie chce byc nachalny. Nagle dziewczyna uderzyla go z calej sily w twarz. Zobaczylem czerwony odcisk na jego policzku. Kiedy juz chcialem zainterweniowac zmartwiony tym co sie dzieje na moich oczach dyrektorka szybko podeszla do klocacych sie nastolatkow. "Ciekawe gdzie ona sie podziewala do tej pory?" - Zastanawialem sie widzac cala ta akcje.
-Cholera jasna! - Wykrzyczala patrzac z nienawiscia na swoich podopiecznych. - Czy wy nie potraficie ze soba porozmawiac za pomoca slow?! Nina, w tej chwili do mojego gabinetu. A ty Matthew do pielegniarki albo nie przepuszcze cie do nastepnej klasy! Dobrze wiesz jaka jest twoja sytuacja.
-Przeciez nic nie robilismy. - Mruknal niewzruszony tym co sie stalo. - Nigdy pani nie widziala przyjacielskiej klotni? Zreszta mi nic sie nie stalo.
-Nie slyszales co powiedzialam?!
-Juz ide... - Jeknal po czym odszedl. Cieszylem sie. W koncu poznalem jego imie. Matthew. Pasuje mu. Nie patrzac przed siebie postanowilem pojsc za nim. Ukrywajac sie za lawkami i slupami sledzilem kazdy jego czyn. Nagle odwrocil sie po czym spojrzal mi w oczy. Bylem zdziwiony ze w ogole mnie zauwazyl. - Po co za mna lazisz?
-Ja? - Probowalem unikac jego spojrzenia. - Nie ide za toba. Po prostu dziwnie kreci mi sie w glowie i chcialem wlasnie isc do pielegniarki...
Klamanie jak zawsze wyszlo mi idealnie. Zachwialem sie jeszcze na nogach aby naprawde sprawic wrazenie jakbym mial za chwile zemdlec. Widzac ze ten jedynie wzruszyl ramionami i juz mial zamiar sie odwrocic szybko podbieglem do chlopaka. Przez przypadek potknalem sie o stojaca na srodku korytarza lawke. Nie mam pojecia dlaczego zawsze psuje najlepsze momenty. Matthew westchnal po czym podal mi reke abym mogl wstac. Na szczescie nic powaznego mi sie nie stalo ale przypomnialem sobie ze dalej musze udawac jakbym zaraz mial zemdlec.
-Zaniesc cie do tej pielegniarki? - Zapytal po chwili milczenia a ja wbilem w wzrok. Jeszcze nie dotarlo do mnie to co powiedzial nowy przyjaciel. - Przeciez widze w jakim jestes stanie...
Nie czekajac na moja odpowiedz schylil sie i wzial mnie na rece niczym pan mlody pania mloda. Zauwazylem ze jest naprawde silny. W koncu noszenie mojego ciala nie nalezalo do lekkich zadan. Jestem chudy jednak bardzo ciezki. Piec minut pozniej znajdowalismy sie pod gabinetem szkolnej pielegniarki. Wszedlismy do srodka. Ujrzalem niska kobiete w okularach. Byla ubrana w pielegniarski stroj - Zrozumialem ze to ta kobieta odpowiada za zdrowie uczniow oraz nagle wypadki. Matt polozyl mnie na malym lozku stojacym obok drzwi.
-Zle sie poczul i zakrecilo mu sie w glowie. - Wyjasnil chlopak widzac zdziwiony wzrok pielegniarki. - Zajmiesz sie nim?
-Jasne, brat. - Odparla z szerokim usmiechem na twarzy. "A wiec to jest jego siostra?" - Pomyslalem rozgladajac sie po pomieszczeniu. - A tobie co sie stalo?
-Nina mnie tak urzadzila. - Usmiechnal sie pocieszajaco. - Nic mi sie nie stalo wiec nie przejmuj sie tylko gdyby dyrektorka przyszla... Powiedz jej ze mnie zbadalas czy cos takiego i zajmij sie tym dzieciakiem.
-Jak chcesz.
Po chwili wyszedl trzaskajac drzwiami. Pielegniarka podeszla do mnie po czym usiadla na stolku stojacym zaraz obok lozka na ktorym obecnie lezalem.
-Dalej ci sie kreci w glowie? - Zapytala obojetnym glosem. Pokrecilem glowa. - Wygladasz jakby wszystko bylo w porzadku.
-Teraz juz jest. - Powiedzialem krotko. - W takim razie moge juz isc?
-Oczywiscie tylko nastepnym razem nie zawracajcie mi glowy.
-Mam jeszcze jedno pytanie.
-Tak? - Spojrzala na mnie lekko zdziwiona. - Jezeli chcesz moj numer telefonu, to przykro mi ale nie umawiam sie z mlodszymi.
Rozesmialem sie glosno.
-Niestety to nie to. - Usmiechnalem sie. - Czy pani brat... Naprawde zostanie zabrany do adopcji? Nie chce byc wscibski ale to dla mnie bardzo wazne.
-Jezeli jestes jego przyjacielem to dlaczego sam nie zapytasz?
-Nie jestesmy przyjaciolmi. - Wyjasnilem. - Po prostu wczoraj spotkalismy sie obok szkoly i polubilem go. Dyrektorka powiedziala mi ze mozliwe iz bedzie musial prawdapodobnie isc do osrodka adopcyjnego. To prawda?
-Dziwne... - Mruknela wyraznie zastanawiajac sie nad moimi slowami. - Matt nie zachowuje sie tak w stosunku do dopiero poznanych osob. Zawsze jest wtedy chamski i oziebly. A co do adopcji to nic mi o tym niewiadomo. Po prostu ta dziwna baba czasami plecie takie glupoty. Nie zamartwiaj sie tym i idz do klasy.
Poslusznie wstalem z lozka po czym wyszedlem z gabinetu i czym predzej pospieszylem do klasy. Przeprosilem za spoznienie i usiadlem na swoim miejscu.
-Dzisiaj znowu macie tylko dwie lekcje. - Oznajmila siedzaca przy biurku dyrektorka. - Tak bedzie do konca tygodnia. Wasza wychowawczyni jest ciagle chora, naprawde szkoda gadac z takimi ludzmi... Tak wiec robcie co chcecie a ja sobie tutaj posiedze.
Przez cale dwie godziny rozmyslalem nad tym w jakiej klasie moze byc Matthew i dlaczego dyrektorka powiedziala mi o adopcji. Nie sadzilem aby klamala. Dlaczego miala to robic? Kiedy minely dwie godziny wyszedlem z klasy i poszedlem powoli do domu. Nie chcialem sie spieszyc bo wiedzialem ze wtedy moge sie ponownie zgubic. Dlaczego tak intensywnie o nim caly czas mysle? Bo to moj pierwszy przyjaciel? Nie mam pojecia.
***
Wieczorem jedzac obiad razem z babcia uslyszalem dzwonek do drzwi. Postanowilem otworzyc niechcac meczyc starszej kobiety. Kiedy zobaczylem kto tak nachalnie dzwonil - Przezylem najwiekszy szok w calym moim calym siedemnastoletnim zyciu. Otoz przed drzwiami stal opierajac sie o malutki murek Matthew. Widzac mnie szybko zgasil papierosa po czym tak jak ja szeroko otworzyl oczy.
-Ty jestes tym dzisiejszym dzieciakiem! - Stwierdzil pokazujac na mnie palcem.
-Tak... - Mruknalem lekko zdenerwowany jego obecnoscia. - Wejdziesz?
Kiwnal glowa po czym wszedl powoli do srodka. Przywital sie z babcia i usiadl przy stole. Kobieta podala mu talerz z goracymi kluskami w pysznym sosie. Ja rowniez ponownie usiadlem. Widzac jak babcia serdecznie traktuje chlopaka zaczalem mu lekko zazdroscic. "Czego ja zazdroszcze? Przeciez on ma o wiele gorzej ode mnie! Przeciez to mozliwe ze to wszystko co mowila moja dyrektorka to prawda..." - Myslalem pijac sok z czarnej porzeczki. Z ciekawoscia przysluchiwalem sie rozmowie dwoch osob.
-Jak sytuacja w domu? - Zapytala babcia. - Slyszalam ze juz wszystko dobrze tylko masz problemy z nauka. Alexander bardzo dobrze sobie radzi ze wszystkimi przedmiotami...Moze moglby ci jakos pomoc?
-Radze sobie. - Usmiechnal sie pocieszajaco. - Naprawde nie potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Ciesze sie ze jest Pani dla mnie taka dobra.
-To zaden problem. - Odwzajemnila usmiech. - Ale pamietaj ze gdybys mial jakis problem to zawsze mozesz do nas przyjsc. Widze ze juz sie polubiliscie.
-Dzisiaj musialem go niesc na rekach. - Rozesmial sie nastolatek. - Ale owszem. Mamy jak na razie bardzo dobry kontakt.
-Ciesze sie. - Powiedziala odkladajac swoj talerz do zlewu. - Niestety musze was na chwile opuscic. Skonczyly mi sie jajka.
-W takim razie do widzenia. - Pozegnal sie Matthew spokojnie. - Mam nadzieje ze do zobaczenia.
-Czesc babciu.
Po chwili kobiety nie bylo juz w pokoju. Zmieszany cala ta sytuacja postanowilem na razie milczec. Nowy przyjaciel wyciagnal kolejnego dzisiaj papierosa po czym zapalil go za pomoca zapalniczki i zaciagnal sie dymem. Zdziwilo mnie to. Jego zachowanie przed chwila bylo calkiem inne niz to na co dzien. Ten widzac moje dziwne spojrzenie westchnal ciezko.
-Lubie twoja babcie a gdybym rozmawial z nia tak jak z kazdym watpie zebym mogl tutaj przychodzic.
![]() |
-Aha. - Odparlem probujac udawac ze jego slowa nie zrobily na mnie zadnego wrazenia. Rowniez zawsze probowalem byc bardzo mily dla babci. Zastanawialem sie w tej chwili dlaczego wlasciwie jestesmy tacy podobni? - Kim byla tamta dziewczyna i dlaczego sie klociliscie?
-Mysle ze nie powinno cie to interesowac. - Burknal cicho. Wydawalo mi sie przez chwile ze ma jakies rozdwojenie jazni. Najpierw jest dla mnie mily a pozniej calkowicie sie zmienia. - Ja lece. Powiedz babci ze musialem juz isc. Zapomnialem jeszcze powiedziec... Moja siostra chcialaby jeszcze kiedys sie z toba spotkac. Czesc.
Wstal od stolu po czym jakby nigdy nic wyszedl z mieszkania swoim dziwnym zwyczajem trzaskajac glosno drzwiami. "Dlaczego ta pielegniarka chcialaby sie ze mna spotkac?" - Myslalem lekko zdziwiony jego slowami. Nie myslac o niczym wiecej udalem sie powolnym krokiem do mojego pokoju. Polozylem sie do lozka i piec minut pozniej zasnalem.
***
02.02.2013*
-Ma pani syna? - Zapytala swojej nowej kolezanki moja matka siedzac beztrosko na placu zabaw kiedy ja zaraz obok bawilem sie w piaskownicy.
-Mam. - Westchnela ciezko. - Jeden ma czternascie lat a drugi piec. Tam sie bawi. Nie wiem po co ja tego bachora urodzilam. Nic nie potrafi tylko wszystko mu pod nos podkladac.
-Moj ma tak samo. - Jeknela mama. Teraz gdy przypominam sobie rozmowe tych dwoch kobiet nie moge uwierzyc ze naprawde byly matkami. Jezeli nie chcialy dzieci to po co je urodzily? Po to aby teraz caly czas je wyzywac i ponizac przy innych? Zalosne. - I jeszcze ciagle choruje. Same problemy z nim sa. Myslelismy kiedys z mezem o tym aby oddac go do adopcji ale matka meza sie nie zgodzila. Nagle sie swoim wnuczkiem zainteresowala wredna baba. Tylko sie w nieswoje sprawy wtracac potrafi.
Podszedlem wtedy do syna tej drugiej kobiety. Byl o rok starszy. Mial na imie Gabriel. W ten sposob zostalismy przyjaciolmi. Dopiero kilka lat pozniej zrozumielismy o czym mowily nasze wyrodne matki.
-Chcialbym miec kochajaca mame. - Westchnal przyjaciel jedzac jednoczesnie przygotowany przez jego babcie obiad. - Dlaczego jedni maja to szczescie a drudzy nie?
-Nie mam pojecia. - Odparlem ze smutkiem w oczach. - Ale gdyby nie to nigdy bysmy sie nie poznali.
-Musze ci o czyms powiedziec. - Mruknal cicho. Poczulem uklucie w sercu. Dlaczego juz wtedy wiedzialem co sie dalej wydarzy?
-Wyprowadzam sie do miasta oddalonego stad o kilka godzin jazdy. Ale wiedz ze na pewno dalej bedziemy sie spotykac...
-Wiedzialem. - Burknalem obrazony na caly swiat. - Ciagle chodziles smutny. Moglem sie tego spodziewac. Nie chce sie juz spotykac. Przyjazn sprawia za duzo problemow. Przepraszam.
-Rozumiem cie. - Spojrzal na mnie z politowaniem. - Pamietaj o mnie, dobrze? Obiecuje ci ze kiedys sie jeszcze spotkamy. Za kilka lat przyjade do ciebie.
A co bylo dalej nie pamietam. Wiem tylko ze pozniej zmarl moj ojciec a kilka lat potem matka. Zostalem sam. Bez przyjaciol. Odtracajacy wszystkich ludzi od siebie gowniarz. Arogancki i chamski w jednym. Dlaczego tak bardzo sie dziwie ze nikt nie chcial sie ze mna przyjaznic? To ja wszystkich odtracalem. Dlaczego Matthew pomogl mi wtedy odnalezc droge? Bez tego mialbym mniej cierpienia. Mniej bolu. Mniej zycia. Jednak uwazam ze smierc jest o wiele lepsza od utraty najlepszego przyjaciela. Dlaczego wtedy musialem to zrobic? Dlaczego tak bardzo chcialem zostac Twoim przyjacielem? Czuje sie jak nikt. Tak bardzo mnie kochales. Przepraszam za wszystko co zrobilem. Kiedy teraz obserwuje wschodzace slonce za oknem ciagle przypomina mi sie twoja twarz i kazde wspomnienie z Toba. Nie moge sie uwolnic od tej historii. Nie moge nic zrobic. Mam wielkie wyrzuty sumienia. Przepraszam.
Alexander.
TO BE CONTINUED
*Ten list jest napisany przez naszego glownego bohatera kilka lat pozniej po zdarzeniu konczacym to opowiesc. Mam nadzieje ze nie podejrzewacie co sie wydarzy (chociaz taki mial byc poczatkowy cel napisania tego listu).
____________________________________________________________________________________________________
Jak mi szybko zlecialo pisanie tego rozdzialu. Niestety wyszedl bardzo krotki ale nie moge pisac wiecej bo wtedy wyda sie wszystko co na razie probuje ukryc. Rozpisze sie w drugim rozdziale - Obiecuje! (tak, wiem ze za kazdym razem tak mowie a nigdy nie spelniam obietnicy ale tym razem to zrobie.) Widze ze przybywa nam coraz wiecej wyswietlen. Bardzo sie ciesze i zapraszam do czytania! :)))





