sobota, 27 grudnia 2014

HEADSTRONG Rozdzial 1

                                                                  Rozdzial pierwszy
                                                             
-Kochanie... - Powiedziala cicho babcia wchodzac do pokoju podczas kiedy ja powoli jadlem pyszne kanapki z dzemem. Usiadla na malym stolku obok drzwi po czym wrocila do rozmowy. - Jak podobalo ci sie wczoraj w szkole? Znalazles sobie juz jakis znajomych?
-Powiedzmy. - Westchnalem niewiedzac czy powinienem opowiedziec babci o dziwnym chlopaku ktorego wczoraj spotkalem. Po chwili myslenia postanowilem jednak to zrobic. Mialem tylko nadzieje ze babcia go nie zna. - Poznalem rano chlopaka. Nauczycielka opowiadala mi ze podobno mieszka z siostra.
-Naprawde go poznales? - Usmiechnela sie kobieta. Moje nadzieje zgasly w jednym momencie jednak patrzac na twarz babci wcale nie byla tym przejeta. - To bardzo dobry chlopak. Czasami przychodzi do mnie wieczorami kiedy nie mam z kim porozmawiac. Niestety jego sytuacja jest bardzo ciezka.
-Kiedy przychodzi? - Zapytalem patrzac na nia z ciekawoscia w oczach. Bardzo zalezalo mi na ponownej rozmowie z dziwnym nastolatkiem. Dlaczego za wszelka cene tak nagle chcialem zdobyc przyjaciela?
-Nie mam pojecia. - Odparla zaplatajac jednoczesnie swoje dlugie wlosy w warkocza. - Jezeli tak bardzo go polubiles to moge powiedziec ci gdzie mieszka...
-Nie! - Krzyknalem wstawajac szybko z krzesla. Nie chcialem byc nachalny a przychodzenie do obcego chlopaka bylo lekko chamskie. Przynajmniej takie bylo moje zdanie. - Przepraszam. Moze ja juz pojde do szkoly.
-Milego dnia!
Jak najszybciej potrafilem ubralem buty oraz kurtke. Bylem ciekawy czy dzisiaj znowu go spotkam. Zawsze uzalalem sie nad soba ale slyszac te wszystkie informacje o jego osobie robi mi sie przykro. Przez to wszystko uswiadomilem sobie ze sa jeszcze ludzie w o wiele gorszej sytuacji ode mnie. Mam gdzie mieszkac i nikt nie chce zabrac mnie do domu dziecka. Powinienem byc szczesliwy ale dlaczego nie jestem? Ciagle te pytania na ktore nie znam odpowiedzi. A moze on by znal? Nie mam pojecia. Nie wiem rowniez dlaczego tak bardziej pragne byc jego przyjacielem. W polowie drogi ponownie uswiadomilem sobie ze nie wiem gdzie isc. Znajdowalem sie obok jakiegos lasu. Jeszcze nigdy tutaj nie bylem. "Dlaczego moja orientacja w terenie musi byc taka slaba?" - Pomyslalem rozgladajac sie w okol siebie. Tak jak wczoraj postanowilem po prostu isc przed siebie. Zawsze takim sposobem dochodzilem na miejsce. Po dwudziestu minutach drogi stalem przed starym budynkiem szkoly. Kiedy na niego popatrzylem mialem wrazenie ze zaraz sie zawali. Przyznaje - Bylem zawiedziony faktem iz dzis nie spotkalem chlopaka ktorego imienia jeszcze nikt mi nie zdradzil. Wszedlem powoli do szkoly szukajac wzrokiem nauczyciela ktorego mialem zaszczyt wczoraj poznac. Nagle uslyszalem wrzaski dobiegajace z jakiejs klasy. Szybko pobieglem w tamtym kierunku. Przecisnalem sie przez tlum dzieciakow. Ujrzalem to o czym marzylem od samego rana. Moze nie dokladnie tak jak chcialem ale zobaczylem go. Ubrany w bordowy sweter oraz czarne rurki stal na srodku klasy wraz z jakas czerwonowlosa dziewczyna. Wyraznie klocili sie wykrzykujac raz po raz przerozne wyzwiska. Nie podbieglem blizej. Tak jak mowilem wczesniej - Nie chce byc nachalny. Nagle dziewczyna uderzyla go z calej sily w twarz. Zobaczylem czerwony odcisk na jego policzku. Kiedy juz chcialem zainterweniowac zmartwiony tym co sie dzieje na moich oczach dyrektorka szybko podeszla do klocacych sie nastolatkow. "Ciekawe gdzie ona sie podziewala do tej pory?" - Zastanawialem sie widzac cala ta akcje.
-Cholera jasna! - Wykrzyczala patrzac z nienawiscia na swoich podopiecznych. - Czy wy nie potraficie ze soba porozmawiac za pomoca slow?! Nina, w tej chwili do mojego gabinetu. A ty Matthew do pielegniarki albo nie przepuszcze cie do nastepnej klasy! Dobrze wiesz jaka jest twoja sytuacja.
-Przeciez nic nie robilismy. - Mruknal niewzruszony tym co sie stalo. - Nigdy pani nie widziala przyjacielskiej klotni? Zreszta mi nic sie nie stalo.
-Nie slyszales co powiedzialam?!
-Juz ide... - Jeknal po czym odszedl. Cieszylem sie. W koncu poznalem jego imie. Matthew. Pasuje mu. Nie patrzac przed siebie postanowilem pojsc za nim. Ukrywajac sie za lawkami i slupami sledzilem kazdy jego czyn. Nagle odwrocil sie po czym spojrzal mi w oczy. Bylem zdziwiony ze w ogole mnie zauwazyl. - Po co za mna lazisz?
-Ja? - Probowalem unikac jego spojrzenia. - Nie ide za toba. Po prostu dziwnie kreci mi sie w glowie i chcialem wlasnie isc do pielegniarki...
Klamanie jak zawsze wyszlo mi idealnie. Zachwialem sie jeszcze na nogach aby naprawde sprawic wrazenie jakbym mial za chwile zemdlec. Widzac ze ten jedynie wzruszyl ramionami i juz mial zamiar sie odwrocic szybko podbieglem do chlopaka. Przez przypadek potknalem sie o stojaca na srodku korytarza lawke. Nie mam pojecia dlaczego zawsze psuje najlepsze momenty. Matthew westchnal po czym podal mi reke abym mogl wstac. Na szczescie nic powaznego mi sie nie stalo ale przypomnialem sobie ze dalej musze udawac jakbym zaraz mial zemdlec.
-Zaniesc cie do tej pielegniarki? - Zapytal po chwili milczenia a ja wbilem w wzrok. Jeszcze nie dotarlo do mnie to co powiedzial nowy przyjaciel. - Przeciez widze w jakim jestes stanie...
Nie czekajac na moja odpowiedz schylil sie i wzial mnie na rece niczym pan mlody pania mloda. Zauwazylem ze jest naprawde silny. W koncu noszenie mojego ciala nie nalezalo do lekkich zadan. Jestem chudy jednak bardzo ciezki. Piec minut pozniej znajdowalismy sie pod gabinetem szkolnej pielegniarki. Wszedlismy do srodka. Ujrzalem niska kobiete w okularach. Byla ubrana w pielegniarski stroj - Zrozumialem ze to ta kobieta odpowiada za zdrowie uczniow oraz nagle wypadki. Matt polozyl mnie na malym lozku stojacym obok drzwi.
-Zle sie poczul i zakrecilo mu sie w glowie. - Wyjasnil chlopak widzac zdziwiony wzrok pielegniarki. - Zajmiesz sie nim?
-Jasne, brat. - Odparla z szerokim usmiechem na twarzy. "A wiec to jest jego siostra?" - Pomyslalem rozgladajac sie po pomieszczeniu. - A tobie co sie stalo?
-Nina mnie tak urzadzila. - Usmiechnal sie pocieszajaco. - Nic mi sie nie stalo wiec nie przejmuj sie tylko gdyby dyrektorka przyszla... Powiedz jej ze mnie zbadalas czy cos takiego i zajmij sie tym dzieciakiem.
-Jak chcesz.
Po chwili wyszedl trzaskajac drzwiami. Pielegniarka podeszla do mnie po czym usiadla na stolku stojacym zaraz obok lozka na ktorym obecnie lezalem.
-Dalej ci sie kreci w glowie? - Zapytala obojetnym glosem. Pokrecilem glowa. - Wygladasz jakby wszystko bylo w porzadku.
-Teraz juz jest. - Powiedzialem krotko. - W takim razie moge juz isc?
-Oczywiscie tylko nastepnym razem nie zawracajcie mi glowy.
-Mam jeszcze jedno pytanie.
-Tak? - Spojrzala na mnie lekko zdziwiona. - Jezeli chcesz moj numer telefonu, to przykro mi ale nie umawiam sie z mlodszymi.
Rozesmialem sie glosno.
-Niestety to nie to. - Usmiechnalem sie. - Czy pani brat... Naprawde zostanie zabrany do adopcji? Nie chce byc wscibski ale to dla mnie bardzo wazne.
-Jezeli jestes jego przyjacielem to dlaczego sam nie zapytasz?
-Nie jestesmy przyjaciolmi. - Wyjasnilem. - Po prostu wczoraj spotkalismy sie obok szkoly i polubilem go. Dyrektorka powiedziala mi ze mozliwe iz bedzie musial prawdapodobnie isc do osrodka adopcyjnego. To prawda?
-Dziwne... - Mruknela wyraznie zastanawiajac sie nad moimi slowami. - Matt nie zachowuje sie tak w stosunku do dopiero poznanych osob. Zawsze jest wtedy chamski i oziebly. A co do adopcji to nic mi o tym niewiadomo. Po prostu ta dziwna baba czasami plecie takie glupoty. Nie zamartwiaj sie tym i idz do klasy.
Poslusznie wstalem z lozka po czym wyszedlem z gabinetu i czym predzej pospieszylem do klasy. Przeprosilem za spoznienie i usiadlem na swoim miejscu.
-Dzisiaj znowu macie tylko dwie lekcje. - Oznajmila siedzaca przy biurku dyrektorka. - Tak bedzie do konca tygodnia. Wasza wychowawczyni jest ciagle chora, naprawde szkoda gadac z takimi ludzmi... Tak wiec robcie co chcecie a ja sobie tutaj posiedze.
Przez cale dwie godziny rozmyslalem nad tym w jakiej klasie moze byc Matthew i dlaczego dyrektorka powiedziala mi o adopcji. Nie sadzilem aby klamala. Dlaczego miala to robic? Kiedy minely dwie godziny wyszedlem z klasy i poszedlem powoli do domu. Nie chcialem sie spieszyc bo wiedzialem ze wtedy moge sie ponownie zgubic. Dlaczego tak intensywnie o nim caly czas mysle? Bo to moj pierwszy przyjaciel? Nie mam pojecia.
                                                                              ***
Wieczorem jedzac obiad razem z babcia uslyszalem dzwonek do drzwi. Postanowilem otworzyc niechcac meczyc starszej kobiety. Kiedy zobaczylem kto tak nachalnie dzwonil - Przezylem najwiekszy szok w calym moim calym siedemnastoletnim zyciu. Otoz przed drzwiami stal opierajac sie o malutki murek Matthew. Widzac mnie szybko zgasil papierosa po czym tak jak ja szeroko otworzyl oczy.
-Ty jestes tym dzisiejszym dzieciakiem! - Stwierdzil pokazujac na mnie palcem.
-Tak... - Mruknalem lekko zdenerwowany jego obecnoscia. - Wejdziesz?
Kiwnal glowa po czym wszedl powoli do srodka. Przywital sie z babcia i usiadl przy stole. Kobieta podala mu talerz z goracymi kluskami w pysznym sosie. Ja rowniez ponownie usiadlem. Widzac jak babcia serdecznie traktuje chlopaka zaczalem mu lekko zazdroscic. "Czego ja zazdroszcze? Przeciez on ma o wiele gorzej ode mnie! Przeciez to mozliwe ze to wszystko co mowila moja dyrektorka to prawda..." - Myslalem pijac sok z czarnej porzeczki. Z ciekawoscia przysluchiwalem sie rozmowie dwoch osob.
-Jak sytuacja w domu? - Zapytala babcia. - Slyszalam ze juz wszystko dobrze tylko masz problemy z nauka. Alexander bardzo dobrze sobie radzi ze wszystkimi przedmiotami...Moze moglby ci jakos pomoc?
-Radze sobie. - Usmiechnal sie pocieszajaco. - Naprawde nie potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Ciesze sie ze jest Pani dla mnie taka dobra.
-To zaden problem. - Odwzajemnila usmiech. - Ale pamietaj ze gdybys mial jakis problem to zawsze mozesz do nas przyjsc. Widze ze juz sie polubiliscie.
-Dzisiaj musialem go niesc na rekach. - Rozesmial sie nastolatek. - Ale owszem. Mamy jak na razie bardzo dobry kontakt.
-Ciesze sie. - Powiedziala odkladajac swoj talerz do zlewu. - Niestety musze was na chwile opuscic. Skonczyly mi sie jajka.
-W takim razie do widzenia. - Pozegnal sie Matthew spokojnie. - Mam nadzieje ze do zobaczenia.
-Czesc babciu.
Po chwili kobiety nie bylo juz w pokoju. Zmieszany cala ta sytuacja postanowilem na razie milczec. Nowy przyjaciel wyciagnal kolejnego dzisiaj papierosa po czym zapalil go za pomoca zapalniczki i zaciagnal sie dymem. Zdziwilo mnie to. Jego zachowanie przed chwila bylo calkiem inne niz to na co dzien. Ten widzac moje dziwne spojrzenie westchnal ciezko.
-Lubie twoja babcie a gdybym rozmawial z nia tak jak z kazdym watpie zebym mogl tutaj przychodzic.


-Aha. - Odparlem probujac udawac ze jego slowa nie zrobily na mnie zadnego wrazenia. Rowniez zawsze probowalem byc bardzo mily dla babci. Zastanawialem sie w tej chwili dlaczego wlasciwie jestesmy tacy podobni? - Kim byla tamta dziewczyna i dlaczego sie klociliscie?
-Mysle ze nie powinno cie to interesowac. - Burknal cicho. Wydawalo mi sie przez chwile ze ma jakies rozdwojenie jazni. Najpierw jest dla mnie mily a pozniej calkowicie sie zmienia. - Ja lece. Powiedz babci ze musialem juz isc. Zapomnialem jeszcze powiedziec... Moja siostra chcialaby jeszcze kiedys sie z toba spotkac. Czesc.
Wstal od stolu po czym jakby nigdy nic wyszedl z mieszkania swoim dziwnym zwyczajem trzaskajac glosno drzwiami. "Dlaczego ta pielegniarka chcialaby sie ze mna spotkac?" - Myslalem lekko zdziwiony jego slowami. Nie myslac o niczym wiecej udalem sie powolnym krokiem do mojego pokoju. Polozylem sie do lozka i piec minut pozniej zasnalem.
                                                                                 ***
02.02.2013*
-Ma pani syna? - Zapytala swojej nowej kolezanki moja matka siedzac beztrosko na placu zabaw kiedy ja zaraz obok bawilem sie w piaskownicy.
-Mam. - Westchnela ciezko. - Jeden ma czternascie lat a drugi piec. Tam sie bawi. Nie wiem po co ja tego bachora urodzilam. Nic nie potrafi tylko wszystko mu pod nos podkladac.
-Moj ma tak samo. - Jeknela mama. Teraz gdy przypominam sobie rozmowe tych dwoch kobiet nie moge uwierzyc ze naprawde byly matkami. Jezeli nie chcialy dzieci to po co je urodzily? Po to aby teraz caly czas je wyzywac i ponizac przy innych? Zalosne. - I jeszcze ciagle choruje. Same problemy z nim sa. Myslelismy kiedys z mezem o tym aby oddac go do adopcji ale matka meza sie nie zgodzila. Nagle sie swoim wnuczkiem zainteresowala wredna baba. Tylko sie w nieswoje sprawy wtracac potrafi.
Podszedlem wtedy do syna tej drugiej kobiety. Byl o rok starszy. Mial na imie Gabriel. W ten sposob zostalismy przyjaciolmi. Dopiero kilka lat pozniej zrozumielismy o czym mowily nasze wyrodne matki.
-Chcialbym miec kochajaca mame. - Westchnal przyjaciel jedzac jednoczesnie przygotowany przez jego babcie obiad. - Dlaczego jedni maja to szczescie a drudzy nie?
-Nie mam pojecia. - Odparlem ze smutkiem w oczach. - Ale gdyby nie to nigdy bysmy sie nie poznali.
-Musze ci o czyms powiedziec. - Mruknal cicho. Poczulem uklucie w sercu. Dlaczego juz wtedy wiedzialem co sie dalej wydarzy?
-Wyprowadzam sie do miasta oddalonego stad o kilka godzin jazdy. Ale wiedz ze na pewno dalej bedziemy sie spotykac...
-Wiedzialem. - Burknalem obrazony na caly swiat. - Ciagle chodziles smutny. Moglem sie tego spodziewac. Nie chce sie juz spotykac. Przyjazn sprawia za duzo problemow. Przepraszam.
-Rozumiem cie. - Spojrzal na mnie z politowaniem. - Pamietaj o mnie, dobrze? Obiecuje ci ze kiedys sie jeszcze spotkamy. Za kilka lat przyjade do ciebie.
A co bylo dalej nie pamietam. Wiem tylko ze pozniej zmarl moj ojciec a kilka lat potem matka. Zostalem sam. Bez przyjaciol. Odtracajacy wszystkich ludzi od siebie gowniarz. Arogancki i chamski w jednym. Dlaczego tak bardzo sie dziwie ze nikt nie chcial sie ze mna przyjaznic? To ja wszystkich odtracalem. Dlaczego Matthew pomogl mi wtedy odnalezc droge? Bez tego mialbym mniej cierpienia. Mniej bolu. Mniej zycia. Jednak uwazam ze smierc jest o wiele lepsza od utraty najlepszego przyjaciela. Dlaczego wtedy musialem to zrobic? Dlaczego tak bardzo chcialem zostac Twoim przyjacielem? Czuje sie jak nikt. Tak bardzo mnie kochales. Przepraszam za wszystko co zrobilem. Kiedy teraz obserwuje wschodzace slonce za oknem ciagle przypomina mi sie twoja twarz i kazde wspomnienie z Toba. Nie moge sie uwolnic od tej historii. Nie moge nic zrobic. Mam wielkie wyrzuty sumienia. Przepraszam.
                                                                                                                                Alexander.

                                                                              TO BE CONTINUED
*Ten list jest napisany przez naszego glownego bohatera kilka lat pozniej po zdarzeniu konczacym to opowiesc. Mam nadzieje ze nie podejrzewacie co sie wydarzy (chociaz taki mial byc poczatkowy cel napisania tego listu).
____________________________________________________________________________________________________
Jak mi szybko zlecialo pisanie tego rozdzialu. Niestety wyszedl bardzo krotki ale nie moge pisac wiecej bo wtedy wyda sie wszystko co na razie probuje ukryc. Rozpisze sie w drugim rozdziale - Obiecuje! (tak, wiem ze za kazdym razem tak mowie a nigdy nie spelniam obietnicy ale tym razem to zrobie.) Widze ze przybywa nam coraz wiecej wyswietlen. Bardzo sie ciesze i zapraszam do czytania! :)))
                                                      

piątek, 26 grudnia 2014

HEADSTRONG - PROLOG

                                       "Warunkiem osiągnięcia szczęścia jest doznanie cierpienia." - Kurt Cobain.                                               HEADSTRONG


                                                            PROLOG
01.01.2013
Ciagle kiedy przypominam sobie ta historie wydaje mi sie to takie nieprawdapodobne. Mysle o tym dlaczego do tego doszlo i czy to naprawde byla moja wina. Po chwili uswiadamiam sobie ze tak - To wszystko wydarzylo sie przez moja glupote. Dlaczego to zrobilem? Dlaczego tak bardzo nie docenialem twojej przyjazni? Gdybym nie byl taki glupi to wszystko nie mialoby miejsca. Nie myslalbym o tym wtedy codziennie i nie musialbym tak bardzo cierpiec. Do konca zycia bede mial Cie w pamieci, wiesz? Nigdy nie zapomne o naszych wspolnie spedzonych chwilach. O naszym pierwszym spotkaniu. O tym jak zawsze mnie wspierales. Byles czescia mojego zycia. Dlaczego tak szybko zniknales? Obiecuje Ci. Kiedys jeszcze sie spotkamy. Niewazne czy tutaj czy gdzie indziej - Spotkamy sie.
                                                                           _____________
01.05.2009
Najpierw zmarl ojciec. Kilka lat pozniej matka. Zostalem sam. Kobieta z osrodka postanowila abym przeprowadzil sie do babci. Nie znalem tej kobiety. Widzialem ja tylko raz na oczy - Na pogrzebie jej syna. Nigdy nie rozmawialismy. Nie wiem dlaczego. Matka od zawsze utrudniala nam kontakt. Dopiero dzisiaj zamienilismy pierwsze slowa. Nie zamierzalem pytac dlaczego nigdy sie nie poznalismy. Nie chcialem sprawiac problemow. Chcialem tylko dalej zyc. Samotnie zyc. Bez niczyjej milosci czy opieki. Jest mi juz wszystko obojetne co bedzie dalej i czy kogos poznam. Nie potrzebuje przyjaciol. Stwarzaja jedynie niepotrzebne problemy. Zdazylem juz wiele razy sie o tym przekonac. Nie chce znowu przezywac tego samego. Jestem jedynie aroganckim dzieciakiem ktory nie mysli o innych. Nikt nigdy sie mna nie przejmowal. Moze dlatego taki jestem? Babcia pokazala mi moj nowy pokoj. Kazala zwracac sie do siebie Veronica. Nie mam pojecia dlaczego i nawet mnie to nie interesuje. Nie bede o nic pytal. Zaraz kiedy kobieta wyszla polozylem sie na lozku i zasnalem. Mialem sen o ojcu. O tym jak wyzywal mnie przez to ze dzieciaki jego znajomych maja lepsze oceny w szkole. Tak. Jego zdaniem wszyscy byli lepsi ode mnie. Zawsze bylem tym najgorszym kretynem. Nigdy nie mialem przez moja niska samoocene budowana na slowach ojca przyjaciol. Zawsze w kacie mojego pokoju myslalem o tym jak to jest moc porozmawiac o wszystkim ze swoim najlepszym przyjacielem ktory udzieli ci wsparcia niewazne o jakiej porze dnia czy nocy. Na pewno dla niektorych jest to normalne. Dlaczego wiec dla mnie nie? Zastanawiam sie rowniez nad tym dlaczego nie moge zachowywac sie jak kazdy inny dzieciak. To ja musze byc najlepszy. To ja musze znac dziesiec jezykow i zdac najlepiej ze wszystkich mature. Po smierci obojga rodzicow chcialem to zmienic. Chcialem zaczac zyc jak wszyscy - Obijac sie w szkole i chodzic na wagary ale nie potrafie. Caly czas widze przed soba mame ubrana w kwiecista sukienke ktora powtarza mi bez przerwy jak wazna dla mnie jest nauka. Przez nich nie umiem sie zmienic. Nauczyciele powtarzaja jaki to ja cudowny jestem i ze inni uczniowie powinni brac ze mnie przyklad. Przez to zostalem w szkole szykanowany. Zaczelo sie to tak. Kiedy powoli wracalem do domu natknalem sie na trzech dryblasow z mojej klasy. Nigdy nie mialem z nimi dobrego kontaktu. Najpierw zaczeli mnie wyzywac. Nie odzywalem sie. Wrecz balem sie. Pobili mnie po czym odeszli. A ja krztuszac sie krwia lezalem samotnie na chodniku. Po dwudziestu minutach znalazla mnie jakas staruszka i zabrala do szpitala. Mialem wielkie szczescie ze tam przechodzila. Pozniej bylo tylko gorzej. Balem sie czego kolwiek powiedziec wiec za kazdym razem mowilem ze jacys uliczni bandyci zaczepili mnie po drodze a ja nie chcialem dac im pieniedzy dlatego mnie pobili. Potrafilem dobrze klamac dlatego nikt dalej nie zna tej historii. Ciesze sie ze odeszlem. Nikt mnie juz pewnie tam nie pamieta oprocz nauczycieli przez ktorych to wszystko sie zdarzylo. Nie. To przez rodzicow. Nie moge byc normalny. Nie moge sie juz zmienic. To przez was, rodzice.
                                                                 _______________________
Pierwszy dzien w nowej szkole. Nie mam sily wstac z lozka. Codziennie powtarzam sobie ze musze dac z siebie wszystko aby przetrwac do jutra. Tak jak powtarzala mi codziennie matka. Dlaczego jestem tak bardzo do tego przyzwyczajony? Wstalem. Uczesalem wlosy po czym umylem zeby i ubralem koszule w krate oraz czarne spodnie. Wszedlem do kuchni gdzie czekalo juz na mnie sniadanie. Zawsze sam musialem sobie gotowac. Zjadlem i nie budzac babci wyszedlem z domu. Nie bylem ciekawy czy kogos poznam ani jak bedzie wygladac moja szkola. Kiedy znajdowalem sie nie mam pojecia gdzie zapomnialem ze nawet nie wiem gdzie jest moja szkola. Nie przejalem sie tym i poszedlem po prostu przed siebie. Wiedzialem ze wczesniej czy pozniej sie na kogos natkne. Trzydziesci minut drogi pozniej wiedzialem ze zgubilem sie juz na dobre i nawet nie wiem w jakim kierunku dalej isc. Westchnalem ciezko przypominajac sobie o tym jak slaba orientacje w terenie posiadam. Nie mialem wyjscia. Kiedy zauwazylem pierwszego lepszego chlopaka idacego przez ulice zaczepilem go. Mial niewiarygodnie piekne oczy przypominajace mi morze. Nigdy nie bylem nad morzem. Rodzice zawsze wyjezdzali sami podczas gdy ja zostawalem samotnie w domu uczac sie na klasowke z matematyki.
-Czego chcesz? - Powiedzial kiedy w koncu przestalem sie w niego wpatrywac. Jego ton calkiem mi odpowiadal. Sam odnosilem sie tak do wszystkich otaczajacych mnie ludzi.
-Gdzie jest ta jedyna szkola w tym miescie? - Zapytalem nie majac szczerego pojecia jaka nazwe nosi placowka do ktorej bede od dzis uczeszczal. Kobieta z osrodka powiedziala mi jednak ze jest tutaj tylko jedna szkola - Ta do ktorej bede chodzil.
-Jestes jakis glupi czy jak? - Usmiechnal sie rozbawiony sytuacja chlopak. Kompletnie nie wiedzialem o co mu chodzi. Widzac moje zmieszanie prawie nie wybuchl smiechem. - Zaraz za rogiem. Tez jestem zmuszony tam lazic ale dzisiaj sobie odpuszcze. Skrec w lewo za tamtym budynkiem.
Wskazal na wielki czerwony blok palcem po czym wyciagnal z kieszeni papierosa. Bylem zdziwiony ze taki mlody chlopak moze palic i miec jednoczesnie taki wyglad. Nie czekajac na moje dalsze slowa powoli odszedl w nieznanym mi kierunku. Przez cala dalsza droge zastanawialem sie kim on wlasciwie jest. "Chodzimy razem do jednej szkoly?" - Myslalem. Cholernie przypominal mi mnie charakterem. Nawet jego sposob mowienia byl identyczny. Jeszcze nigdy nie spotkalem kogos podobnego do mnie a gdy to zrobilem to nawet nie zdazylem zapytac o jego imie. "Dlaczego tak szybko odszedl?" - Zastanawialem sie nie znajdujac jednak na to pytanie odpowiedzi. Dopiero kilka minut pozniej wyrwany z zamyslen przez krzyki innych dzieciakow zauwazylem ze stoja pod moja nowa szkola. Zniszczony oraz stary budynek. Szkola jak kazda inna. Ujrzalem jak jakas starsza nauczycielka energicznie macha do mnie reka z szerokim usmiechem. Podszedlem blizej chcac zrobic na niej dobre wrazenie - Tak jak zawsze uczyla mnie matka.
-Dzien dobry. - Odparlem odwzajemniajac usmiech.
-Ty jestes tym nowym prawda? - Powiedziala tak glosno ze przez chwile mialem wrazenie iz zaraz ogluchne. Przytaknalem glowa. - Widzialam twoje swiadectwo ze starej szkoly. Jestem dyrektorka. W naszej szkole mamy zwyczaj mowienia do siebie po imieniu wiec mow do mnie Katherine. A ty jestes zdaje sie Alexander?
-Tak. - Powiedzialem glosno i wyraznie widzac jaka sprawia to przyjemnosc dyrektorce. Zdziwil mnie ten podejrzany zwyczaj. Bylem nauczony bezgranicznego szacunku do osob starszych i zawsze zwracalem sie do nich bardzo formalnie, a tu co? - Przepraszam... Mam pytanie.
-O co chodzi?
-Czy uczeszcza do tej szkoly wysoki brunet z niebieskimi oczami? - Odwazylem sie spytac. Nigdy bym sie na to odwazyl ale tak bardzo zainteresowala mnie jego osobowosc ze nie moglem sie opanowac.
-Niestety. - Westchnela obserwujac dwie siedzace na murku dziewczyny. - To bardzo problematyczny ale i inteligentny uczen. Jego siostra go wychowuje ale nie radzi sobie z tym. Czasami myslimy nad tym aby napisac podanie o umieszczenie go w domu dziecka. Zreszta o czym ja ci opowiadam... Znasz go?
-Minalem go w drodze do szkoly. - Wyjasnilem wiedzac ze moge mu narobic moimi slowami jeszcze wiekszych problemow. Pewnie nie chce aby ktos wiedzial o tym ze byl na wagarach ale co mialem powiedziec? Ze to moj daleki kuzyn? Nie mam zamiaru znowu klamac.
-Jak on moze tak beztrosko nie przychodzic do szkoly... - Pokrecila glowa zniesmaczona zachowaniem swojego ucznia nauczycielka. - Ale nie rozmawiajmy o nim. Zaprowadze cie do twojej klasy.
Kobieta wziela mnie za reke po czym pociagnela w strone wejscia. Po chwili znajdowalismy sie w dosc duzym pomieszczeniu - Mojej nowej klasie. Ujrzalem na oko dwadziescia dzieciakow w moim wieku beztrosko smiejacych sie ze sprosnych zartow. Dyrektorka podeszla do biurka po czym dwa razy krzyknela cos czego nawet nie udalo mi sie uslyszec. Wszyscy spojrzeli na nia zdziwieni. "Typowe nastolatki." - Pomyslalem widzac jak ponownie wrocili do rozmowy nie zwracajac uwagi na nauczycielke. Niektorzy nauczyciele sa dziwni. Dlaczego postanowili wybrac taki zawod jezeli nie potrafia poradzic sobie z trudna mlodzieza? Nie. To nie jest trudna mlodziez. Oni sa normalni. Zachowuja sie jak wszystkie dzieci. Po co ja tu jestem?
-Czy wy w koncu sie przymkniecie?! - Uslyszalem ponownie jej krzyk. Tym razem wszyscy zamilkli. Przyznaje ze bardzo mnie to zdziwilo. - Jak wy sie do cholery zachowujecie szczeniaki? Ale nie bede was pouczac bo i tak wam to juz nic nie pomoze. Mamy w klasie nowego ucznia. To jest Alexander. Powitajcie go milo. Tam jest twoje miejsce.
Wskazala palcem na wolna lawke obok okna. Usiadlem po czym zamienilem sie w sluch bo najwidoczniej dyrektorka miala cos jeszcze do powiedzenia.
-Macie tylko dwie lekcje. - Odparla ze zmeczonym wyrazem twarzy. - Wasza wychowawczyni znowu jest chora. Zaraz przyjdzie do was ktos na zastepstwo. Zegnam i zycze milego dnia.
Ucieszylem sie z tego faktu. Nie chcialem tak jak kiedys calych dni przesiadywac na lekcjach sluchajac niepotrzebnych mi rzeczy. Czasami mysle nad sensem istnienia szkoly - Kiedy ma przydac sie nam sekcja zwlok zaby lub podobne nieciekawe lekcje? Nie mam pojecia. Dwadziescia minut pozniej do klasy wszedl niski facet w okularach. Przedstawil sie i powiedzial mi ze tak jak ja jest w tej szkole pierwszy raz i troche boi sie tych dzieci. Rozmowa z nim zajela mi cale dwie godziny. To chyba najlepszy nauczyciel jakiego dotychczas spotkalem. Nie byl sztuczny i taki jak cala kadra nauczycielska ktora mialem zaszczyt poznac. Polubilem ta szkole. Rozni sie od tych w ktorych juz bylem. A szczegolnie tamten chlopak. Zaciekawil mnie. Jego osobowosc nie rozni sie praktycznie ode mnie niczym. Po jego kilku slowach potrafie to powiedziec - A podobno nie ocenia sie po pozorach. Nie wiem czy mam racje ale wiem ze chcialbym go jeszcze kiedys spotkac. Mozliwe ze jesli jutro znowu sie zgubie to jeszcze raz go spotkam. Moze tym razem uda mi sie poznac jego imie?
                                                                                  
              
         
                                ____________________Dopisek od autora:_________________________
                                                  Ogladajac jakas Koreanska drame
                                                    nagle natchnelo mnie na napisanie nowego opowiadania. Na poczatku "tajemniczy" (jak na   razie) chlopak mial obronic Alexa przed kolejnym w jego zyciu pobiciem ale postanowilam zrezygnowac z tego pomyslu i zrobic z niego skrzywdzonego przez zycie aroganta ktory probuje za wszelka cene nie pokazywac swoich uczuc. Mysle ze jak na razie mi to wychodzi tylko nie mam pomyslu co bedzie dalej. Nie wiem tez czy czasem nie zmienic wygladu naszemu tajemniczemu chlopakowi (Teraz musze cierpiec dlatego ze nie napisalam jak ma na imie...........). Jezeli macie jakies sugestie lub kreatywne pomysly co do zmian - Zapraszam do komentowowania, przyjme wszelka krytyke. Jeszcze musze przeprosic was za to ze prolog jest taki krotki ale mysle ze na ten czas to wystarczy (za to w pierwszym rozdziale sie rozpisze :D). Do zobaczenia!
                                                                     

wtorek, 23 grudnia 2014

ONE-SHOT - It was my fault.

                
                                                                   It was my fault.
                                                                 Tytul: It was my fault.
                                                                     Typ: One-shot
                                                              Gatunek: Angst,smut,romans
                                                                       Ostrzezenia: -
                                                             
05.01.2005
Nie wiem o czym myslalas raniac mnie. Nie wiem dlaczego taka jestes. Nie wiem praktycznie nic o Tobie chociaz znalismy sie cale dziesiec lat. Widywalismy sie codziennie. Robilismy wszystko razem. A ty mimo to oszukalas mnie. Perfidnie mnie oszukalas. Mimo tego zrobie co mi kazalas. Nie bede sie poddawal z powodu takiej osoby jak Ty. Zastanawiam sie czy po tym co mi zrobilas bede w stanie pokochac inna osobe. Nienawidze Cie. Dlaczego to zrobilas? Mam nadzieje ze kiedy umre spotkamy sie jeszcze raz i bede mial szanse Cie o to spytac. Dziekuje za wszystkie razem spedzone chwile. Nigdy o Tobie nie zapomne. Rowniez Cie przepraszam. Za wszystko co zrobilem zle. Teraz do mnie doszlo jak musialas sie czuc przez te wszystkie lata. Przepraszam.                                                                                                                                                       David.
              
                                                                  ***
Dwudziestego grudnia spacerowalem powoli po miescie poszukujac odpowiedniego prezentu dla babci. Cale miasto bylo udekorowane kolorowymi swiatelkami oraz swiatecznymi dekoracjami. Uwielbialem ta pore roku. Samotne spacerowanie wzdluz rzeki i podziwianie zakochanych par trzymajacych sie za rece. Dopoki nie spotkalem Ciebie. Stalem na moscie wpatrujac sie w rozswietlona blaskiem ksiezyca rzeke. Wtedy cie poznalem. Zlapalas mnie za reke. Popatrzylem na ciebie. Zobaczylem niska dziewczyne ubrana w brazowy plaszczyk. Mialas dlugie czarne wlosy. "Przepiekna." - Pomyslalem wtedy.
-Przepraszam... - Powiedzialas cicho. - Wiesz moze gdzie znajde jakis sklep z prezentami? Poszukuje prezentu dla babci a dopiero tutaj przyjechalam.
-Ty tez? - Usmiechnalem sie chcac zrobic na tobie jak najlepsze wrazenie. Widzac twoje zmieszanie szybko wyjasnilem o co mi chodzi. - Rowniez szukam prezentu dla babci. Moze pojdziemy razem, co?
-Naprawde? - Odwzajemnilas usmiech. Dopiero teraz zauwazylem jak bardzo blada jestes. Zmartwilem sie chociaz cie dopiero co poznalem. Wydawalo mi sie jakbysmy znali sie od dziecinstwa. - W takim razie chodzmy.
Chodzilismy trzy godziny po miescie. W koncu kupilem dla babci czekoladki w szykownym opakowaniu. Zrobilas to samo. Poszlismy jeszcze na pizze. Spytalas mnie o moj numer. Podalem ci go lekko zdziwiony twoja smialoscia. To ja powinienem cie pierwszy zapytac. Usmiechnalem sie jednak. Podalem ci go. Podziekowalas. Pozegnalismy sie. Wiesz co to milosc od pierwszego wejrzenia? To wlasnie bylo to. Zakochalem sie bez pamieci. Przez cala noc myslalem o tym co teraz robisz i czy rowniez o mnie myslisz. Bylem tak bardzo ciekawy. Napisalas sms'a po kilku dniach. "Pamietasz mnie?" - Przeczytalem. Nie mialem zapisanej cie na liscie kontaktow a jednak wiedzialem ze to ty. Odpisalem. "Pamietam. To ty jestes najpiekniejsza dziewczyna ktora kiedykolwiek widzialem." - Nie jestem romantykiem ale to akurat byla prawda. Sms'owalismy cala noc. Mielismy spotkac sie jutro u ciebie w domu. Przyszedlem pietnascie minut przed czasem. Otworzylas. Bylas jeszcze piekniejsza niz wczesniej. Wszedlem do srodka. Zrobilas mi herbaty. Podziekowalem. Twoj pokoj nie byl zbyt duzy. Znajdowal sie w nim stos ksiazek i duze lozko. Mieszkasz z babcia. Masz siedemnascie lat. Jestes mlodsza ode mnie o rok. Poszlismy znowu do miasta. Do tej samej pizzeri. Opowiedzialas mi bardzo duzo o sobie. Teraz wiem ze to wszystko bylo zwyklym klamstwem. Ja nie powiedzialem o sobie nic. Balem sie ze mnie nie zaakceptujesz. Tego co kiedys robilem. Ty i tak wiedzialas o mnie wszystko.
-Zawsze chcialam cie poznac. - Mruknelas pewnego dnia. Myslalas ze nie uslysze. Ja jednak uslyszalem. Kiedy zapytalem co masz na mysli zmienilas temat. Nie chcialem o nic wiecej pytac. Bylem tak bardzo slepy. Tak bardzo glupi. Po miesiacu spotkan wiedzialem juz wszystko o tobie. A ty wszystko o mnie. Bylem tak bardzo szczesliwy. Cieszylem sie z kazdego twojego slowa. W koncu zrozumialem co oznacza posiadanie przyjaciela. Nie wiedzialem ze jestes falszywa. Nie wiedzialem ze mnie oszukujesz. Nic nie wiedzialem. A teraz siebie o to oskarzam. Ale jak moglem cokolwiek zauwazyc? Pewnego dnia przyszlismy do mnie. Chcialem przedstawic cie mojej mamie.
-To Samanta a to moja mama.
Matka zrobila przestraszona i jednoczesnie zla mine. Kiedy na nia patrzylem myslalem ze zaraz wybuchnie. Zaczela krzyczec. Wpadla w jakis szal. Wyrzucila cie z domu. Dobrze wiedzialas o co chodzi. Chcialas ja poznac. Dlatego bylas moja przyjaciolka. Podziwiam cie. Potrafisz byc taka wstretna. Ja bym na twoim miejscu nigdy czegos takiego nie zrobil. Chociaz teraz gdy znowu sobie o tym przypominam zaczynam Cie rozumiec. Musialas czuc ogromny bol kiedy ja zobaczylas. Nie mialas wyjscia. Ale moglas to zalatwic w inny sposob. Dlaczego musialas mnie do tego wykorzystac? Krotko po tym wydarzeniu zostalismy oficjalnie para. Spedzalismy ze soba jeszcze wiecej czasu. Czulem sie od ciebie uzalezniony. Uzaleznialas niczym narkotyk. Nie moglem bez ciebie zyc. Ale szczescie nie trwa dlugo, prawda? Zauwazylem jak pod twoimi oczami zaczynaja pojawiac sie fioletowe cienie. Pozniej bylo tylko gorzej. Caly czas bylas zmeczona. Przestalas mnie sluchac. Kiedy mowilem zebys poszla do szpitala ignorowalas to. Ja rowniez zaczalem byc zmeczony. Toba. Twoimi ciaglymi humorami. Tym jak codziennie pytalas co zrobie jezeli cie zabraknie. Jeszcze nie wiedzialem ze dajesz mi do zrozumienia iz wkrotce juz cie przy mnie nie bedzie. Wkrotce. Bylismy jeszcze razem dwa lata. Dlugi czas, prawda? Nawet nie poczulem kiedy to wszystko zlecialo. Nasz zwiazek stal sie monotonny. Bezsensowny. Zmienilas sie. Bardzo. Nie poznawalem cie. Przefarbowalas wlosy na czarno. Zaczelas inaczej sie ubierac. Nawet twoje oczy zmienily kolor. Nie wiedzialem jeszcze ze bylas falszywa. Tylko dlaczego spedzalas ze mna tyle czasu? Osiagnelas przeciez swoj cel. Spotkalas matke. Ojca rowniez. Zniszczylas moja rodzine. Poznalas mnie. Skrzywdzilas. Po tych dwoch latach zerwalas ze mna. Nie zalowalem. Nie plakalem. Zostalismy przyjaciolmi. Po roku znowu zostalismy razem. Chodzilismy codziennie do parku a gdy robilo sie zimno jedlismy gofry w pobliskiej kawiarni. Opowiadalas mi o swojej rodzinie i o tym jak zostalas adoptowana. Wspolczulem ci. Nie wiem jakbym poradzil sobie w takiej sytuacji. Niestety nie znalem wtedy jeszcze calej prawdy. Zostalas czescia mojego zycia. Bardzo cie kochalem. Nie umialem wyobrazic sobie zycia bez ciebie. Skonczylismy studia. Zamieszkalismy razem. Rodzice odwrocili sie ode mnie. Nie mialem pojecia dlaczego. Nie bylem niczego swiadomy. Nadal nie rozumiem dlaczego mi o niczym nie powiedzieli. Kilka miesiecy pozniej przyjechala do nas twoja przyrodnia siostra. Mila dwudziestolatka. Przyjechala do naszego miasta na studia. Postanowilismy aby zamieszkala z nami. Zaprzyjaznilem sie z nia. Bylismy bardzo podobni do siebie i to nas bardzo zblizylo. Mijaly kolejne lata. Ukonczyla studia. Wyprowadzila sie do mieszkania w bloku zaraz obok wiec mogla nas czesto odwiedzac. Postanowilismy ze zalozymy swoja wlasna rodzine. Niestety nie udalo nam sie. Nie zdazylismy. Przez dwa dni nie bylo cie w domu. Zaczalem sie martwic. Zadzwonila do mnie jakas nieznana mi kobieta. Okazalo sie ze byla z policji. Oznajmila mi cos w co najpierw nie uwierzylem. Dopiero tydzien pozniej zdolalem dojsc do siebie. Zmarlas dwudziestego grudnia 2004 roku. Jakis nieswiadomy niczego kierowca rozjechal cie. Nie. Zle dobralem slowa. To bylo samobojstwo. Celowo weszlas mu pod kola. Nie chcialas juz wiecej zyc. Miesiac po twojej smierci odwiedzila mnie twoja siostra. Wreczyla mi koperte na ktorej bylo napisane czarnym piorem "Do Davida." Odeszla bez slowa. Wyciagnalem z koperty list. List od ciebie do mnie. Zaczalem czytac. Nie moglem w to uwierzyc. Czytajac ten ciag liter myslalem o tym czy to na pewno prawda. Czy ktos sie po prostu nie pomylil? Niestety nie. To byla calkowita prawda.
                                                                                Drogi Davidzie.
Nie wiem jak zaczac. Nie wiem jak ci o tym wszystkim powiedziec. Po dziesieciu latach wspolnej znajomosci dopiero teraz mam odwage o tym pisac. Nie potrafilam nawet powiedziec ci tego prosto w twarz. Wiesz dlaczego twoja matka wtedy tak zareagowala? Dlaczego nie chcialam brac slubu i dlaczego popelnilam samobojstwo? Jestem twoja siostra. Urodzilam sie rok pozniej po twoich narodzinach. Twoi rodzice nie mieli pieniedzy na utrzymanie dwoch dzieci dlatego oddali mnie do adopcji. Bylam w wielu rodzinach zastepczych, patrzylam na tych okropnych ludzi... Nie mialam nigdy prawdziwej rodziny. Strasznie Ci zazdroscilam kochajacej matki i ojca ktory codziennie chodzil do pracy po czym wracal i pytal sie ciebie jak tam w szkole. Cholernie Ci tego zazdroscilam. Kiedy mialam szesnascie lat zaczelam poszukiwac w internecie chlopaka o twoim nazwisku az w koncu znalazlam. Dowiedzialam sie gdzie mieszkasz. To spotkanie na moscie wcale nie bylo przypadkowe. Dobrze wiedzialam ze tam moge cie spotkac. Na poczatku chcialam sie zemscic za to wszystko co mi zrobiles. Za to ze nie jestem Toba. Pamietasz ten czas kiedy wiecznie bylam zmeczona i wyczerpana? To dlatego ze to wszystko mnie zmeczylo. Nie moglam tak dalej zyc. Ze swiadomoscia ze zakochalam sie we wlasnym bracie. Tak. Po tych dwoch latach zakochalam sie w Tobie. Dostrzeglam jaki jestes cieply. Jak milo mnie traktujesz. Nie moglam zniesc tego ze cie oklamuje. Postanowilam zapomniec o tym ze tak naprawde jestem Twoja siostra. Pokochalam Cie calym moim sercem. Stales sie czescia mojego zycia. Nie moglam byc dalej na ciebie zla. W koncu to nie byla Twoja wina ani Twoich rodzicow. Nie rozumiem dlaczego kiedys tak sadzilam. Kiedy skonczylismy studia i zamieszkalismy razem bylam najszczesliwsza osoba na swiecie. Tak bardzo cieszylam sie z tego ze o niczym nie wiesz. Teraz zaluje ze Ci tego nie powiedzialam. Tak bardzo Cie kochalam a jednoczesnie oklamywalam. Nienawidze siebie za to co zrobilam. Nie zasluguje na to aby dalej codziennie widywac Cie rano i wieczorem. Nie zasluguje na Ciebie.Mam do Ciebie jedna prosbe. Nie placz po mnie dlugo. Zapomnij ze kiedykolwiek sie znalismy. Po prostu znajdz sobie inna kobiete i razem zalozcie szczesliwa rodzine. Kiedy urodzi sie wam coreczka nazwijcie ja moim imieniem. Wtedy znowu bede szczesliwa. Jest jeszcze jedno co chcialabym Ci przekazac. Moja siostra tak naprawde nie jest moja prawdziwa siostra. Lizzy poznalam kiedy bylam jeszcze bardzo mloda w sierocincu. Od tamtej pory przyrzeklysmy sobie ze bedziemy razem siostrami. Przepraszam ze o tym tez ci nie powiedzialam. Twoi rodzice o wszystkim wiedzieli ale bali sie ze kiedy Ci o tym powiedza zrobisz cos glupiego. Zawsze byles wrazliwy i wybuchowy. Mam nadzieje ze przez to wydarzenie nie zmienisz sie i dalej taki bedziesz. Kocham Cie i przepraszam za wszytko.
                                                                                                                        Twoja Samanta.
                                                                        ***
05.01.2015
Droga Samanto.
Od tamtej pory minelo juz dziesiec lat. Nie poddalem. Zwiazalem sie z Twoja siostra. Mysle ze to byla dobra decyzja. Zawsze dobrze sie dogadywalismy. Ciesze sie ze nas poznalas. Spelnilem twoja prosbe. Rok po tym zajsciu Lizzy zaszla w ciaze. Dziewiec miesiecy pozniej zostalem ojcem. Dziecko nazwalismy twoim imieniem. Samanta ma juz osiem lat. Kiedy na nia patrze caly czas przypominasz mi sie Ty. Jej dlugie czarne wlosy i duze oczy. Wyglada jak lalka. Tak jak Ty kiedy Cie poznalem. Nawet macie taki sam sposob mowienia i smiania sie. Czasami wydaje mi sie ze dalej Cie kocham. Ciagle o Tobie mysle. O naszym pierwszym spotkaniu. O spacerach wzdluz rzeki. O jedzeniu gofrow w pobliskiej kawiarni. Nasze spotkanie bylo przeznaczeniem - Nawet jesli bylo zaplanowane. To przez Ciebie poznalem moja kochana zone - Lizzy. To przez ciebie stalem sie inny i wydoroslalem. To ze dalej zyje jest Twoja zasluga. Caly czas mam nadzieje na nasze nastepne spotkanie w niebie. Czy jeszcze kiedys znowu porozmawiamy? Bedziemy sie tak samo beztrosko smiac? Nie mam pojecia. Dalej mam do Ciebie jeszcze tak duzo pytan a nie moge Ci ich zadac. Tak bardzo chce wiedziec co teraz robisz i czy masz sie dobrze jednak po chwili przypominam sobie ze Ciebie juz dawno przy mnie nie ma - I nie bedzie. Pamietaj o jednej rzeczy. Kocham Cie i zawsze kochalem. Wszystkie moje slowa kierowane do Ciebie byly prawdziwe i nie zmienily sie. Teraz jestem tego pewien. Obwiniam sie za Twoja smierc. To moja wina ze sie urodzilem. Przepraszam. Za wszystko. Jezeli juz wypelnilem twoje zyczenie to wiedz ze wkrotce bede przy Tobie - Na gorze. Nie jestem tutaj juz potrzebny. Lizzy sama sobie poradzi a ja nie moge wiecej zostawiac Cie samej. Kocham Cie najbardziej na swiecie - Wkrotce bede mogl powiedziec Ci to prosto w twarz.
                                                                                                                Na zawsze Twoj David.

                                                         

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Reverse - Rozdzial II

                                                                         Rozdzial drugi
Mieszkamy juz razem trzy dni. Przyzwyczailem sie do ich obecnosci. Matka czasami wychodzi w nocy z pokoju ale nie robi nic specjalnego. Zauwazylem ze pije coraz mniej. Moze jest to jakis dobry znak? A moze jedynie krotka przerwa? Nie mam pojecia. Ciagle zastanawiam sie czy zgodzenie sie na ten wyjazd oraz zostawienie mamy samej to dobra decyzja. A co jezeli zrobi cos strasznego? Rozmawialem o tym z Gabrielem przez cala ostatnia noc. Powiedzial abym sie nie martwil. Ze wszystko zalatwi i wysle mame do specjalnego osrodka. Czuje w nim swojego przyjaciela. Nigdy nie mialem prawdziwych przyjaciol. Bylem odludkiem. W szkole wszyscy wysmiewali mnie i nazywali kujonem. Teraz bede mogl pokazac im na co mnie stac. Myslalem o tym jakie beda mieli miny kiedy wkrotce zobacza mnie na ekranach ich telewizorow. "To naprawde on?" - Beda mowic. Cala rodzina bedzie ze mnie dumna. Ciesze sie jak male dziecko z nowej zabawki. Wspaniale uczucie. Zmienic cos w swoim zyciu. Nie wiem co bym teraz zrobil bez pomocy chlopakow. Dzisiaj wieczorem wyszlismy wspolnie do parku. Siedzenie w domu przez caly czas znudzilo sie nam. Zreszta park to tez nie jest jakas genialna rozrywka ale co mozna robic w takim miejscu jak to?
-Mam problem. - Powiedzial dziwnym glosem Gabi kiedy Oliver i Aaron szli smiejac sie z jakiegos zartu przed nami. - Powiedziales mi o twoich zmartwieniach chociaz bylo to dla ciebie bardzo trudne. Mysle ze ja rowniez moge powierzyc ci cos co jest dla mnie bardzo osobliwe...
-Tak? - Spojrzalem na niego zdziwiony jednoczesnie kopiac kamyk. - Wiesz... To ze ci powiedzialem to dlatego ze musialem. Nie bierz tego zbytnio do siebie.
Kiedy chcial juz cos powiedziec przed nami staneli chlopacy z szeroki usmiechami na twarzach. Cos wyraznie ich rozbawilo.
-O czym tam gadacie? - Zapytal Oliver. - Poznalem tutaj ostatnio taka mila dziewczyne. Ma na imie chyba... Samanta? Znasz ja, Nathaniel? Taka wysoka i dosc ladna.
-Samanta... - Zamyslilem sie szukajac jej imienia w pamieci. - Przypominam sobie. Chodzilismy razem do gimnazjum. Nigdy nie rozmawialismy.
-Serio? - Zdziwil sie robiac przy tym smieszna mine. - Taka fajna a ty jej jeszcze nie poznales? Miales w ogole kiedys dziewczyne?
-Jestem za mlody na milosc. - Westchnalem cicho. Owszem mialem dziewczyne. Dwa lata temu.
-W niektorych krajach to mlodsi od ciebie juz maja kilka zon... - Rozesmielismy sie wszyscy na slowa Aarona. - Ja nie wiem po co im sie tak spieszy.
-Mysle aby umowic sie z ta Samanta. - Odparl brunet na co Gabriel chrzaknal trzy razy. Wtedy jeszcze nie rozumialem tej dziwnej sytuacji i jego zmieszania. Nawet nie zwrocilem na to uwagi. Nie mialem jeszcze pojecia co sie miedzy ta dwojka stalo kilka tygodni wczesniej. A szkoda.
                                                                                       ***
Kiedy lezelismy z Gabrielem na moim lozku i upewnilismy sie ze wszyscy juz spia wrocilismy do dzisiejszej rozmowy. Bylem ciekawy o co mu chodzilo. Zawsze chcialem aby jakis przyjaciel zwrocil sie do mnie o rade. Zawsze marzylem o chociaz jednym przyjacielu. A teraz mam ich trzech. Dlaczego tak nagle wszystkie moje marzenia sie spelniaja? Przypadek?
-Chyba zakochalem sie w Oliverze. - Powiedzial powaznym tonem po chwili milczenia. Bylem od zawsze tolerancyjny ale na ta wiadomosc nie bylem przygotowany. Myslalem ze chodzi mu o jakies problemy rodzinne a nie o to ze kocha swojego przyjaciela z zespolu. Zakrztusilem sie slina wydajac jednoczesnie niepokojace dzwieki. Gabi poklepal mnie kilka razy po plecach. - Wszystko dobrze?
-Taak... - Usmiechnalem sie pocieszajaco kiedy przestalem kaszlec. - Po czym to wnioskujesz?
-Jak go widze to moje serce bardzo mocno bije. - Westchnal wpatrujac sie w sufit. - Myslisz ze to naprawde milosc?
-Moze ty masz jakies problemy z sercem?! - Przestraszylem sie powaznie. - Moze lepiej idz sie do szpitala przebadaj... Mozemy jutro isc. Obok mojego domu jest pobliski szpital. Watpie aby to byla milosc.
-Faktycznie mozliwe... - Odparl wyraznie ucieszony z moich slow. - To dobrze. Balem sie ze to moze byc prawda. Kiedys czytalem o tym ze tak sie dzieje jezeli sie w kims zakochasz ale na pewno masz racje.
-Na pewno.
Nagle uslyszelismy podejrzane chalasy w salonie. Na poczatku pomyslalem ze to moze byc moja ciotka ale przypomnialem sobie o tym ze przeciez wczoraj wyjechala do Ameryki. Spojrzalem na przyjaciela lekko przerazony.
-Co? - Ten rowniez na mnie spojrzal wyraznie zaspany.


-Slyszales cos?
-To pewnie znowu twoja ciotka... - Mruknal chcac juz isc spac. - Przeciez mogla po cos wrocic, prawda?
-Ale weszlaby do pokoju! - Stwierdzilem na co Gabriel wyraznie podskoczyl na lozku.
-Masz dobre zamki w drzwiach? - Zapytal z przerazeniem w oczach. - Bo jesli nie to mamy problem.
-Chyba nie...Dwa lata temu, kiedy ojciec jeszcze zyl powiedzial ze musimy koniecznie wymienic zamki w drzwiach bo sa strasznie zardzewiale czy cos takiego... Myslisz ze to wlamywacz?
-Nie strasz mnie! - Zakryl usta rekami.
-Mam w szafie kij bejsbolowy! - Powiedzialem zadowolony z wlasnego pomyslu. - Wyciagnij go a ja pojde tam cicho i sprawdze kto to. Wezme jeszcze patelnie. Z tego co pamietam to wczoraj Oliver polozyl ja kolo lozka bo zapomnial jej zabrac z powrotem do kuchni.
Faktycznie. Patelnia byla pod lozkiem. Wyciagnalem ja szybko kiedy Gabi wyciagal moj stary kij bejsbolowy ktory byl przyczyna wielu wypadkow w naszym domu. Uzbrojeni w te dwa komiczne sprzety wyszlismy po cichu z pokoju tak aby nie obudzic reszty lokatorow. Przez ciemnosc nic nie widzielismy ale slyszelismy jak ktos porusza sie po mieszkaniu i wyraznie czegos szuka. Wtedy bylem juz pewny ze to zlodziej. Dalem przyjacielowi znak reka aby podszedl blizej do poruszajacej sie sylwetki a sam podazalem zaraz za nim. Nagle o dziwo dla nas zaswiecilo sie swiatlo i zobaczylismy kim byl rzekomy zlodziej. Aaron stal szukajac czegos w lodowce. Spojrzelismy na niego ze zdziwieniem. Kiedy ten zauwazyl nas po krotkiej chwili wybuchl gromkim smiechem.
-To ty? - Powiedzielismy jednoczesnie z lekkim zawiedzieniem. A chcielismy tak bardzo poczuc sie jak w filmie i zlapac bandyte. Coz.
-To ja powinienem zapytac co wy robicie tutaj ubrani w same bokserki z kijem bejsbolowym i patelnia. Czy ja o czyms nie wiem?


-Myslelismy ze to zlodziej... - Westchnalem robiac sie jednoczesnie czerwony niczym burak.
-Nie widzieliscie ze nie ma mnie w pokoju? - Ponownie zasmial sie blondyn. - Wam juz calkiem odbilo? Zglodnialem troche i musialem isc cos zjesc. Myslalem ze zawalu dostane jak was zobaczylem.
-Tez masz problemy z sercem? - Popatrzylem na niego zdziwiony. Gabriel kopnal mnie w kostke. Zrozumialem ze nie chce aby nikt o tym wiedzial. Tylko dlaczego?
-To taka przenosnia. - Usmiechnal sie dalej na nas patrzac. - Widze ze masz telewizor. Moze poogladamy jakis film? Po tej sytuacji chyba dzisiaj nie zasne.
Zgodzilismy sie. Przez cala noc ogladalismy jakas amerykanska komedie. Na szczescie matka sie nie obudzila przez nasze smiechy a Oliver spal jak zabity. Zaliczam ten dzien do udanych.
                                                                                    ***
Pozostal jeden dzien do wyjazdu. Mam spedzic z chlopakami caly miesiac w piecio-gwiazdkowym hotelu. Nigdy nawet nie marzylem o takich luksusach a teraz? Marzenia sie spelniaja. W dziecinstwie zawsze chcialem zostac piosenkarzem. Nigdy nie myslalem o tym marzeniu jako o takim ktore moze sie kiedykolwiek spelnic i co?  Udalo sie! Dzisiaj poznalem managera zespolu - Garr'ego. To mily staruszek. Podobno jest bardzo wymagajacy ale kiedy ma sie jakikolwiek problem spokojnie mozna z nim porozmawiac. Polubilem go. Powiedzial ze od teraz bedzie moim przyszywanym dziadkiem. Mam teraz mame (Gabriela) oraz dziadka. Przyjaciele to cudowna rzecz. Poszedlem pozegnac sie z moim nauczycielem. Zawsze mielismy bardzo dobre kontakty. Byl jedyna osoba z ktora moglem normalnie porozmawiac o moich problemach. Niestety niewszystkich. Nie mowilem mu o pijanej matce czy o tym jaka sytuacja pieniezna panuje u mnie w domu. Wieczorem zjedlismy ostatnia w tym domu kolacje. Nawet nie moglem pozegnac sie z matka. Garry zabral ja dzisiaj do specjalnego osrodka na terapie. Przykro mi. Chlopcy przez caly czas probowali mnie pocieszac. Chcialbym aby kiedys powiedziala mi jeszcze raz "Kocham cie.", chociaz wiem ze to jest praktycznie niemozliwe. Dlaczego jej nie pomagalem? Dlaczego nie poszedlem do pracy? Obwiniam sie za to codziennie. Jestem jednak tylko zwyklym dzieciakiem ktory chociaz ma te osiemnascie lat na karku wcale nie jest dorosly.
-Wiecie co powiedzial Garry? - Powiedzial przy posilku Oliver. - Do naszego zespolu dolacza jeszcze jakies dwie inne osoby. Nawet mnie nie spytal o zdanie. Musimy sie z tym po prostu pogodzic. A poza tym wkrotce sa urodziny mojego przyjaciela. Moze pojdziemy razem?
-Ja tez? - Popatrzylem na niego niepewnie. Ten szybko skinal glowa i nieczekajac na moje dalsze slowa zaczal mowic.
-Teraz bedziesz czescia naszego zespolu. Bedziemy wszystko robic wspolnie i chodzic na imprezy tez. Lubisz imprezowac?
-Mielismy isc do szpitala! - Krzyknalem nagle przypominajac sobie o Gabrielu. Zignorowalem pytanie lidera zespolu bo zdrowie przyjaciela bylo dla mnie o wiele wazniejsze.
-Przeciez mozemy isc w naszym miescie. - Wzruszyl ramionami jakby w ogole nie obchodzilo go czy ma jakies problemy z sercem. - Poza tym nie przejmuj sie tak. To na pewno nic takiego...
-O co chodzi? - Zainteresowal sie nagle Aaron. Od razu pozalowalem ze poruszylem ten temat. - Masz jakies problemy zdrowotne?
-Powiedzmy... - Mruknal z zawstydzeniem. - Na widok pewnej osoby bije mi dziwnie serce...Chcielismy isc do szpitala.
-Wy naprawde jestescie az takimi debilami czy udajecie? - Rozesmial sie chlopak. - Po prostu sie zakochales. To normalne.
-CO? - Krzyknelismy jednoczesnie.
-Kim jest ta dziewczyna? - Zapytal Oliver jedzac spaghetti. - Poznasz ja kiedys z nami?  Spiewa? Ladna?
-Jest przepiekna. - Sklamal Gabriel niechcac aby jego kolega dowiedzial sie o jego nieodwzajemnionej milosci. W koncu mozliwe bylo ze Oli nie jest wcale gejem. Albo raczej to bylo pewne patrzac na liczbe dziewczyn z ktorymi sie umawial. - Calkiem podobna do ciebie tylko w wersji damskiej. Wysoka brunetka i te jej duze brazowe oczy...
-Jutro wyjezdzamy. - Zmienilem temat aby ratowac przyjaciela z opresji. - Troche sie tego wszystkiego boje. Wkrotce ja tez bede mial mase fanek.
-Przyzwyczaisz sie. - Stwierdzil blondyn. Nie wiem dlaczego ale za kazdym razem kiedy na niego patrze widze jego rude odrosty.
-Jestes rudy?! - Popatrzylem na niego zdziwiony.
-Co w tym dziwnego? - Rozesmial sie. - Nie lubie swojego naturalnego koloru wlosow. Kojarzy mi sie z marchewkami i wtedy wygladam troche jak taka zywa marchewka.
-Dziwne masz skojarzenia...
-On jest caly dziwny. - Stwierdzil Gabi piszac sms'a na ekranie telefonu. - Nie martw sie. Tak jak mowil Aaron, przyzwyczaisz sie. Pozniej to wszystko staje sie normalne tak jak kazda wykonywana przez ciebie codziennie czynnosc.
-Ciesze sie ze was poznalem. - Westchnalem rozmyslajac o tym co bybylo gdybym kilka dni temu nie poszedl do parku. - Dziekuje.
W ten wlasnie sposob minal nam caly dzien. Nie wiem jak sobie poradze w nowym zyciu. Nie wiem co bede robic za kilka lat. Wiem jednak ze teraz majac wspanialych przyjaciol i wielka kariere przed soba jestem niezmiernie szczesliwy.


niedziela, 21 grudnia 2014

REVERSE - Rozdzial I

                                                  Rozdział pierwszy.
Siedziałem na ławce w parku rozmyślając samotnie o sytuacji w domu. Matka od śmierci ojca codziennie pije i zapożycza pieniądze od ciotki. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt mnie nie kocha. Jestem nikim. Ciągle staje mi przed oczami obraz mojej dawnej rodziny. Zadowolony ojciec i wesoła matka stoją obok mnie. Ja również mam szeroki uśmiech na twarzy. Ciesze się z
 tego ze mogę mieć taka rodzinę. Podobno szczęście nie trwa wiecznie. To akurat prawda. Dlaczego nie doceniałem do końca mojego beztroskiego dawnego życia? Dlaczego nie spędzałem każdej wolnej chwili z ojcem? Tylko skąd moglem wiedzieć co wydarzy się w przyszłości. Martwię się. O siebie i o matkę. Nie mam się do kogo zwrócić po pomoc. Ciotka i tak pracuje dzień i noc aby nam jakoś pomoc. Bez niej sobie nie poradzimy. Prawdopodobnie będę musiał iść do pracy. Nawet nie mam się w co ubrać bo mama sprzedaje wszystkie moje ubrania aby mieć za co zapłacić rachunki. Zapomniała ze ma jeszcze syna. Z głębokich zamyśleń wyrwał mnie czyjś aksamitny głos. Skądś go znalem. Otworzyłem oczy. Ujrzałem trzech chłopaków. Wyglądali wręcz idealnie. Mogli żyć tak jak każdy nastolatek. Beztrosko. Bez problemów. Dopiero po chwili wpatrywania się w jednego z nich - Wysokiego bruneta rozpoznałem skąd ich znam. Widziałem ich wiele razy w telewizji. Zajmują się muzyka. Są bardzo popularni. Jeszcze bardziej im zazdrościłem. "Tylko co tacy ludzie robią na takim zadupiu jak nasze miasto i dlaczego ze mna rozmawiaja?" - Pomyslalem wtedy.
-Słyszysz mnie? - Teraz zrozumiałem ze brunet naprawdę zwraca się do mnie. Szybko odwróciłem wzrok aby nie zauważył ze się w niego wpatruje. - Przepraszam jeśli przeszkodziliśmy ale wiesz może gdzie jest jakiekolwiek kino?
-Dwie godziny autem stad. - Odpowiedziałem dalej zdumiony ze rozmawiam z takim człowiekiem. Czułem się jak w najpiękniejszym śnie.
-A macie tutaj jakiś klub? - Tym razem usłyszałem głos pofarbowanego blondyna o pięknych niebieskich oczach. - Kompletnie nie znamy tego miasta.
-Po co ten debil nas tu przywiózł?! - Krzyknął oburzony stojący zaraz obok szatyn. Jeszcze nigdy nie widziałem aby ktoś miał taka dziewczęca twarz. Miał idealna cere jak i urode. Bardzo zwrocil moja uwage.

-Przykro mi ale nie mamy ani żadnych klubów ani kin. - Uśmiechnąłem się pocieszająco. Zastanawiałem się w tej chwili dlaczego rzekomy "debil" ich tu właściwie przywiózł? Nie miałem jednak odwagi pytać.
-Może poprosimy go o nocleg? - Uslyszalem ich ciche szepty. Nie wiedzialem jeszcze w tej chwili ze mówią o mnie.
-Jestem Oliver. - Przedstawił się prawdopodobnie lider zespołu. - Posłuchaj... Mamy bardzo delikatny problem. Otóż nasz manager, Gerry wysłał nas tutaj abyśmy nauczyli się samodzielnego życia. Samodzielne życie oznacza to ze mamy sami się odnaleźć na tym cholernym zadupiu i znaleźć sobie nocleg na piec dni. Później załatwi nam jakiś hotel czy coś podobnego. Moglibyśmy u ciebie zanocować? Jesteś pierwsza osoba która tutaj poznaliśmy.
-Ja? - Popatrzyłem na nich zdziwiony. Teraz naprawdę myślałem ze to sen. To było wręcz niemożliwe a jednak się stało. - Jeżeli nie będzie wam przeszkadzać brak jedzenia i spanie na podłodze to dobrze...
Sam dziwiłem się ze się na to zgodziłem. Balem się oto co powiedzą kiedy zobaczą moja pijana matkę śpiąca na kanapie i bałagan jaki panuje w tym domu.
-Mamy śpiwory a ja potrafię gotować wiec nie umrzemy z głodu. - Uśmiechnął się uroczo nastolatek o kobiecej urodzie. - Jestem Gabriel a to jest Aaron.
Wskazał na blondyna piszącego coś na telefonie.
-Nathaniel... - Przedstawiłem się cicho. Nie jestem nieśmiały ale w obecności ludzi których widziałem tyle razy w telewizji nie moglem zachowywać się normalnie.
-Dasz nam adres do twojego domu? - Zapytał po chwili Aaron kończąc pisanie wiadomości. - Powinniśmy jeszcze coś kupić do jedzenia jeżeli mamy ugotować obiad, nie chłopaki?
-Jasne... - Odparłem patrząc na jego wręcz idealnie wyregulowane brwi. Ledwo powstrzymywałem śmiech. Podałem adres po czym pożegnaliśmy się i poszedłem prosto do domu. Nie wierzyłem w to co się dzieje. "Dlaczego wybrali akurat mnie?" - To pytanie nie dawało mi spokoju. Kiedy bylem już na miejscu jak najszybciej moglem posprzątałem cały mój pokój i kuchnie. Matkę zaniosłem na
rekach do jej pokoju po czym na wszelki wypadek nakryłem ja kocem aby nie było jej widać. Wstydzę się jej. Wstydzę się własnej matki. W końcu sobie na to zasłużyła. Jak można zapomnieć o tym ze ma się dziecko i myśleć tylko o sobie? Rozumiem ze jest smutna po utracie męża ale dlaczego o mnie zapomniała? Przecież ja rowniez stracilem ojca.
                                                                         ***
Siedziałem w moim pokoju kiedy usłyszałem głośne pukanie do drzwi. Poszedłem otworzyć. Tak jak myślałem przed drzwiami zobaczyłem trzech dzisiaj poznanych nastolatków. Zaprosiłem ich do środka po czym pokazałem im kuchnie oraz mój pokój. Sypialnie matki ominąłem szerokim lukiem. Kiedy skończyliśmy zwiedzać dom usiedliśmy w moim małym pokoju. Sam się dziwiłem ze wszyscy się tam zmieściliśmy. Polubiłem ich. Nie byli sztuczni. Byli życzliwi i tacy normalni. Jak wszyscy nastolatkowie w naszym wieku. Dowiedziałem się ze wszyscy trzej maja po dziewiętnaście lat i tworzą razem zespól. W zespole jest jeszcze jeden chłopak - Mike który złamał tydzień temu nogę kiedy wykonywał taniec do nowego teledysku dlatego nie mógł z nimi tutaj przyjechać. Ich manager podobno nie mógł patrzeć na to jak się zachowują i wysłał ich specjalnie do tego jak to ujęli "biednego" miasta. Nie uraziło mnie to bo wiedziałem ze nasze miasto jest prawie jak wieś. Najczęściej przyjeżdżają tu rodziny z dziećmi nad morze. Morze to jedyna rzecz która jest tutaj przepiękna - Jeżeli jest się tutaj latem. Pierwszy raz od dawna poczułem ze mam z kim porozmawiać. Kiedyś nawet bym nie myślał o tym ze mogę kiedyś poznać takich ludzi a teraz? Nie to ze ich znam to jeszcze razem mieszkamy. Kiedy my rozmawialiśmy głownie o ich życiu, Gabriel podśpiewując jakaś piosenkę gotował w kuchni nieznane mi danie. Kiedy po trzydziestu minutach skończył przyniósł nam w moich starych miskach ciekawie wyglądająca zupę. Kiedy jej spróbowałem czułem się jakbym był w ósmym niebie. Od dawna nie jadłem nic tak dobrego. W końcu od dawna stołuję się chińskimi zupkami.
-Mieszkasz sam? - Zapytał Oliver kiedy skończyliśmy jeść. Nie miałem pojęcia jak mam odpowiedzieć na to pytanie. Ten widząc moje zmieszanie szybko zmienił temat. - Ile masz właściwie lat?
-Osiemnaście. - Odpowiedziałem ze sztucznym uśmiechem. Bylem zadowolony ze nie musiałem odpowiadać na to pierwsze pytanie. Nie chciałem dzielić się z dopiero co poznanymi osobami moimi problemami. To ze wpuściłem obcych ludzi do domu zaślepiony ich sława to było już zdecydowanie jakieś szaleństwo.
-Pamiętam moje osiemnaste urodziny... - Uśmiechnął się sam do siebie nastolatek. - Obudziłem się nic nie pamiętając w nie moim łózko. Okazało się ze poszedłem do cioci i zacząłem jej śpiewać balladę miłosna pod oknem po czym zemdlałem. Później mój wujek musiał mnie nieść na baranie do łózka bo nie było sensu odnosić mnie do domu.
-Ja nie miałem nawet żadnego przyjęcia. - Mruknąłem cicho. Nie chciałem się zwierzać ale jakoś samo to ze mnie wyszło.
-Jak to nie? - Spojrzał na mnie zdziwiony Aaron. - Dlaczego? Co w takim razie zrobiłeś? Zaprosiłeś swoja dziewczynę i świętowaliście we dwoje?
-Gdybym miał dziewczynę. - Westchnąłem ciężko popijając sok z kubka którego wręczył mi ojciec piec lat temu. - Nic nie robiłem. Przeleżałem cały dzień w łózko.
-A twoi rodzice? - Tym razem zapytał Gabriel. Ujrzałem jak Oliver kopie go mocno pod stolę w nogę. - Jeżeli nie chcesz to nie mów...
-To długa historia. - Skłamałem dla świętego spokoju. - Jak to jest mieć milion fanek na całym świecie?
-Tutaj chyba nie mamy fanek bo tylko ty nas rozpoznałeś. - Stwierdził blondyn. - Czasami jest fajnie a czasami źle. Wspierają nas za co bardzo im dziękujemy ale kiedy nie możesz normalnie pójść do kina z dziewczyna bojąc się oto ze paparazzi lub nachalne fanki cie zauważą to wtedy mam zdecydowanie dość bycia sławnym. Kiedyś wyszedłem do McDonald'a z przyjaciółka która również śpiewa. Kiedy pocałowałem ja w policzek na pożegnanie jakaś fanka cyknęła nam fotkę i wstawiła ja do internetu. Przez ta sytuacje Sylvia była wiele razy zastraszana. Raz prawie jakaś dziewczyna ja pobiła ale na szczęście bylem w pobliżu. Przez to przestała śpiewać bojąc się o własne zdrowie. Kiedy myślę o takich sytuacjach to naprawdę odechciewa mi się żyć. Jak można pobić kogoś dlatego ze zaprzyjaźnił się z twoim idolem? Nie rozumiem tego.
-Fanki dzielą się na dwie grupy. - Powiedział Gabriel bawiąc się sznurkiem zwisającym z jego fioletowej bluzy. - Jedne uwielbiają nasza muzykę oraz to co robimy a drugie maja na naszym punkcie obsesje. Czasami kiedy słyszę o tym co wyprawia ta druga grupa to aż mnie to przeraza.
Przegadaliśmy jeszcze na ten temat dwie godziny. Interesujące było dowiedzieć się tyle szokujących rzeczy o świecie show-biznesu  i tym jak stresujące jest takie życie. Później wszyscy po kolei poszliśmy ubrać się w piżamy i umyć zęby. Kiedy skończyliśmy Oliver oraz Aaron zaczęli rozkładać śpiwory. Okazało się ze Gabriel zapomniał swojego dlatego musi spać ze mną. Dwaj nastolatkowie ostrzegli mnie ze chłopak czasami gada przez sen ale żebym się tym nie przejmował bo nie jest niebezpieczny. Na szczęście moje łózko było dość duże wiec spokojnie zmieściliśmy się we dwójkę. Nie wiem jakim cudem udało mi się poznać tych ludzi. Dlaczego przydarzyło mi się nagle takie szczęście? Co się stało? Nie mam pojęcia.
-Słyszysz coś? - Usłyszałem o pierwszej rano spanikowany głos Gabiego. Spojrzałem na niego. Nie mówił przez sen bo nie miał zamkniętych oczu. - Słyszałem jakis glos... Moze mi sie wydawalo.
-Na pewno? - Otworzyłem szeroko oczy wiedząc ze to pewnie pijana matka chodzi po domu mamrocząc nie wiadomo co. - Posłuchaj... Mamy problem. Wiesz dlaczego nie wspominałem o swojej rodzinie? Nie chciałem wam o tym mówić bo nie lubię się zwierzać ale... Mieszkam z matka alkoholiczka.

-Co?
-To ona teraz pewnie chodzi po domu. - Westchnąłem cicho nie chcąc nikogo obudzić. - Raz w takim stanie prawie rozbiła okno za pomocą kija bejsbolowego. Musisz mi jakoś pomoc ja zanieść do łózka. Tylko uważaj bo strasznie kopie i czasami nawet krzyczy.
-To co ty robisz jak jesteś sam w mieszkaniu? - Popatrzył na mnie zdumiony.
-Nic bo nie mogę nic na to poradzić. Po prostu zamykam się w pokoju i czekam aż sama się połozy. Później muszę sprzątać zbite szklanki i talerze.
Skinął głową. Bardzo cicho wyszliśmy z pokoju po czym ujrzeliśmy sylwetkę która nie należała do matki. Dopiero gdy zaświeciłem światło ujrzałem moja ciocie. Popatrzyła na nas zdziwiona po czym podeszła bliżej i uściskała mnie na powitanie.
-Przepraszam ze was obudziłam... - Uśmiechnęła się ciepło. - Jesteś przyjacielem Nath'iego? Ciesze się ze w końcu sobie kogoś znalazł. Zawsze był taki samotny. Jestem jego ciocia. Przyszłam się pożegnać. Miałam wyjechać za rok do Ameryki ale miesiąc temu postanowiłam przełożyć ten wyjazd na dzisiaj... Nie chciałam cie martwic dlatego nic nie mówiłam. Przepraszam.
-Słucham? - Popatrzyłem na nią ze strachem w oczach. - Jak możesz nas teraz zostawić bez żadnych pieniędzy?...
-To może ja was zostawię... - Odparł Gabriel po czym szybko opuścił pokój a ja i ciotka wróciliśmy do rozmowy.
-Masz. - Kobieta podała mi wizytówkę jakiegoś sklepu. - Zadzwoń tam i powiedz ze jesteś moim siostrzeńcem. Będziesz mógł pracować w tym sklepie.
-I co mi to da?
-Pieniądze. - Odpowiedziała na moje bezsensowne pytanie. - Pozdrów mamę. Jeżeli będziesz potrzebował pomocy to dzwon do mnie. Matka tak jak prosiłam powiedziała ci o Rayan'ie prawda?
-Jakim Rayan'ie? - Mruknąłem myśląc o tym co będę teraz robił i z czego wezmę pieniądze na jedzenie. Zignorowanie tego zdania bylo dla mnie wtedy wielkim błędem.
-Żadnym, nie przejmuj się tym. - Uśmiechnęła się po czym uścisnęła mnie serdecznie i ucałowała w policzki. - Dobrze wiesz ze jak tam nie pojadę to sama umrę z głodu. Bardzo mi przykro. Jeżeli starczy mi pieniędzy to czasami będę wysyłać wam trochę grosza. Do zobaczenia kochanie.
Obserwowałem ja jak powoli odchodzi ciągnąc za sobą wściekle różową walizkę. Kiedy zamknęła za sobą drzwi opadłem bezsilnie na kolana. "Co ja teraz niby mam zrobić? Jestem SAM." - Myślałem załamany sytuacja. Bylem jedynie marnym osiemnastolatkiem który jeszcze nie skończył liceum. Nie miałem pracy ani pieniędzy. Czy to wszystko jedynie marny sen?
                                                                                           ***
Rano obudziłem się w swoim łózko obok siedzącego ze smutna mina Gabriela. Jedyne co pamiętałem z tamtego wieczoru to to ze klęczałem na kolanach myśląc o tym co zrobić. Niczego więcej nie pamiętam. Spojrzałem na niego. Był bardzo blady i miał wielkie wory pod oczami. Wydawało mi się wręcz ze to nie ten sam człowiek którego poznałem zaledwie wczoraj. Niby był ale go nie było. Śpiwory Oliver'a i Aaron'a leżały na podłodze jednak po nich nie było śladu.
-Co się stało? - Spytałem zaspany.
-Wczoraj kiedy nie wracałeś przez długi czas do pokoju martwiłem się i poszedłem zobaczyć co się stało. Zasłabłeś z nerwów. Na szczęście mój ojciec jest lekarzem i znam się trochę na tym. Przepraszam ze się wtrącam ale... Słyszałem twoja rozmowę z ciotka. Naprawdę jest aż tak źle? Nie da się jakoś wysłać twojej mamy na terapie? Przecież coś musi jej pomoc. Nie możesz tak żyć. Masz dopiero osiemnaście lat i już musisz radzić sobie z tyloma problemami. Bardzo się o ciebie martwię.
-Pierwszy raz czuje ze ktoś naprawdę się o mnie martwi. - Westchnąłem unikając jego spojrzenia. - Jej już nie można pomoc. Musze iść do pracy i zacząć zarabiać. Nie wiem jak sobie poradzę. W końcu wkrótce mam maturę. Moze rzucę szkole?
-Nie! - Krzyknął zbulwersowany moimi słowami. - W żadnym wypadku nie możesz tego zrobić. Pomogę ci z chłopakami jak najbardziej będę mógł! A propos Oliego i Aarona... Poszli do najbliższej apteki po jakieś leki dla ciebie. Na razie nie jest nam potrzebny lekarz. Przez następne piec dni będę ci gotował i kupimy dla ciebie jakieś ubrania, dobrze? Od teraz to ja będę twoja mama!
-Nie mogę brać od was takiej pomocy... - Mruknąłem wyraźnie zdziwiony postawa nowego Mamy przyjaciela. Jeszcze nikt nie chciał mi nigdy pomoc. Czy to ze ich poznałem to jest jakieś cholerne szczęście? Nie to ze zyskuje przyjaciół to jeszcze chcą mi pomoc i odciążyć mnie od wszystkich problemów. Dotychczas myślałem ze takie rzeczy dzieją się tylko w książkach i na filmach.
-Oczywiście ze możesz! - Uśmiechnął się szeroko. - Wręcz musisz.
Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Gabriel poszedł otworzyć. Okazało się ze dwaj chłopcy wrócili z zakupów. Nie kupili tylko leków ale i dużo jedzenia. Byli wyraźnie mną zmartwieni.
-Posłuchaj... - Zaczął Aaron wyraźnie zmieszanym tonem. - Za piec dni wyprowadzimy się do hotelu który znajduje się zaraz za miastem... Rozmawiałem o tym z naszych managerem. Opowiedziałem mu o twojej sytuacji oraz o tym jak bardzo nam pomogłeś. Zgodził się abyś wyjechał z nami. Nie możesz żyć w takich warunkach.
-Ale zabierzecie mnie tam tak za darmo?...
-Potrafisz śpiewać? - Zapytał nagle Oliver. Skinąłem głowa. Lubiłem śpiewać teksty moich ulubionych piosenek pod prysznicem ale czy to to samo co śpiewanie na wielkiej scenie? - Otóż chłopak który śpiewa w naszym zespole ma bardzo poważna kontuzje. Prawdopodobnie nie będzie mógł dalej uczestniczyć w koncertach i nagraniach dlatego poszukujemy nowego członka. Co ty na to? Wtedy nie będzie to za darmo.
-Naprawdę?! - Popatrzyłem na niego zdziwiony. - Nie mogę w to uwierzyć. Nie wiem jakie szczęście mnie spotkało ze was poznałem.
-Bardzo cie polubiliśmy. - Uśmiechnął się Gabriel patrząc na mnie. - Jesteś przystojny i miły. Będziesz idealnie się nadawał. Za miesiąc wyjeżdżamy do Sterhgild*. Tam znajduje się dom naszego zespołu. Będziesz mógł napisać trochę później maturę. Do tego zarobisz dużo pieniędzy i będziesz mógł pomoc matce. Co ty na to?
Nie wierzyłem w to co słyszę.
-Boże... - Zakryłem usta rekami. - Dziękuje wam... Nie wiem co bym teraz zrobił bez waszej pomocy ale dalej nie mogę uwierzyć w to co się teraz dzieje. Cały czas mam wrażenie ze to wszystko to jakiś chory sen.
-W takim razie witaj w naszym zespole! - Powiedzieli wszyscy jednocześnie po czym zaczęli mnie ściskać.
Czy to naprawdę się dzieje?...

____________________________________  ______________________________________________
*Wymyslone miasto w ktorym znajduje sie siedziba zespolu chlopakow.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Angels in the hell #2 Meczaca monotonia.

                     #2 Meczaca monotonia.
Kiedys bylem inny. Z dnia na dzien po tamtym zdarzeniu bardzo sie zmienilem. Nie bylem juz wesolym i towarzyskim nastolatkiem tylko opuszczona dusza. Moje serce stalo sie zimne. Nie chcialem miec innych przyjaciol. Chcialem Olivera. Przez pierwsze pol roku nie moglem przyjac tego do wiadomosci. Myslalem przez caly czas o tym zdarzeniu. O gazecie. O jego smierci. Bylem rozbity. Opuszczony. Samotny. Po dlugim czasie uswiadomilem sobie ze Oliver nigdy nie wroci. Nigdy sie nie spotkamy. "Taka jest rzeczywistosc" - Myslalem patrzac w sufit. Moje zycie stalo sie monotonne. Postanowilem to zmienic i poznac nowych ludzi. Poprosilem matke aby zmienila mi szkole. Bylo tam duzo niemilych wspomnien. Zrobila to. Bylo tam tak wiele nowych ludzi. Ale i tak zadne z nich nie zastapilo miejsca w moim sercu.
                 
                                                                  
                                                                                      ♥
Uslyszalem cichy glos. Otworzylem oczy. Ujrzalem starsza ode mnie na oko o dziesiec lat kobiete. Miala zielone oczy i dlugie czarne wlosy. Przypominala mi kota. Byla podobna do mojej matki. Przypomnialem sobie o ostatnich slowach mojego nowego starszego brata. "Nasza sluzaca Rosalia."
-Dzien dobry. - Usmiechnela sie zyczliwie. - Widze ze juz wstales. Ciesze sie. Jestem Rosalia. Sluzaca tego oto domu. Milo mi cie poznac, Christianie.
-Dzien dobry... - Odparlem zmieszany. - Mi rowniez. Jezeli moge spytac to co to wlasciwie za dom?
-Dom waszego rodu. - Odpowiedziala na moje pytanie bez mrugniecia okiem. - Twoj ojciec wybudowal go sto lat temu. Od tamtego czasu zamieszkuje tu okolo trzydziesci waznych w piekle ludzi. W tym Nathaniel i Matthew.
-W takim razie dlaczego ja tu mieszkam?
-Rowniez jestes dla nas wazny. - Powiedziala potrzasajac przy tym swoimi nienaturalnie dlugimi wlosami. - Jestes bratem Matta oraz drugim synem naszego krola.
-Rozumiem... - Odwzajemnilem usmiech niechcac byc niegrzecznym. Tak naprawde nic z tego nie rozumialem. Zauwazylem jednak ze bol juz ustal. Cieszylem sie.
-Jestes zdziwiony tym wszystkim, prawda? - Westchnela smutnym glosem. - To na pewno dla ciebie wielki wstrzas. Nagle tyle nowych informacji i nowe zycie. Nie chcialabym byc na twoim miejscu. Do tego Katherine potraktowala cie w ten sposob... Ale nie martw sie, zaopiekujemy sie toba. Od dzisiaj bede twoja nowa matka.
-To znaczy ze urodzilas mnie w wieku dziesieciu lat? - Rozesmialem sie glosno rozbawiony sytuacja. - Dziekuje. Zawsze chcialem aby moja matka byla dla mnie taka mila i opiekuncza. Niestety to byly tylko marzenia.
-Zapomnij o twoim poprzednim zyciu. Na pewno nie bedzie to takie proste ale wiem ile przeszedles. Najpierw twoj ojciec...Pozniej strata najlepszego przyjaciela i do tego niekochajaca matka. Aby zaczac tutaj nowy zywot musisz zapomniec o wszystkim co cie spotkalo. Wtedy bol bedzie powoli ustawal. To twoje serce odczuwalo tak ogromny bol. Podalam ci leki dlatego jest juz lepiej ale bedzie powracac z kazdym wspomnieniem ktore sobie przypomniesz. Leki nie dzialaja wiecznie.
-Tak to dziala?... - Zastanowilem sie przez chwile nad tym co powiedziala mi teraz moja nowa matka. - Skad wiesz o Oliverze?
-Znam go. - Mruknela cicho. Zobaczylem w jej kocich oczach lekkie wachanie. Po chwili jednak postanowila cos powiedziec. - Kiedy mowil ci ze jeszcze sie spotkacie nie klamal. Nie pytaj o wiecej. Sam zobaczysz.
"Ujrze Oliego? " - Pomyslalem ukladajac sobie wszystkie jej slowa w glowie. "Po takim czasie i takim cierpieniu spotkam go. Nie jestem na to gotowy. Ale czy to byla jego wina?"
-Masz ochote na obiad? - Zapytala z dziecinnym entuzjazmem. - Chodzmy do stolowki. Pokaze ci troche miejsc. Lazienke masz za drzwiami.
Wskazala na malutkie drzwiczki prowadzace do osobnego pomieszczenia. Wstala ze stolka i wskazala mi gestem inne drzwi.
-Chodzmy.
Wstalem z lozka i poszedlem przed siebie wedlug instruckcji Rosalii. Ujrzalem wielki korytarz ozdobiony przeroznymi obrazami oraz wazonami w ktorych staly swieze roze. Kobieta caly czas wskazywala mi palcem droge. Po kilkuminutowej drodze znalezlismy sie w bardzo duzym i dostojnym pomieszczeniu. Czarne sciany ozdobione w niektorych miejscach czerwona tapeta w kwiaty, wielki zrobiony z drewna stol i duze fotele zamiast krzesel. Nigdy nie widzialem lepiej zrobionego pomieszczenia. Zastanawialem sie tylko nad tym dlaczego moj pokoj wyglada jak pokoje w psychiatryku a inne miejsca w tym domu sa takie dostojne. Nie chcialem pytac. Czulem ze jeszcze nie jest na to czas. Usiedlismy obok siebie przy stole. Po chwili do "stolowki" wszedl kucharz niosac dwa talerze. Myslalem iz w piekle beda inne dania, nie takie jak na ziemii. A jednak. Schabowy i ziemniaki. Nigdy nie jadlem schabowego. Odkad skonczylem siedem lat musialem sam kombinowac sobie jedzenie. Matka nie miala dla mnie czasu. Bylo jej to obojetne czy bede glodny czy nie, czy wyspany czy nie. Nic ja nie obchodzilo. Zjadlem szybko danie. Bylem bardzo glodny. Dawno nie jadlem czegos tak dobrego.
-Dziekuje. - Usmiechnalem sie zadowolony do Rosalii. Zauwazylem iz prawie nie tknela swojego jedzenia.
-Nie potrzebuje jedzenia. - Wyjasnila widzac moj wzrok. - Z kazdym tygodniem bedziesz coraz silniejszy. Nie bedziesz potrzebowal duzej ilosci jedzenia. Za kilka miesiecy juz w ogole nie bedziesz musial jesc. Tak jak ja.
Skinalem glowa. "Silniejszy. Co to znaczy?" - Pomyslalem. Nie lubilem zadawac pytan dlatego tym razem rowniez tego nie zrobilem.
-Posluchaj. - Powiedziala po chwili milczeniu matka. - Musze tutaj na chwile zostac ale Matthew poprosil wczesniej Nathaniela aby wyszedl z toba na dwor. Wyjdz ze stolowki i skrec w lewo, tam bedzie na ciebie czekal. Zgadzasz sie?
-Dobrze. - Usmiechnalem sie wiedzac ze i tak nie mam wyjscia. Pokiwalem kobiecie reka i wyszedlem poslusznie ze stolowki. Skrecilem w lewo. Ujrzalem wielkie drzwi oraz stojacego nastolatka z papierosem. Podszedlem blizej. Chlopak otworzyl drzwi i przepuscil mnie przed soba w drzwiach. Ciemnosc. Nie widzialem nic. Obrocilem sie. Drzwi rowniez nie bylo. Po Nathanielu zadnego sladu.
-Gdzie jestes?! - Krzyknalem przestraszony na caly glos. Od czasu kiedy wyleczylem sie z depresji mialem niktofobie, paniczny lek przed ciemnoscia. Oprocz tego mialem jeszcze jedna fobie zwiazana z jednym przezyciem pochodzacym z mojego dziecinstwa - Hemofobie. Kiedy szedlem samotnie przez chodnik do domu widzialem okropny wypadek w ktorym zmarlo dwoch ludzi. Bylo tam mnostwo krwi, mnostwo ludzi. Obwinialem siebie za to ze im nie pomoglem. Od tamtej pory boje sie krwi. W malych ilosciach nie, ale gdy jest jej wiecej zaczynam mdlec.
-Nie krzycz tak, debilu... - Uslyszalem zdenerwowany glos bialowlosego. - Boisz sie ciemnosci?
-Zgadles. - Westchnalem ciezko. Przyznaje ze gdy uslyszalem jego cichy glos nie balem sie juz tak bardzo. Czulem sie bezpieczny.
-W takim razie nie mam wyjscia. - Odparl chwytajac mnie jednoczesnie za reke. Jego reka byla bardzo ciepla. Co chwile ciagnal mnie z calej sily za soba. Odczuwalem silny bol ale nie dawalem tego po sobie poznac. Bylem zadowolony ze w koncu mam nowego przyjaciela. Moze przez niego uda mi sie zapomniec o Olim? - Widze w ciemnosci. Kiedy ty rowniez zaczniesz ale na razie po prostu chodz za mna.
Kilka minut pozniej ujrzalem male swiatelko w tunelu. Nathaniel pociagnal mnie jeszcze mocniej za reke. W koncu znalezlismy sie gdzies gdzie bylo swiatlo. Odetchnalem z ulga a ten puscil moja reke. Kiedy zobaczyl jak duze mam odciski na nadgarstkach zobaczylem na jego twarzy zmieszanie.
-Przepraszam, nie chcialem. - Mruknal rumieniac sie. - Czasami nie potrafie kontrolowac swojej sily.
-Nic sie nie stalo... - Usmiechnalem sie lekko chcac pocieszyc chlopaka. Teraz wiadomo dlaczego tak mocno mnie szarpal. Dopiero teraz zobaczylem ze znalezlismy sie w dosc sporym lesie.
-Trzeba przejsc przez ten tunel aby tutaj trafic. - Wyjasnil widzac jak sie rozgladam po nowym miejscu. - Slyszalem ze znasz Olivera.
-Dlaczego wszyscy tutaj go znaja? - Zapytalem nie wiedzac co powinienem odpowiedziec. Bylem zdezorientowany, wszyscy wiedzieli wszystko na temat mojej osoby. Wiedzieli nawet wiecej ode mnie.
-Chcialbys go odwiedzic? - Ziewnal glosno. - Jestesmy blisko wiec nie jest to zaden problem. Mysle ze bedziesz chcial go zobaczyc po tylu latach.
Kiedy to mowil rozesmial sie niczym psychopata.
-To znaczy ze on tutaj jest? - Otworzylem szeroko oczy nie wierzac w to co slysze. "Co moze tu robic Oliver?" - Myslalem jednak nie moglem znalezc zadnego sensownego wytlumaczenia.
-Jest, jest. - Ponownie rozesmial sie Nathaniel. - To jak? Wstapisz do niego? Moge ci wskazac droge ale nie bede za toba lazil.
-Posluchaj. - Burknalem zdruzgotany jego slowami. - Myslisz ze wiesz o mnie wszystko, co? Mylisz sie. Nienawidze go za to wszystko co mi zrobil. Za to ze byl takim aroganckim debilem i zostawil mnie samego gdy najbardziej go potrzebowalem! Myslisz ze teraz dalej mam ochote go odwiedzac?! Myslisz ze rzuce mu sie w ramiona i powiem jak bardzo go lubie?
-Mysle ze tak. - Powiedzial calkiem powaznie. - Nie wiem o tobie wszystkiego, przykro mi. Wiem tylko to co przed chwila powiedzialem. O niczym wiecej nie mam pojecia ale z tego co widze jestes po prostu chamskim gowniarzem. Co ty sobie wyobrazasz? Po co podnosisz na mnie glos? Jestes jednym z wielu ludzi ktorzy mysla ze swiat kreci sie tylko wokol nich, mysla ze tylko oni maja problemy.
Mowiac to uderzyl mnie dwa razy z niewiarygodna sila w twarz. Nie wierzylem w to co sie dzieje. Czy faktycznie przesadzilem? Opadlem na ziemie. Zobaczylem jak z nosa cieknie mi duza ilosc krwi. Bylem przerazony. Tym razem kopnal mnie w brzuch. Zrobilo mi sie czarno przed oczami. Zastanawialem sie dlaczego to robi ale nie potrafilem znalezc odpowiedzi. Zastanawialem sie co takiego powiedzialem. Rowniez nie wiedzialem. "Czy on chce mnie zakatowac na smierc?" - Myslalem czujac jak z moich oczu splywaja lzy. Nagle uslyszalem niewyrazny glos.
-Zostaw go debilu! - Zrozpaczony chlopiecy glos. Kojarzylem go skads jednak nie mialem sily otworzyc oczu aby ujrzec mojego wybawce. - Co ty sobie do cholery jasnej wyobrazasz?! Jak mozesz go krzywdzic?...
-A juz bylo tak pieknie... - Tym razem slyszalem glosne westchniecie Nathaniela. Uwazalem go za swojego przyjaciela a on prawie pobil mnie na smierc. Dlaczego? - Dobra. Uciekam stad. Jak cos, mnie tu niebylo.
Znalazlem resztke sily aby otworzyc oczy. Ujrzalem czarne glany wybrudzone blotem. Rozpoznalem te buty. Nalezaly do Olivera. Do tego ten glos ktory zawsze mnie pocieszal. Glos ktory ostatni raz slyszalem dwa lata temu. Chcialem cos powiedziec ale w ostatniej chwili zobaczylem kaluze krwi. Zemdlalem.

                                                                              ♥
01.04.2010
-Nauczyles sie na ten sprawdzian? - Zapytal pewnego dnia Oliver z nadzieja w glosie. - Dasz mi sciagnac? Blagam. Nie mialem czasu na nauke.
-Co ty robisz po nocach? - Rozesmialem sie glosno wyciagajac sluchawki z uszu. Czesto bawilo mnie roztrzepanie przyjaciela. - Jezeli tak koniecznie musisz....Ale przysluga za przysluge!
-Co chcesz? - Usmiechnal sie zadowolony. - Tylko nie wesole miasteczko czy cos podobnego. Od naszej ostatniej wycieczki do tego miejsca mam zdecydowanie dosc. Wiesz ze chyba nabawilem sie leku wysokosci?
-Nie dramatyzuj. - Westchnalem z rozbawieniem. - Nauczysz mnie grac na gitarze? Zawsze mi obiecywales.
-Mam skleroze! - Powiedzial probujac przybrac powazny wyraz twarzy. - Jezeli nie zapomne to dobrze.
-Przypomne ci. - Odparlem skaczac po krawezniku. - Wiesz co to Hipochondria?
-To taka choroba gdy wymyslasz sobie ciagle choroby, nie? - Mruknal wkladajac telefon do kieszeni bluzy. Kiedy skonczyl przy okazji zrzucil mnie z kraweznika.
-Ej no! - Krzyknalem wielce urazony. - Dokladnie. Ta choroba bardzo pasuje do ciebie.
-To nasz ostatni rok...
-Co tam szepczesz? - Spytalem zajety ponowna proba utrzymania rownowagi na krawezniku. - Jaki rok?
-Nic. - Powiedzial powaznie. Zauwazylem ze nagle stracil caly entuzjazm i stal sie podejrzanie smutny. Postanowilem nic nie mowic. Teraz tego zaluje. Gdybym uslyszal moze wiedzialbym co sie stanie, moze mialbym jakies ostrzezenie? A moze gdybym byl bardziej dociekliwy powiedzialby mi ze odejdzie? Ale nie bylem. Nawet nie podejrzewalem ze cos moze sie stac. Teraz moge pytac tylko

                                                               "DLACZEGO?"
                    
                                                                   To be continued
 
                                     "Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać. Zadzwoń do mnie... Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą..."