czwartek, 1 stycznia 2015

DAMN PAIN - Rozdzial I

                                                      Rozdzial pierwszy
                 
-Posluchaj mnie. - Powiedzial surowym glosem ojciec kiedy to od dawien dawna pierwszy raz siedzielismy wspolnie przy stole delektujac sie posilkiem przygotowanym przez gosposie. Spojrzalem na niego chlodno po czym ponownie zajalem sie nakluwaniem brokula na widelec. - Ojciec mojego przyjaciela od interesow ma pewne problemy sluzbowe dlatego zwrocil sie do mnie z nastepujaca prosba. Jego syn bedzie musial zamieszkiwac u nas przez nastepny tydzien. Mam nadzieje ze nie bedzie to dla ciebie problem i nie bedziesz komplikowac tej trudnej dla mnie sytuacji.
-Nawet nie spytales mnie o zdanie. - Prychnalem z obrazeniem oraz pogarda skierowana do ojca. Zawsze informowal mnie o wszystkim po dokonanym fakcie. Nigdy nie mialem nic do powiedzenia. Obecnie mam osiemnascie lat. Jestem w klasie maturalnej i mam cholernie bogatego ojca. Powinienem byc szczesliwy jak kazdy rozpieszczony dzieciak ale nie jestem. Czesto mysle o tym jakby to bylo kiedy bylibysmy biedni. Zastanawiam sie nad tym czy mialbym wtedy lepszy kontakt z ojcem. Moze wtedy moglibysmy sie czesciej spotykac i moglbym czesciej z nim rozmawiac? Nawet nasza gosposia rozumie mnie lepiej od mojego wlasnego ojca. - Jak chcesz to wyprowadze sie na ten tydzien do Gabriela i tyle.
-W zadnym razie. - Odparl spokojnie mezczyzna nieinteresujac sie zbytnio co ma do powiedzenia jego najmlodszy syn. Nigdy nie obchodzilo go co robi i czy ma sie dobrze. Zawsze interesowal sie jedynie jego ocenami i zachowaniem w szkole. Reszta byla mu calkowicie obojetna. Odkad zmarla jego czterdziestoletnia zona, kompletnie zatracil sie w pracy i od tamtej pory licza sie tylko dla niego zarobione pieniadze. Do tego teraz musi oklamywac swojego wlasnego syna. Nawet nie liczy sie z jego uczuciami. - Masz tutaj zostac i koniec. Nie bede teraz z toba dyskutowac bo musze juz leciec do pracy. Odrob zadanie domowe i nie wychodz z domu. Dzisiaj powinien przyjsc twoj nowy brat.
-Nowy brat? - Usmiechnalem sie rozbawiony slowami ojca ktory szybko wstal od stolu po czym wyszedl z pokoju. - Czy ty siebie slyszysz, czlowieku?
Jezeli ten czlowiek mysli ze naprawde zostane w domu, to myli sie. Nigdy nie robilem tego co on chcial. Jest dla mnie calkowicie obcym czlowiekiem. Nie traktuje go jak prawdziwego ojca. To ze wydal mnie na ten swiat nic nie oznacza. Nie musze tak go traktowac i nie zamierzam. Do tego ten chory uklad z jego kolejnym branzowym kolega. On chce nianka zostac ze obce bachory do domu zaprasza? Zreszta nie interesuje mnie to. Niech robi sobie co chce. Ja nie mam zamiaru mieszkac z kims obcym w jednym domu. Nie obchodza mnie jego umowy z przyjaciolmi. Rowniez wstalem od stolu po czym zwinnie wyskoczylem przez okno. Na szczescie nasza kuchnia znajdowala sie na parterze bo inaczej znalazlbym sie ponownie w szpitalu. Ostatnimi czasami bywam tam bardzo czesto. Tydzien temu wypisalem sie na wlasne zadanie chociaz caly czas czasami robi mi sie ciemno przed oczami kiedy biegne. Po chwili znalazlem sie przed domem. Pobieglem jak najszybciej przed siebie aby w koncu znalezc sie w przepieknym parku. Usiadlem na malej laweczce i wyciagnalem odtwarzacz MP4 z kieszeni. Wlaczylem moja ulubiona piosenke. Wsluchalem sie w rytmiczna melodie. Zawsze muzyka byla dla mnie w jakims sensie odskocznia od problemow. Uwielbialem sluchac glosnych slow ktore docieraly prosto do mojego serca. Nagle ktos wyjal mi jedna sluchawke z ucha. Spojrzalem za siebie. Zobaczylem jedna z naszych sluzacych ktora miala dziwny zwyczaj zaskakiwania mnie w kazdym pozwalajacym na to momencie. Czasami mialem wrecz wrazenie ze zakochala sie we mnie jednak roznica wieku i tak nie pozwalalaby nam na milosc. O czym ja wlasciwie mysle? Usmiechnalem sie do niej cieplo. Kobieta usiadla obok mnie po czym wlozyla sobie przed chwila wyjeta sluchawke z mojego ucha do swojego. Przez chwile wygladalismy niczym para zakochanych. Albo nie, bardziej jak matka z synem ktorzy maja ze soba bardzo dobre relacje. Ile ja bym dal zeby miec taka matke. Lub zeby miec jakakolwiek matke. Ojciec kilka lat temu opowiedzial mi historie o tym jak zmarla moja biologiczna matka. Podobno byl to tragiczny wypadek samochodowy. Nic wiecej nie wiem i nie pytam. Nie chce pytac. Bylo - Minelo. Nie znaczy to jednak ze za nia nie tesknie. Tylko jak mozna tesknic za osoba ktora widzialem praktycznie kilka razy w zyciu?
-Zawsze jestes taki zamyslony. - Westchnela sluzaca robiac przy tym zmartwiona mine. Nigdy nikt sie o mnie nie martwil. Zawsze bylem wszystkim obojetny. Ale to byla po prostu jej praca. Musiala to robic a tak naprawde moj los byl jej calkowicie obojetny. - Nigdy nie moge zgadnac o czym wlasnie myslisz.
-Widzisz. - Mruknalem cicho probujac dalej sluchac muzyki. Nienawidzilem kiedy ktos przeszkadzal mi w obecnie wykonywanej czynnosci.
-Slyszalam twoja rozmowe z ojcem. - Odparla smutnym glosem Katherine. Niedawno zdradzila mi swoje imie. Od tamtego czasu traktuje ja jak swoja starsza siostre. - Jezeli chcesz moge z nim porozmawiac. Moze zgodzi sie abys na ten czas mogl zamieszkac u przyjaciela.
-Wiesz dobrze ze nic nie zrobisz. - Stwierdzielem wpatrujac sie w znajdujaca sie zaraz przed nami rzeke. Pamietam jak kiedys karmilem z ojcem kaczki. To jedyne wspomnienie ktore posiadam z dziecinstwa. Nic wiecej nie pamietam. Wszystko zniknelo w tloku innych problemow. A moze wlasciwie chcialem sie tego wszystkiego pozbyc aby zyc obecna chwila a nie przyjemnymi wspomnieniami zwiazanymi z czlowiekiem ktory mnie wychowuje? - On dobrze wie ze i tak pewnie sam wyjde z domu i nie wroce przez ten tydzien wiec nie musisz nic mowic.
-A twoje problemy zdrowotne? - Spojrzala na mnie pytajaco poprawiajac jednoczesnie fryzure. Zauwazylem ze bardzo przejmuje sie swoim wygladem. Nie byla brzydka ale nie byla tez ladna. Po prostu przecietna kobieta z idealnie chuda sylwetka. Zawsze patrzylem na nia z odrazeniem, lub czasami nawet podziwem jak wytrzymuje caly dzien bez jedzenia. Nawet gdyby przytyla pare kilo wcale nie bylaby brzydka. Nie rozumialem jej zachowania ale, tak jak to mialem w zwyczaju nie pytalem. Nigdy nie zadawalem zbednych pytan tylko obserwowalem. Nie chcialem byc problemem. - Slyszalam ze ostatnio bylo z toba bardzo zle.
-Bywa. - Odpowiedzialem krotko niechcac kontynuowac tej bezsensownej rozmowy. Zawsze unikalem rozmow na moj temat. Nie lubilem o sobie rozmawiac. Nienawidzilem swojego zimnego charakteru spowodowanego brakiem troski ze strony ojca. Nie potrafie nawet tego zmienic. Wiele osob twierdzi ze jestem straszny. Nie interesuja mnie plotki jednak owszem, te slowa bardzo mnie zranily. Zastanawialem sie calymi dniami czym wlasciwie roznie sie od swoich rowiesnikow. Chcialem sie zmienic ale czy chec do dzialania cos daje? Niestety w moim przypadku nie. Pogodzilem sie juz z tym ze mam tylko jednego przyjaciela. Nie lubie robic sobie niepotrzebnych problemow.
-W kazdym razie uwazaj na siebie. - Usmiechnela sie pocieszajaco po czym wlozyla mi sluchawke do ucha i odeszla. Jestem przyzwyczajony do samotnosci. Czesto przesiaduje w ciemnym pokoju pograzony we wlasnych, czesto przerazajacych myslach. Jestem pelnoletni oraz nie sprawiam zadnych problemow a ojciec i tak mnie nienawidzi. Chcialbym wyniesc sie z domu ale on mi na to nie pozwala. Czuje sie jak zwierze zamkniete w klatce bedace pod stala opieka sluzacych. Jestem bogatym jak i rowniez rozpieszczonym bachorem. Mam wszystko to co chce. - Tak to wyglada z punktu widzenia czlowieka ktory nawet mnie nie zna. Mam wszystkie rzeczy materialne ale nie mam milosci. To jedyne co brakuje mi w tym czasie. Nie chce sie teraz zakochiwac. Nigdy niekochany, nie potrafilbym kochac. Potrzebuje jedynie milosci ze strony ojca chociaz i tak nigdy jej nie otrzymam. Wstalem z lawki po czym otrzepalem skorzana kurtke. Ujrzalem grupe dzieci. Bawiacych sie beztrosko dzieci oraz ich matki. Poczulem ogromny bol w sercu. Zawsze chcialem byc dzieckiem ktore moze wychodzic z kochajaca mama na plac zabaw. Dlaczego to marzenie nigdy sie nie spelnilo? Dlaczego nie urodzilem sie kilka lat wczesniej? Wtedy moglbym poznac moja mame i spedzac z nia czas chociaz przez te kilka lat. Moglibysmy robic ze soba wszystko co te szczesliwe dzieciaki. Powoli odwracajac wzrok od tego bolesnego widoku poszedlem z powrotem w strone domu. Kiedy po pieciu minutach bylem na miejscu, spakowalem najpotrzebniejsze rzeczy do malej brazowej walizki. Zmeczony tym pracochlonnym zajeciem usiadlem na wielkim lozku. Wzialem do reki wczoraj zakupiona ksiazke. Chcialem jakos odwrocic uwage od moich nieustannych mysli oraz tamtego wydarzenia w parku. Otworzylem ja na losowej stronie po czym przeczytalem pierwsze zdanie. "Dlaczego nie mozesz byc inny?" Dlaczego ciagle mysle o tym samym? Odlozylem ksiazke na polke po czym siegnalem po moj telefon. Wybralem numer Gabriela. Kilka sekund pozniej uslyszalem jego wyraznie zdenerwowany glos.
-Cos sie stalo? - Zapytalem nie majac pojecia jak powinienem zaczac ta rozmowe. Poznalem go rok temu kiedy samotnie siedzialem na lawce obok szkoly. Spotkalismy sie spojrzeniami. Podszedl do mnie i zaczelismy najzwyczajniej w swiecie rozmowe. Zawsze kiedy wpadam w jakies klopoty on ratuje mnie z opresji. Jest moim jedynym oparciem. Tylko z nim moge porozmawiac o nieustannych problemach przez ktore nie moge spac. Czesto przychodze do niego kiedy jestem smutny. Zawsze rozmawiamy wtedy przez cala noc albo idziemy powloczyc sie bezcelowo po miescie. Jest o rok starszy. Mieszka w malej kawalerce na przedmiesciach. Przez to nie musimy sie przejmowac jego rodzicami ktorzy rok temu zostawili go samego wyjezdzajac do Hiszpanii w celu otworzenia nowego hotelu. Pochodzi z bogatej rodziny podobnie jak ja, moze to wlasnie jest powod przez ktory potrafimy tak dobrze sie dogadywac? Czasami gra na gitarze i kiedy jestem na skraju depresji spiewa mi jeszcze bardziej dolujace piosenki. Nienawidze kiedy ktos pociesza mnie w niemilej dla mnie sytuacji. To wprowadza mnie w jeszcze wiekszy smutek. Zna mnie lepiej niz moj wlasny ojciec. Traktuje go jak starszego brata o ktorym od zawsze tak marzylem. Slyszac jego nierowny oddech oraz podejrzany glos, moje serce zaczelo bic szybciej. Zaczalem sie martwic. Zreszta zawsze sie martwilem. Byl moim jedynym przyjacielem wiec co w tym dziwnego?
-Zostane ojcem. - Odpowiedzial z zawstydzeniem. Slyszac to niechcacy upuscilem na podloge telefon. Chcac jednak jakkolwiek go pocieszyc szybko podnioslem urzadzenie po czym ponownie przylozylem je do ucha wsluchujac sie jednoczesnie w jego dalsze slowa. - Przepraszam. Wiem ze na pewno cie zawiodlem.
-Dlaczego mnie przepraszasz?! - Oburzylem sie krecac glowa. - Kto jest matka? Znasz ja troche?
-Powiedzmy. - Westchnal ciezko chlopak. - Musze wyjechac na kilka miesiecy do rodzicow. Moze oni jakos mi pomoga.
-Chcesz ja tak zostawic? - Nie moglem uwierzyc w to co przed chwila powiedzial. Sam doznalem tego bolu przez smierc matki. Przez to ze moglem zobaczyc ja tylko raz w zyciu. Nawet nie pamietam jak wygladala. Opowiadalem mu ta historie mniejwiecej tysiac razy a on oznajmia mi ze chce opuscic swoje wlasne, jeszcze nienarodzone dziecko. Cofam swoje wczesniejsze slowa. Ma za co przepraszac. Tylko nie mnie ale dziewczyne ktorej zrobil to dziecko. Zawiodlem sie na nim. Zawsze myslalem ze jest bardzo odpowiedzialny. Najwyrazniej pomylilem sie.
-A jak mam w takim wieku zostac ojcem?! - Pierwszy raz w zyciu podniosl na mnie glos. Poczulem jak lzy naplywaja mi do oczu. Moj przyjaciel wlasnie krzyczy na mnie dlatego ze zrobil jakiejs dziewczynie dziecko. - Przepraszam.
-Wsadz sobie te przeprosiny w dupe! - Krzyknalem jak najglosniej umialem. Nacisnalem czerwona sluchawke znajdujaca sie pod ekranem telefonu. Nie mialem ochoty na kontynuowanie tej rozmowy. Pierwszy raz od dawna mialem dzisiaj nienajgorszy usmiech a on to wszystko zepsul. Dlaczego nazywalem go swoim najlepszym przyjacielem? Jeszcze kilka godzin temu chcialem wyprowadzic sie do niego na najblizszy tydzien a teraz? Zawiodlem sie. Kompletnie sie zawiodlem. Myslalem ze go znam ale teraz widze jak bardzo sie mylilem. Tak naprawde w ogole go nie znalem. To on znal mnie. Zmeczony dzisiejszymi wydarzeniami zasnalem zapominajac o stojacej zaraz obok lozka walizce.

                                                                                 * * *

                                                                                     Punkt widzenia Davida.
-Mam dla ciebie nowe zadanie. - Powiedzial szef podajac mi jednoczesnie koperte. Otworzylem ja szybko po czym zerknalem na trzy znajdujace sie w srodku zdjecia. - Ten mlody chlopak to twoje zadanie.
-Jest w moim wieku. - Stwierdzilem obojetnie. Nie obchodzilo mnie juz ile lat ma osoba ktora mam zabic i kim wlasciwie jest. Potrzebowalem jedynie zdjecia i paru niezbednych informacji aby sie do niego zblizyc. Nienawidzilem swojej pracy. Zabijanie stalo sie dla mnie rutyna. Moje zycie stalo sie przez ta robote wrecz monotonne. Ciagle to samo. Prezes pokazuje mi zdjecia czlowieka ktorego mam zabic w przeciagu kilku dni a ja po prostu wykonuje to zadanie i dostaje za to pieniadze. Wszystko wydaje sie proste, tylko dlaczego za kazdym razem dopadaja mnie wyrzuty sumienia ze to wlasnie ja zabilem tego calkiem obcego czlowieka? - Ile mam dni?
-Tym razem nie musisz go zabijac. - Odpowiedzial na moje pytanie mezczyzna marszczac brwi. - Bedziesz go chronil. Jego ojciec to bardzo bogaty facet z wielkiej firmy. Ostatnio wplatal sie w jakas akcje z mafia i boi sie o bezpieczenstwo jego nierozgarnietego synka. Zaplacil mi kupe kasy wiec mam nadzieje ze tego nie spieprzysz. Ma tyle lat co ty, dlatego mysle ze sie dogadacie. Tylko ten gowniarz jest nieco... Problematyczny i ruchliwy wiec bedziesz mial przez niego duzo problemow. Wlasnie dlatego powierzam ta akcje tobie a nie innym.
-Ile za to dostane? - Spytalem przegladajac notatki na temat chlopaka. Drake Wandergleen. Slyszalem o gosciu z tym nazwiskiem. To pewnie jego bogaty ojciec. Ma jednego przyjaciela. Nie utrzymuje bliskich relacji z ojcem. Jego matka zmarla zaraz po jego narodzinach smiercia tragiczna. Nie dogaduje sie z rowiesnikami. Ma dobre oceny w szkole jednak sprawia wiele problemow. "Zwykly arogancki dzieciak" - Pomyslalem odkladajac koperte na stol. Ma tak samo monotonne zycie jak ja. Jeden przyjaciel. Biedak. Ja chociaz posiadam wielu falszywych przyjaciol ktorzy nic o mnie nie wiedza. To praktycznie to samo co brak przyjaciol. Nigdy nie czulem sie samotny. Zawsze czytalem wiele ksiazek w kacie ciemnego pokoju albo prowadzilem wesole rozmowy z ojcem lub matka. Odkad obaj zmarli trzy lata temu moje zycie gwaltownie sie zmienilo. Nie wpadlem w depresje. Poczulem sie odpowiedzialny za moje wlasne zycie. Nie poszedlem do domu dziecka. Kiedy wieczorem wracalem ze szkoly podszedl do mnie jakis facet. Pobil mnie do nieprzytomnosci po czym wrzucil do bagaznika swojego auta. Przynajmniej tak mi powiedzial. Mialem dwa wyjscia. Albo zaczne dla nich pracowac i zabijac ludzi ktorzy maja jakies problemy z osobami ktore im placa albo ja rowniez umre. Powiedzialem wtedy obojetnie ze nie interesuje mnie teraz to co ze mna bedzie. Bylem zwyklym gowniarzem. Jeszcze nie mialem zadnego pojecia o zyciu i o tym co mnie czeka. Musialem przejsc wiele chorych szkolen na ktorych uczono mnie jak strzelac z pistolu i jak sie bic. Od tamtej pory zostalem kims w rodzaju egzekutora. Ludzie ktorzy mnie tego wszystkiego uczyli powiedzieli mi jedna rzecz ktora dalej dobrze pamietam. Nie mam przejmowac sie tym ze ze zabijam. Po prostu mam myslec o swojej przyszlosci. Gdyby tylko to wszystko bylo takie banalne.
-Piecdziesiat procent. - Odparl prezes bawiac sie czerwonym dlugopisem. Nienawidzilem tego czlowieka. To on odpowiada za to ze tutaj jestem. Za wszystko co teraz robie. Nienawidze jego ohydnej twarzy i zgolonej na lyso glowy. Jest obrzydliwy. Zawsze kiedy na niego patrze robi mi sie niedobrze. Mysle wtedy nad tym co ja wlasciwie mu zrobilem? Niestety nigdy nie moge wymyslic zadnej odpowiedzi. Moze po prostu jej nie ma? - Tylko jest jeszcze jedna sprawa. Ten dzieciak na poczatku musi myslec ze jestes synem przyjaciela jego ojca. Nie musisz sie jakos zbytnio kryc. Po prostu zachowuj sie jak na codzien a gdy bedzie w niebezpieczenstwie to zrob cos.
Skinalem glowa po czym wyszedlem z malego pomieszczenia. Wsiadlem na stojacy przed budynkiem motor i odjechalem w strone domu dzieciaka ktorego mialem pilnowac. Wyczytalem w jego dokumentach ze mieszka zaraz obok naszej siedziby. Po dziesieciu minutach bylem na miejscu. Zaparkowalem motor i podszedlem do drzwi. Dom byl niesamowity. Wygladal niczym pieciogwiazdkowy hotel. Otworzyla mi jakas kobieta ubrana w fartuch i niebieska sukienke. Spojrzalem na nia z gory co wyraznie sie jej nie spodobalo. Czyli tak wyglada tu sluzba.
-Gdzie jest ten gowniarz? - Warknalem niechcac przedluzac tej bezsensownej rozmowy. Nie zamierzam traktowac tej misji specjalnie tylko dlatego ze tym razem nie musze nikogo zabijac. Bede robil to co zawsze. Nie zamierzam byc mily tylko dlatego ze mam udawac jakiegos kolejnego bogatego synka.
-W jego pokoju. - Odpowiedziala niemilym tonem co nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia. Bylem przyzwyczajony do tego ze ludzie sie tak do mnie zwracali. W koncu bylem synem bogatych ludzi ktorzy zmarli kilka lat temu a teraz jestem po prostu nikim. Dlaczego pieniadze czynia czlowieka lepszym?
-To znaczy? - Bylem juz zniecierpliwiony tym staniem w drzwiach. - Nie zamierzam tutaj sterczec przez caly dzien.
-Jak mu cos zrobisz to pozalujesz! - Krzyknela dosc glosno kucharka. Usmiechnalem sie rozbawiony sytuacja. Dlaczego ta niska nic nieznaczaca baba wlasnie podnosila na mnie glos? Przeciez jestem ochrona i to nie ja mam mu cos robic. Ja mam sie zajmowac tylko tym aby nic mu sie nie stalo. Najwyrazniej kobieta nie miala o tym pojecia. - Do gory po schodach i w lewo.
Skinalem glowa w podziekowaniu po czym wszedlem do srodka. Zgodnie z instrukcja poszedlem schodami na pierwsze pietro i skrecilem w lewo. Kilka minut pozniej stalem przed bialymi drzwiami prowadzacymi prawdapodobnie do pokoju chlopaka z ktorym teraz bede zmuszony mieszkac. Zapukalem dwa razy i wszedlem do pokoju. Zobaczylem lezacego na lozku z telefonem w reku chudego blondyna. Jego rece byly tak chude ze przez chwile mialem wrazenie iz zaraz mi sie tu polamie. Na szczescie nic podobnego sie nie stalo. Mial zamkniete oczy wiec najprawdapodobniej spal. Usiadlem obok analizujac jego wyglad. Nie wygladal na zbuntowanego chlopaka chociaz po informacjach uzyskanych od mojego szefa wolalem uwazac. Spojrzalem na lezaca na malym stoliku ksiazke. "Nieodwzajemniona milosc." - Przeczytalem z lekkim usmieszkiem na twarzy. Czyli lubi czytac romanse. Ciekawe, facet i romanse. Chociaz teraz wiem co go interesuje. Jakies dwadziescia minut pozniej otworzyl oczy i popatrzyl na mnie ze smutkiem.
-Gabriel? - Odparl zaspany nastolatek przecierajac jednoczesnie swoje wielkie niebieskie oczy. Swoim wygladem przypominal mi mloda dziewczyne. Ani troche nie zrozumialem o co mu wlasciwie chodzilo wymawiajac jakies kompletnie obce mi imie.
-Co? - Usmiechnalem sie chcac sprawic wrazenie zwyklego mlodego przyjaciela ktory bardzo chce sie z nim zaprzyjaznic. Mysle ze bedzie mi sie lepiej z nim pracowalo kiedy chociaz troche mnie polubi tylko znajac mnie i tak pewnie zaraz wybuchne i pokaze swoj prawdziwy charakter.
-Kim jestes?! - Wykrzyknal nagle z przerazeniem w oczach. Rozesmialem sie sztucznie chcac jakos go uspokoic. W koncu mial prawo myslec ze jestem jakims gosciem z mafii chociaz z moja marna sylwetka szczerze watpie ze tak pomyslal. Nigdy nie chcialem wygladac jak szef, wtedy byloby wieksze prawdapodobienstwo ze ludzie beda mnie brac za wlasnie takiego czlowieka. Tylko czy ja wlasnie taki nie jestem?
-Jestem tym... - Probowalem sobie przypomniec co mialem mu powiedziec jednak nagle wszystko wylecialo mi z glowy. Dopiero po paru sekundach wiedzialem co mam powiedziec. Juz wiem dlaczego wszyscy ciagle powtarzaja mi ze mam skleroze. - Przyjacielem twojego ojca.
-Moj ojciec ma takich mlodych przyjaciol? - Popatrzyl na mnie zdziwiony moimi slowami. Na poczatku nie zrozumialem o co mu chodzi. Po chwili milczenia w koncu dotarlo do mnie co przed chwila powiedzialem. Jak zawsze nie potrafilem klamac.
-Znaczy jestem synem jego przyjaciela! - Krzyknalem szybko probujac jakos naprawic ta dziwna sytuacje. Na szczescie nastolatek byl jeszcze pol przytomny dlatego nawet nie zrozumial o co mi chodzi. Zastanawialem sie w tej chwili czy ojciec wlasciwie mu powiedzial ze bede jego ochroniarzem? Bo jesli nie to mam kolejny problem.
-W takim razie zejdz mi z oczu, czlowieku... - Mruknal Drake glosno przy tym ziewajac. Najwyrazniej biedaczek przez moja obecnosc sie nie wyspal. Nieco zaskoczylo mnie to ze taki maly blondynek moze nagle zmienic sie o sto szescdziesiat stopni.
-Slucham?
-Ide do parku. - Westchnal wyraznie zniecierpliwiony nasza rozmowa. Kiedy chcialem mu juz cos powiedziec ubrany w pizame wyskoczyl zwinnie przez okno pokoju na zewnatrz. Zrobilem to samo niechcac mu pozwolic oddalic sie ode mnie o chociaz kilka metrow. W koncu to byla moja praca ktora chcialem wykonac bardzo dobrze. Kiedy bylem troche blizej zlapalem go mocno za nadgarstek chcac mu nieumozliwic dalsza droge. Prezes mial racje, byl bardzo ruchliwy a nawet na takiego nie wygladal... Pozory myla. Gdy osoby ktore jeszcze mnie nie znaja spogladaja na mnie mysla sobie ze jestem jakims kompletnym debilem ktory wiedzie sobie piekne nastoletnie zycie i codziennie upija sie na domowkach u znajomych. Ale czy to prawda? Najwyrazniej nie. Nigdy nie moglem chodzic na imprezy czy pic alkoholu. Cale dnie spedzalem na nauce aby nie zawiesc rodzicow. A pozniej wszystko potoczylo sie tak nagle. Smierc ojca i matki, zostalem wmieszany w jakas chora robote... Powiedzmy ze moje zycie uleglo naglej zmianie. Podobno ten caly prezes to moj wujek chrzestny. Nie mam pojecia czy to prawda ale czy ma to jakies znaczenie? Jest zlym czlowiekiem i to wszystko. Ciekawe czy ojciec wiedzial kim tak naprawde jest jego, jak to powtarzal za kazdym razem facet "najlepszym przyjacielem". Nie mialem ochoty bawic sie teraz z tym cholernym dzieciakiem dlatego pokrecilem jedynie glowa po czym wskazalem palcem na jego dom ktory jeszcze znajdowal sie w zasiegu mojego wzroku. - Czego chcesz? - Warknal przybierajac przy tym niezadowolony wyraz twarzy. - Jezeli jestes jakims debilnym synem przyjaciela mojego ojca to zejdz mi z drogi. - Odparl calkowicie powaznie. - Jak nie zamierzasz sie mnie sluchac to rob sobie co tam chcesz tylko nie pokazuj mi sie na oczy! - Spostrzeglem jak bardzo nerwowy jest moj rozmowca ale nie moglem tak po prostu go puscic zeby zaraz jakis podejrzany koles rozrabal mu ten glupi leb. Tak, ja jestem debilnym synem przyjaciela jego ojca... Oczywiscie. Tylko to ode mnie zalezy to czy bedzie zyl czy nie. Nie zalezy mi na tym ale wtedy ja rowniez odejde na tamten swiat a tego jak na razie nie chcialem.
-Widze ze jestes bardzo nerwowy. - Usmiechnalem sie prowokujaco. Nie zamierzalem caly czas sie ukrywac. W koncu chlopak i tak predzej czy pozniej dowie sie kim naprawde jestem wiec jaki to ma sens? - Wracaj do domu. - Rzeklem probujac przybrac straszna mine, tak aby dzieciak zaczal sie mnie bac. Niestety z moim wygladem bylo to troche niemozliwe. Ten pokrecil glowa po czym powolnym krokiem odszedl. Dlaczego to ja musze uzerac sie z tym problemowym gowniarzem?

                                           
                                                                            * * *
Nie mialem pojecia kim wlasciwie jest ten wymalowany facet ktory wlasnie gonil za mna przez pol parku probujac namowic mnie do powrotu do domu ale nie spodobal mi sie. Od razu wyczulem ze wyraznie klamie chcac wcisnac mi jakas historyjke ze jest synem jakiegos faceta ktorego nie widzialem ani razu. Znalem wielu znajomych ojca. Czesto przyprowadzal ich do domu wolajac mnie abym przedstawil sie i powiedzial jakiego to ja mam dobrego tate. Za kazdym razem kazal mi klamac chcac zrobic dobre wrazenie na tych facetach w czarnych garniturach. Nie wygladali oni na zwyklych biznesmenow. Raczej na gangsterow ktorzy gdyby mogli zaraz ukradliby i mnie i wszystkie meble stojace w naszym domu. Nie spodobali mi sie. Nawet ich sposob mowienia byl nieczysty wiec jakim cudem moglbym zaufac synowi ktoregos z nich? Nie potrzebna mi zadna niania ktora bedzie pilnowac mnie na kazdym kroku. Zauwazylem w nim cos dziwnego. Cos nienaturalnego. Po prostu nie potrafil klamac. Kiedy w koncu stracilem go z oczu usiadlem na losowej lawce i wyjalem telefon z kieszeni pizamy. Wlasnie, zapomnialem sie przebrac. Tylko czy to jest takie wazne? Wszystko jest lepsze niz siedzenie w jednym pokoju z tym dziwnym gosciem. Postanowilem wyslac krotka wiadomosc do Gabriela. "Nie gniewam sie, nie przepraszaj." - Napisalem klamiac. Oczywiscie ze sie gniewalem. Wiele razy opowiadalem mu o tym jak bardzo nieszczesliwy bylem bez matki, wiec dlaczego on chce teraz tak po prostu opuscic swoje wlasne dziecko i pozbyc sie wszystkich problemow? Jest zwyklym nieodpowiedzialnym facetem ktorego ja tak bardzo lubilem. A nawet go nie znalem. A moze to ja bylem nieodpowiedzialny zadajac sie z takim kims? Ojciec za kazdym razem kiedy przyprowadzalem go do domu wzdychal ciezko nawet nie odpowiadajac na wypowiadane przez Gabriela "dzien dobry". Moze mial racje kiedy to robil? Dzisiaj nie widzialem go ani razu. Pewnie znowu wyjechal bez slowa w delegacje. Jak mozna takiemu komus? Zreszta co ja mowie. Ufalem Gabrielowi powierzajac mu wszystkie sekrety i mysli o ktorych nie powiedzialbym nigdy nikomu innemu. A on potraktowal mnie tak brutalnie i po prostu wyjechal. Piec minut pozniej dotarla do mnie odpowiedz od mojego bylego przyjaciela. Przynajmniej tak go teraz traktowalem. "Dobrze wiesz ze tego nie chce ale jak mam poradzic sobie z taka odpowiedzialnoscia? Jestem jeszcze mlody." - Przeczytalem na glos. "Jestes mlody? A o czym myslales kiedy robiles dziecko tej panience?" - Wystukalem nerwowo na klawiaturze. "Dobra, zamknij sie w koncu i tyle. Jezeli masz zamiar pisac te wszystkie bzdury to odpusc sobie bo ja nie zmienie decyzji." - Czy to naprawde napisal moj Gabriel? Nagle poznalem jego druga twarz. Nigdy nie powiedzialby do mnie zamknij sie. Nie podnioslby na mnie glosu. Czy ta sytuacja jest dla niego naprawde az tak trudna? Nagle uslyszalem czyjs krzyk.
-Drake! - Wrzeszczal ze zdenerwowaniem w glosie facet ktory przed chwila lazil za mna po parku chcac zabrac mnie do domu. Dlaczego wlasciwie tak bardzo mu na mnie zalezalo? Obrocilem sie. Chlopak siedzial na czerwonym motorze z wyraznie zlym wyrazenm twarzy. Spojrzalem na niego obojetnie. Nagle wszystko ulozylo mi sie w jedna calosc. Ojciec mowil ze ten czlowiek bedzie u nas mieszkal bo jego przyjaciel ma problemy z mafia. Tylko czy to nie wlasnie moj kochany tata mial problemy z mafia? Ci faceci ktorzy nas odwiedzali i czesto sie awanturowali pewnie faktycznie byli gangsterami. Czyli ten chlopak wcale nie jest tu z tego powodu. Podszedlem do niego chcac jakos uspokoic te wszystkie mysli. - Wsiadaj na motor, natychmiast! - Krzyknal wzburzony. Poslusznie siadlem zaraz za nim na pojezdzie. Ten zalozyl mi szybko swoj kask a sam wyciagnal i zalozyl na nos okulary przeciwsloneczne. Kilka minut pozniej jechalismy po rozpedzonej autostradzie lamiac prawdapodobnie wszystkie przepisy ktore istnialy. Zastanawialem sie dlaczego jeszcze nie zlapal nas zaden fotoradar czy policja. Poniewaz nie mialem sie czego zlapac objalem bruneta kurczowo w pasie bojac sie ze zaraz spadne. Czasami chcialem umrzec ale z drugiej strony balem sie smierci. Wcale nie mam tak zle. Mam wszystko czego chce oprocz opieki i milosci przez co tak bardzo cierpie. Inni ludzie nie maja nic. Dlaczego tak bardzo chcialbym byc takim wlasnie czlowiekiem ktory mieszka w kawalerce i ledwo starcza mu na rachunki ale jednak posiada kochajacych rodzicow czy dziewczyne? Szybko odpedzilem od siebie te okropne mysli. "Moje zycie jest przepiekne" - Mruknalem sam do siebie na pocieszenie. - Cos ty sobie myslal? - Warknal chlopak kiedy bylismy juz prawie pod domem. - Wiesz co moglo ci sie stac?! - Krzyczal jednoczesnie patrzac przed siebie. - Jeszcze jeden taki numer a zobaczysz.
-Wiem ze nie jestes zadnym kolega. - Westchnalem ciezko chcac wyjasnic ta chora sytuacje. Chcialem dowiedziec sie kim wlasciwie jest nowo poznany czlowiek bo synem jakiegos mafiozy na pewno nie byl. - Moze laskawie powiesz mi o co tutaj chodzi? - Jeknalem chcac wydusic z niego chociaz jedno slowo.
-Naprawde chcesz abym ci powiedzial? - Odparl zaskoczonym glosem. Na pewno musialbyc zdziwiony tym ze tak szybko go rozgryzlem. - Pewnie juz polowy sie domysliles? - Odrzekl parkujac pod moim domem. - Twoj ojciec ma problemy z mafia a ja musze byc twoim ochraniarzem wiec jesli nie chcesz umrzec to pilnuj sie mnie, gowniarzu.
Zdziwilo mnie to jak bardzo moze zmienic sie czlowiek w godzine. Nawet ja nie posiadalem takiego talentu. Zsiadlem z motoru i podalem mu niebieski kask. Powolnym krokiem weszlismy do domu gdzie czekala juz na nas kucharka z cieplym obiadem. Usiedlismy przy stole bez slowa. Nie chcialem o nic wiecej pytac. Takie pytania bylyby po prostu zbedne. Wyjasnil mi wszystko a nie musial. Cieszylem sie ze chociaz teraz wiem o co chodzi bo oczywiscie moj ojciec nie powiedzial mi o niczym. Dlaczego tak bardzo sie dziwie? Nigdy mi o niczym nie mowil. Moze dlatego ze w ogole nie rozmawiamy? Zreszta jak tu rozmawiac z kims kogo nigdy nie ma w domu. Kiedy skonczylem jesc niezwracajac uwagi na jedzacego jeszcze bruneta wlozylem talerz do zmywarki i poszedlem prosto do pokoju. Nie mialem nastroju na rozmowy. Chcialem tylko porozmawiac szczerze z Gabrielem i namowic go do podjecia prawidlowej decyzji. Wyjalem ponownie telefon. Zastanawialem sie dziesiec minut co wlasciwie powinienem napisac. Nie chcialem tak tego zostawic. Nie chcialem go opuszczac. Dalej chcialem tej przyjazni pomimo jego nieodpowiedzialnego zachowania. "Moze to przejsciowe?" - Myslalem ze lzami w oczach. Dlaczego nagle tyle lat przyjazni musi zniknac? "Przepraszam cie za wszystko. Jezeli naprawde nie chcesz nigdy wiecej mnie zobaczyc ani nigdy wiecej nie uslyszec moich slow to nie zamierzam cie juz nekac wiadomosciami. To twoja decyzja co dalej zrobisz. Dziekuje za to co dla mnie zrobiles i przepraszam za to co ja zrobilem zle." - Wystukalem smutno na klawiaturze po czym wyslalem wiadomosc ktora brzmiala niczym tekst slabej ksiazki. Tonac we wlasnych lzach odlozylem urzadzenie na stol. Przyjazn. To slowo juz nic dla mnie nie znaczy. Zniknal tak szybko jak sie zjawil a teraz chce abym po prostu o nim zapomnial. Dlaczego tak bardzo przez to cierpie? Nagle uslyszalem ciche pukanie do drzwi. Predko zakrylem twarz poduszka i powiedzialem ciche "prosze." Ktos wszedl do pokoju. Poczulem jak powoli siada na lozku.
-Co tak lezysz? - Szepnal cicho brunet ktory najwyrazniej skonczyl juz jedzenie obiadu. Nie zamierzalem odpowiadac. Dlaczego mam zwierzac sie komus obcemu? - Twoj ojciec musi sie o ciebie strasznie troszczyc jezeli dal tyle kasy za ochrone. - Stwierdzil beznamietnym glosem. Troszczyc. Tak, moj kochany tatus tak bardzo sie o mnie troszczy ze widuje go kilka razy na miesiac w kuchni.
-Co ty wiesz... - Warknalem probujac nie wybuchnac zaraz placzem. Nienawidzilem kiedy ludzie tak oceniali sytuacje nic o niej niewiedzac. Najwyrazniej ten idiota rowniez nalezal do takiej grupy ludzi. Dopiero go polubilem a juz calkowicie zmienil sie w moich oczach.
-Ze jestes rozpieszczonym gowniarzem ktory posiada wszystko a i tak robi z siebie pokrzywdzonego? - Odpowiedzial spokojnie jakby powiedzial cos milego. Dla mnie byl to wielki cios. Nie rozumialem dlaczego tak mnie ocenia. Wybuchlem placzem i krzykiem jednoczesnie.
-Zamknij ta pustawa morde, idioto! - Krzyczalem uderzajac go jednoczesnie w tors tak aby zabolalo. Ten nawet nie probowal mnie odepchnac co nawet bardzo mnie zdziwilo. Jak najszybciej moglem wstalem z lozka i wypadlem przez okno na zewnatrz. Pobieglem do najblizszego sklepu alkoholowego. Wiedzialem ze mam jeszcze jakies pieniadze. Bylo mi okropnie zimno ale czy moglem cos poradzic? Bieglem tak ze lzami w oczach jak zwykly zagubiony we wlasnych problemach nastolatek. Kupilem kilka puszek piwa i wrocilem do domu. Zamknalem sie w piwnicy. Uwielbialem tam przesiadywac gdy mialem zly humor. Zaswiecilem swiatlo i usiadlem na starym fotelu ktory kiedys nalezal do mamy. Otworzylem jedna puszke po czym wypilem alkohol wrecz dlawiac sie iloscia. Kiedy skonczylem pic piata puszke bylem juz calkowicie pijany. Mialem slaba glowe wiec nigdy nie dotykalem alkoholu ale co mialem zrobic w takiej sytuacji? Ktos wszedl do piwnicy zamykajac drzwi z calym impetem. Ujrzalem tego samego bruneta co przed chwila. Rzucilem w niego z calej sily pusta puszka. - Czego teraz chcesz?! - Ryknalem trzesac sie z nerwow. - Chcesz mi jeszcze cos przekazac?!
-Mamusia cie nie nauczyla ze do starszych tak sie nie odnosi? - Parsknal smiechem jakby bylo sie z czego smiac. Kolejne slowa ktore cholernie mnie zabolaly. Moze nie wiedzial ze nigdy nie mialem matki ale co z tego?  Podszedl do mnie powoli z lekkim usmieszkiem na twarzy. Dlaczego on potrafil tak bardzo ranic? - Najwyrazniej nie, co?
-Nie mam matki! - Wydarlem sie chcac aby ten poczul jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Teraz ja chcialem zranic go tak jak on mnie ale przez to ze bylem juz kompletnie pijany ledwo potrafilem wypowiedziec chociaz kilka slow. - Ojciec nigdy ze mna nie rozmawia! - Wrzasnalem z placzem. - Nikt sie o mnie nie troszczy, rozumiesz?! Nawet najlepszy przyjaciel sie ode mnie odwrocil! Wiesz jakie to uczucie gdy nie masz z kim porozmawiac?
-Co?... - Zastygl w miejscu mezczyzna najwyrazniej nie majac kompletnego pojecia co powinien powiedziec w takiej sytuacji. Kilka sekund pozniej podszedl blizej po czym schylil sie lekko i zlapal mnie za reke. Moj plan sie powiodl! Coraz bardziej mi sie to podobalo. - Moi rodzice zmarli trzy lata temu. Wiem jaki to jest bol, ale ty nie miales nigdy matki... Nie wiedzialem. - Mruknal speszony. Nie potrafil klamac o czym dobrze wiedzialem. Teraz rowniez mu sie to nie udalo. Musial wiedziec. Poruszal sie tak nerwowo ze nawet slepy poznalby ze mnie oklamal. Dlaczego to robil? Dlaczego on potrafi mnie tak cholernie wkurzac? Nie wiedzial. Tylko co mnie to interesuje? Zranil mnie. Doszczetnie mnie zranil. - Musze ci o czyms powiedziec ale moze nie teraz... Zaprowadze cie do twojego pokoju, dobrze? Przepraszam. Nie wiedzialem. Naprawde nie mialem o tym pojecia. -
Podniosl mnie na rekach po czym zaniosl prosto do mojego pokoju. Musi mi o czyms powiedziec. Co moze mnie jeszcze zaskoczyc? A moze ponownie chce mnie zranic? Tak. Jestem bogatym aroganckim gowniarzem! Mam wszystko - Tak twierdza wszyscy. Dlaczego tylko ja wiem jak bardzo cierpie? Odlozyl mnie na lozko a sam usiadl zaraz obok. Uslyszalem jeszcze jakies powtarzane przez niego w kolko slowa a pozniej zasnalem. Zmeczony swoim wlasnym zyciem zasnalem.
                                                TO BE CONTINUED!
                    

sobota, 27 grudnia 2014

HEADSTRONG Rozdzial 1

                                                                  Rozdzial pierwszy
                                                             
-Kochanie... - Powiedziala cicho babcia wchodzac do pokoju podczas kiedy ja powoli jadlem pyszne kanapki z dzemem. Usiadla na malym stolku obok drzwi po czym wrocila do rozmowy. - Jak podobalo ci sie wczoraj w szkole? Znalazles sobie juz jakis znajomych?
-Powiedzmy. - Westchnalem niewiedzac czy powinienem opowiedziec babci o dziwnym chlopaku ktorego wczoraj spotkalem. Po chwili myslenia postanowilem jednak to zrobic. Mialem tylko nadzieje ze babcia go nie zna. - Poznalem rano chlopaka. Nauczycielka opowiadala mi ze podobno mieszka z siostra.
-Naprawde go poznales? - Usmiechnela sie kobieta. Moje nadzieje zgasly w jednym momencie jednak patrzac na twarz babci wcale nie byla tym przejeta. - To bardzo dobry chlopak. Czasami przychodzi do mnie wieczorami kiedy nie mam z kim porozmawiac. Niestety jego sytuacja jest bardzo ciezka.
-Kiedy przychodzi? - Zapytalem patrzac na nia z ciekawoscia w oczach. Bardzo zalezalo mi na ponownej rozmowie z dziwnym nastolatkiem. Dlaczego za wszelka cene tak nagle chcialem zdobyc przyjaciela?
-Nie mam pojecia. - Odparla zaplatajac jednoczesnie swoje dlugie wlosy w warkocza. - Jezeli tak bardzo go polubiles to moge powiedziec ci gdzie mieszka...
-Nie! - Krzyknalem wstawajac szybko z krzesla. Nie chcialem byc nachalny a przychodzenie do obcego chlopaka bylo lekko chamskie. Przynajmniej takie bylo moje zdanie. - Przepraszam. Moze ja juz pojde do szkoly.
-Milego dnia!
Jak najszybciej potrafilem ubralem buty oraz kurtke. Bylem ciekawy czy dzisiaj znowu go spotkam. Zawsze uzalalem sie nad soba ale slyszac te wszystkie informacje o jego osobie robi mi sie przykro. Przez to wszystko uswiadomilem sobie ze sa jeszcze ludzie w o wiele gorszej sytuacji ode mnie. Mam gdzie mieszkac i nikt nie chce zabrac mnie do domu dziecka. Powinienem byc szczesliwy ale dlaczego nie jestem? Ciagle te pytania na ktore nie znam odpowiedzi. A moze on by znal? Nie mam pojecia. Nie wiem rowniez dlaczego tak bardziej pragne byc jego przyjacielem. W polowie drogi ponownie uswiadomilem sobie ze nie wiem gdzie isc. Znajdowalem sie obok jakiegos lasu. Jeszcze nigdy tutaj nie bylem. "Dlaczego moja orientacja w terenie musi byc taka slaba?" - Pomyslalem rozgladajac sie w okol siebie. Tak jak wczoraj postanowilem po prostu isc przed siebie. Zawsze takim sposobem dochodzilem na miejsce. Po dwudziestu minutach drogi stalem przed starym budynkiem szkoly. Kiedy na niego popatrzylem mialem wrazenie ze zaraz sie zawali. Przyznaje - Bylem zawiedziony faktem iz dzis nie spotkalem chlopaka ktorego imienia jeszcze nikt mi nie zdradzil. Wszedlem powoli do szkoly szukajac wzrokiem nauczyciela ktorego mialem zaszczyt wczoraj poznac. Nagle uslyszalem wrzaski dobiegajace z jakiejs klasy. Szybko pobieglem w tamtym kierunku. Przecisnalem sie przez tlum dzieciakow. Ujrzalem to o czym marzylem od samego rana. Moze nie dokladnie tak jak chcialem ale zobaczylem go. Ubrany w bordowy sweter oraz czarne rurki stal na srodku klasy wraz z jakas czerwonowlosa dziewczyna. Wyraznie klocili sie wykrzykujac raz po raz przerozne wyzwiska. Nie podbieglem blizej. Tak jak mowilem wczesniej - Nie chce byc nachalny. Nagle dziewczyna uderzyla go z calej sily w twarz. Zobaczylem czerwony odcisk na jego policzku. Kiedy juz chcialem zainterweniowac zmartwiony tym co sie dzieje na moich oczach dyrektorka szybko podeszla do klocacych sie nastolatkow. "Ciekawe gdzie ona sie podziewala do tej pory?" - Zastanawialem sie widzac cala ta akcje.
-Cholera jasna! - Wykrzyczala patrzac z nienawiscia na swoich podopiecznych. - Czy wy nie potraficie ze soba porozmawiac za pomoca slow?! Nina, w tej chwili do mojego gabinetu. A ty Matthew do pielegniarki albo nie przepuszcze cie do nastepnej klasy! Dobrze wiesz jaka jest twoja sytuacja.
-Przeciez nic nie robilismy. - Mruknal niewzruszony tym co sie stalo. - Nigdy pani nie widziala przyjacielskiej klotni? Zreszta mi nic sie nie stalo.
-Nie slyszales co powiedzialam?!
-Juz ide... - Jeknal po czym odszedl. Cieszylem sie. W koncu poznalem jego imie. Matthew. Pasuje mu. Nie patrzac przed siebie postanowilem pojsc za nim. Ukrywajac sie za lawkami i slupami sledzilem kazdy jego czyn. Nagle odwrocil sie po czym spojrzal mi w oczy. Bylem zdziwiony ze w ogole mnie zauwazyl. - Po co za mna lazisz?
-Ja? - Probowalem unikac jego spojrzenia. - Nie ide za toba. Po prostu dziwnie kreci mi sie w glowie i chcialem wlasnie isc do pielegniarki...
Klamanie jak zawsze wyszlo mi idealnie. Zachwialem sie jeszcze na nogach aby naprawde sprawic wrazenie jakbym mial za chwile zemdlec. Widzac ze ten jedynie wzruszyl ramionami i juz mial zamiar sie odwrocic szybko podbieglem do chlopaka. Przez przypadek potknalem sie o stojaca na srodku korytarza lawke. Nie mam pojecia dlaczego zawsze psuje najlepsze momenty. Matthew westchnal po czym podal mi reke abym mogl wstac. Na szczescie nic powaznego mi sie nie stalo ale przypomnialem sobie ze dalej musze udawac jakbym zaraz mial zemdlec.
-Zaniesc cie do tej pielegniarki? - Zapytal po chwili milczenia a ja wbilem w wzrok. Jeszcze nie dotarlo do mnie to co powiedzial nowy przyjaciel. - Przeciez widze w jakim jestes stanie...
Nie czekajac na moja odpowiedz schylil sie i wzial mnie na rece niczym pan mlody pania mloda. Zauwazylem ze jest naprawde silny. W koncu noszenie mojego ciala nie nalezalo do lekkich zadan. Jestem chudy jednak bardzo ciezki. Piec minut pozniej znajdowalismy sie pod gabinetem szkolnej pielegniarki. Wszedlismy do srodka. Ujrzalem niska kobiete w okularach. Byla ubrana w pielegniarski stroj - Zrozumialem ze to ta kobieta odpowiada za zdrowie uczniow oraz nagle wypadki. Matt polozyl mnie na malym lozku stojacym obok drzwi.
-Zle sie poczul i zakrecilo mu sie w glowie. - Wyjasnil chlopak widzac zdziwiony wzrok pielegniarki. - Zajmiesz sie nim?
-Jasne, brat. - Odparla z szerokim usmiechem na twarzy. "A wiec to jest jego siostra?" - Pomyslalem rozgladajac sie po pomieszczeniu. - A tobie co sie stalo?
-Nina mnie tak urzadzila. - Usmiechnal sie pocieszajaco. - Nic mi sie nie stalo wiec nie przejmuj sie tylko gdyby dyrektorka przyszla... Powiedz jej ze mnie zbadalas czy cos takiego i zajmij sie tym dzieciakiem.
-Jak chcesz.
Po chwili wyszedl trzaskajac drzwiami. Pielegniarka podeszla do mnie po czym usiadla na stolku stojacym zaraz obok lozka na ktorym obecnie lezalem.
-Dalej ci sie kreci w glowie? - Zapytala obojetnym glosem. Pokrecilem glowa. - Wygladasz jakby wszystko bylo w porzadku.
-Teraz juz jest. - Powiedzialem krotko. - W takim razie moge juz isc?
-Oczywiscie tylko nastepnym razem nie zawracajcie mi glowy.
-Mam jeszcze jedno pytanie.
-Tak? - Spojrzala na mnie lekko zdziwiona. - Jezeli chcesz moj numer telefonu, to przykro mi ale nie umawiam sie z mlodszymi.
Rozesmialem sie glosno.
-Niestety to nie to. - Usmiechnalem sie. - Czy pani brat... Naprawde zostanie zabrany do adopcji? Nie chce byc wscibski ale to dla mnie bardzo wazne.
-Jezeli jestes jego przyjacielem to dlaczego sam nie zapytasz?
-Nie jestesmy przyjaciolmi. - Wyjasnilem. - Po prostu wczoraj spotkalismy sie obok szkoly i polubilem go. Dyrektorka powiedziala mi ze mozliwe iz bedzie musial prawdapodobnie isc do osrodka adopcyjnego. To prawda?
-Dziwne... - Mruknela wyraznie zastanawiajac sie nad moimi slowami. - Matt nie zachowuje sie tak w stosunku do dopiero poznanych osob. Zawsze jest wtedy chamski i oziebly. A co do adopcji to nic mi o tym niewiadomo. Po prostu ta dziwna baba czasami plecie takie glupoty. Nie zamartwiaj sie tym i idz do klasy.
Poslusznie wstalem z lozka po czym wyszedlem z gabinetu i czym predzej pospieszylem do klasy. Przeprosilem za spoznienie i usiadlem na swoim miejscu.
-Dzisiaj znowu macie tylko dwie lekcje. - Oznajmila siedzaca przy biurku dyrektorka. - Tak bedzie do konca tygodnia. Wasza wychowawczyni jest ciagle chora, naprawde szkoda gadac z takimi ludzmi... Tak wiec robcie co chcecie a ja sobie tutaj posiedze.
Przez cale dwie godziny rozmyslalem nad tym w jakiej klasie moze byc Matthew i dlaczego dyrektorka powiedziala mi o adopcji. Nie sadzilem aby klamala. Dlaczego miala to robic? Kiedy minely dwie godziny wyszedlem z klasy i poszedlem powoli do domu. Nie chcialem sie spieszyc bo wiedzialem ze wtedy moge sie ponownie zgubic. Dlaczego tak intensywnie o nim caly czas mysle? Bo to moj pierwszy przyjaciel? Nie mam pojecia.
                                                                              ***
Wieczorem jedzac obiad razem z babcia uslyszalem dzwonek do drzwi. Postanowilem otworzyc niechcac meczyc starszej kobiety. Kiedy zobaczylem kto tak nachalnie dzwonil - Przezylem najwiekszy szok w calym moim calym siedemnastoletnim zyciu. Otoz przed drzwiami stal opierajac sie o malutki murek Matthew. Widzac mnie szybko zgasil papierosa po czym tak jak ja szeroko otworzyl oczy.
-Ty jestes tym dzisiejszym dzieciakiem! - Stwierdzil pokazujac na mnie palcem.
-Tak... - Mruknalem lekko zdenerwowany jego obecnoscia. - Wejdziesz?
Kiwnal glowa po czym wszedl powoli do srodka. Przywital sie z babcia i usiadl przy stole. Kobieta podala mu talerz z goracymi kluskami w pysznym sosie. Ja rowniez ponownie usiadlem. Widzac jak babcia serdecznie traktuje chlopaka zaczalem mu lekko zazdroscic. "Czego ja zazdroszcze? Przeciez on ma o wiele gorzej ode mnie! Przeciez to mozliwe ze to wszystko co mowila moja dyrektorka to prawda..." - Myslalem pijac sok z czarnej porzeczki. Z ciekawoscia przysluchiwalem sie rozmowie dwoch osob.
-Jak sytuacja w domu? - Zapytala babcia. - Slyszalam ze juz wszystko dobrze tylko masz problemy z nauka. Alexander bardzo dobrze sobie radzi ze wszystkimi przedmiotami...Moze moglby ci jakos pomoc?
-Radze sobie. - Usmiechnal sie pocieszajaco. - Naprawde nie potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Ciesze sie ze jest Pani dla mnie taka dobra.
-To zaden problem. - Odwzajemnila usmiech. - Ale pamietaj ze gdybys mial jakis problem to zawsze mozesz do nas przyjsc. Widze ze juz sie polubiliscie.
-Dzisiaj musialem go niesc na rekach. - Rozesmial sie nastolatek. - Ale owszem. Mamy jak na razie bardzo dobry kontakt.
-Ciesze sie. - Powiedziala odkladajac swoj talerz do zlewu. - Niestety musze was na chwile opuscic. Skonczyly mi sie jajka.
-W takim razie do widzenia. - Pozegnal sie Matthew spokojnie. - Mam nadzieje ze do zobaczenia.
-Czesc babciu.
Po chwili kobiety nie bylo juz w pokoju. Zmieszany cala ta sytuacja postanowilem na razie milczec. Nowy przyjaciel wyciagnal kolejnego dzisiaj papierosa po czym zapalil go za pomoca zapalniczki i zaciagnal sie dymem. Zdziwilo mnie to. Jego zachowanie przed chwila bylo calkiem inne niz to na co dzien. Ten widzac moje dziwne spojrzenie westchnal ciezko.
-Lubie twoja babcie a gdybym rozmawial z nia tak jak z kazdym watpie zebym mogl tutaj przychodzic.


-Aha. - Odparlem probujac udawac ze jego slowa nie zrobily na mnie zadnego wrazenia. Rowniez zawsze probowalem byc bardzo mily dla babci. Zastanawialem sie w tej chwili dlaczego wlasciwie jestesmy tacy podobni? - Kim byla tamta dziewczyna i dlaczego sie klociliscie?
-Mysle ze nie powinno cie to interesowac. - Burknal cicho. Wydawalo mi sie przez chwile ze ma jakies rozdwojenie jazni. Najpierw jest dla mnie mily a pozniej calkowicie sie zmienia. - Ja lece. Powiedz babci ze musialem juz isc. Zapomnialem jeszcze powiedziec... Moja siostra chcialaby jeszcze kiedys sie z toba spotkac. Czesc.
Wstal od stolu po czym jakby nigdy nic wyszedl z mieszkania swoim dziwnym zwyczajem trzaskajac glosno drzwiami. "Dlaczego ta pielegniarka chcialaby sie ze mna spotkac?" - Myslalem lekko zdziwiony jego slowami. Nie myslac o niczym wiecej udalem sie powolnym krokiem do mojego pokoju. Polozylem sie do lozka i piec minut pozniej zasnalem.
                                                                                 ***
02.02.2013*
-Ma pani syna? - Zapytala swojej nowej kolezanki moja matka siedzac beztrosko na placu zabaw kiedy ja zaraz obok bawilem sie w piaskownicy.
-Mam. - Westchnela ciezko. - Jeden ma czternascie lat a drugi piec. Tam sie bawi. Nie wiem po co ja tego bachora urodzilam. Nic nie potrafi tylko wszystko mu pod nos podkladac.
-Moj ma tak samo. - Jeknela mama. Teraz gdy przypominam sobie rozmowe tych dwoch kobiet nie moge uwierzyc ze naprawde byly matkami. Jezeli nie chcialy dzieci to po co je urodzily? Po to aby teraz caly czas je wyzywac i ponizac przy innych? Zalosne. - I jeszcze ciagle choruje. Same problemy z nim sa. Myslelismy kiedys z mezem o tym aby oddac go do adopcji ale matka meza sie nie zgodzila. Nagle sie swoim wnuczkiem zainteresowala wredna baba. Tylko sie w nieswoje sprawy wtracac potrafi.
Podszedlem wtedy do syna tej drugiej kobiety. Byl o rok starszy. Mial na imie Gabriel. W ten sposob zostalismy przyjaciolmi. Dopiero kilka lat pozniej zrozumielismy o czym mowily nasze wyrodne matki.
-Chcialbym miec kochajaca mame. - Westchnal przyjaciel jedzac jednoczesnie przygotowany przez jego babcie obiad. - Dlaczego jedni maja to szczescie a drudzy nie?
-Nie mam pojecia. - Odparlem ze smutkiem w oczach. - Ale gdyby nie to nigdy bysmy sie nie poznali.
-Musze ci o czyms powiedziec. - Mruknal cicho. Poczulem uklucie w sercu. Dlaczego juz wtedy wiedzialem co sie dalej wydarzy?
-Wyprowadzam sie do miasta oddalonego stad o kilka godzin jazdy. Ale wiedz ze na pewno dalej bedziemy sie spotykac...
-Wiedzialem. - Burknalem obrazony na caly swiat. - Ciagle chodziles smutny. Moglem sie tego spodziewac. Nie chce sie juz spotykac. Przyjazn sprawia za duzo problemow. Przepraszam.
-Rozumiem cie. - Spojrzal na mnie z politowaniem. - Pamietaj o mnie, dobrze? Obiecuje ci ze kiedys sie jeszcze spotkamy. Za kilka lat przyjade do ciebie.
A co bylo dalej nie pamietam. Wiem tylko ze pozniej zmarl moj ojciec a kilka lat potem matka. Zostalem sam. Bez przyjaciol. Odtracajacy wszystkich ludzi od siebie gowniarz. Arogancki i chamski w jednym. Dlaczego tak bardzo sie dziwie ze nikt nie chcial sie ze mna przyjaznic? To ja wszystkich odtracalem. Dlaczego Matthew pomogl mi wtedy odnalezc droge? Bez tego mialbym mniej cierpienia. Mniej bolu. Mniej zycia. Jednak uwazam ze smierc jest o wiele lepsza od utraty najlepszego przyjaciela. Dlaczego wtedy musialem to zrobic? Dlaczego tak bardzo chcialem zostac Twoim przyjacielem? Czuje sie jak nikt. Tak bardzo mnie kochales. Przepraszam za wszystko co zrobilem. Kiedy teraz obserwuje wschodzace slonce za oknem ciagle przypomina mi sie twoja twarz i kazde wspomnienie z Toba. Nie moge sie uwolnic od tej historii. Nie moge nic zrobic. Mam wielkie wyrzuty sumienia. Przepraszam.
                                                                                                                                Alexander.

                                                                              TO BE CONTINUED
*Ten list jest napisany przez naszego glownego bohatera kilka lat pozniej po zdarzeniu konczacym to opowiesc. Mam nadzieje ze nie podejrzewacie co sie wydarzy (chociaz taki mial byc poczatkowy cel napisania tego listu).
____________________________________________________________________________________________________
Jak mi szybko zlecialo pisanie tego rozdzialu. Niestety wyszedl bardzo krotki ale nie moge pisac wiecej bo wtedy wyda sie wszystko co na razie probuje ukryc. Rozpisze sie w drugim rozdziale - Obiecuje! (tak, wiem ze za kazdym razem tak mowie a nigdy nie spelniam obietnicy ale tym razem to zrobie.) Widze ze przybywa nam coraz wiecej wyswietlen. Bardzo sie ciesze i zapraszam do czytania! :)))
                                                      

piątek, 26 grudnia 2014

HEADSTRONG - PROLOG

                                       "Warunkiem osiągnięcia szczęścia jest doznanie cierpienia." - Kurt Cobain.                                               HEADSTRONG


                                                            PROLOG
01.01.2013
Ciagle kiedy przypominam sobie ta historie wydaje mi sie to takie nieprawdapodobne. Mysle o tym dlaczego do tego doszlo i czy to naprawde byla moja wina. Po chwili uswiadamiam sobie ze tak - To wszystko wydarzylo sie przez moja glupote. Dlaczego to zrobilem? Dlaczego tak bardzo nie docenialem twojej przyjazni? Gdybym nie byl taki glupi to wszystko nie mialoby miejsca. Nie myslalbym o tym wtedy codziennie i nie musialbym tak bardzo cierpiec. Do konca zycia bede mial Cie w pamieci, wiesz? Nigdy nie zapomne o naszych wspolnie spedzonych chwilach. O naszym pierwszym spotkaniu. O tym jak zawsze mnie wspierales. Byles czescia mojego zycia. Dlaczego tak szybko zniknales? Obiecuje Ci. Kiedys jeszcze sie spotkamy. Niewazne czy tutaj czy gdzie indziej - Spotkamy sie.
                                                                           _____________
01.05.2009
Najpierw zmarl ojciec. Kilka lat pozniej matka. Zostalem sam. Kobieta z osrodka postanowila abym przeprowadzil sie do babci. Nie znalem tej kobiety. Widzialem ja tylko raz na oczy - Na pogrzebie jej syna. Nigdy nie rozmawialismy. Nie wiem dlaczego. Matka od zawsze utrudniala nam kontakt. Dopiero dzisiaj zamienilismy pierwsze slowa. Nie zamierzalem pytac dlaczego nigdy sie nie poznalismy. Nie chcialem sprawiac problemow. Chcialem tylko dalej zyc. Samotnie zyc. Bez niczyjej milosci czy opieki. Jest mi juz wszystko obojetne co bedzie dalej i czy kogos poznam. Nie potrzebuje przyjaciol. Stwarzaja jedynie niepotrzebne problemy. Zdazylem juz wiele razy sie o tym przekonac. Nie chce znowu przezywac tego samego. Jestem jedynie aroganckim dzieciakiem ktory nie mysli o innych. Nikt nigdy sie mna nie przejmowal. Moze dlatego taki jestem? Babcia pokazala mi moj nowy pokoj. Kazala zwracac sie do siebie Veronica. Nie mam pojecia dlaczego i nawet mnie to nie interesuje. Nie bede o nic pytal. Zaraz kiedy kobieta wyszla polozylem sie na lozku i zasnalem. Mialem sen o ojcu. O tym jak wyzywal mnie przez to ze dzieciaki jego znajomych maja lepsze oceny w szkole. Tak. Jego zdaniem wszyscy byli lepsi ode mnie. Zawsze bylem tym najgorszym kretynem. Nigdy nie mialem przez moja niska samoocene budowana na slowach ojca przyjaciol. Zawsze w kacie mojego pokoju myslalem o tym jak to jest moc porozmawiac o wszystkim ze swoim najlepszym przyjacielem ktory udzieli ci wsparcia niewazne o jakiej porze dnia czy nocy. Na pewno dla niektorych jest to normalne. Dlaczego wiec dla mnie nie? Zastanawiam sie rowniez nad tym dlaczego nie moge zachowywac sie jak kazdy inny dzieciak. To ja musze byc najlepszy. To ja musze znac dziesiec jezykow i zdac najlepiej ze wszystkich mature. Po smierci obojga rodzicow chcialem to zmienic. Chcialem zaczac zyc jak wszyscy - Obijac sie w szkole i chodzic na wagary ale nie potrafie. Caly czas widze przed soba mame ubrana w kwiecista sukienke ktora powtarza mi bez przerwy jak wazna dla mnie jest nauka. Przez nich nie umiem sie zmienic. Nauczyciele powtarzaja jaki to ja cudowny jestem i ze inni uczniowie powinni brac ze mnie przyklad. Przez to zostalem w szkole szykanowany. Zaczelo sie to tak. Kiedy powoli wracalem do domu natknalem sie na trzech dryblasow z mojej klasy. Nigdy nie mialem z nimi dobrego kontaktu. Najpierw zaczeli mnie wyzywac. Nie odzywalem sie. Wrecz balem sie. Pobili mnie po czym odeszli. A ja krztuszac sie krwia lezalem samotnie na chodniku. Po dwudziestu minutach znalazla mnie jakas staruszka i zabrala do szpitala. Mialem wielkie szczescie ze tam przechodzila. Pozniej bylo tylko gorzej. Balem sie czego kolwiek powiedziec wiec za kazdym razem mowilem ze jacys uliczni bandyci zaczepili mnie po drodze a ja nie chcialem dac im pieniedzy dlatego mnie pobili. Potrafilem dobrze klamac dlatego nikt dalej nie zna tej historii. Ciesze sie ze odeszlem. Nikt mnie juz pewnie tam nie pamieta oprocz nauczycieli przez ktorych to wszystko sie zdarzylo. Nie. To przez rodzicow. Nie moge byc normalny. Nie moge sie juz zmienic. To przez was, rodzice.
                                                                 _______________________
Pierwszy dzien w nowej szkole. Nie mam sily wstac z lozka. Codziennie powtarzam sobie ze musze dac z siebie wszystko aby przetrwac do jutra. Tak jak powtarzala mi codziennie matka. Dlaczego jestem tak bardzo do tego przyzwyczajony? Wstalem. Uczesalem wlosy po czym umylem zeby i ubralem koszule w krate oraz czarne spodnie. Wszedlem do kuchni gdzie czekalo juz na mnie sniadanie. Zawsze sam musialem sobie gotowac. Zjadlem i nie budzac babci wyszedlem z domu. Nie bylem ciekawy czy kogos poznam ani jak bedzie wygladac moja szkola. Kiedy znajdowalem sie nie mam pojecia gdzie zapomnialem ze nawet nie wiem gdzie jest moja szkola. Nie przejalem sie tym i poszedlem po prostu przed siebie. Wiedzialem ze wczesniej czy pozniej sie na kogos natkne. Trzydziesci minut drogi pozniej wiedzialem ze zgubilem sie juz na dobre i nawet nie wiem w jakim kierunku dalej isc. Westchnalem ciezko przypominajac sobie o tym jak slaba orientacje w terenie posiadam. Nie mialem wyjscia. Kiedy zauwazylem pierwszego lepszego chlopaka idacego przez ulice zaczepilem go. Mial niewiarygodnie piekne oczy przypominajace mi morze. Nigdy nie bylem nad morzem. Rodzice zawsze wyjezdzali sami podczas gdy ja zostawalem samotnie w domu uczac sie na klasowke z matematyki.
-Czego chcesz? - Powiedzial kiedy w koncu przestalem sie w niego wpatrywac. Jego ton calkiem mi odpowiadal. Sam odnosilem sie tak do wszystkich otaczajacych mnie ludzi.
-Gdzie jest ta jedyna szkola w tym miescie? - Zapytalem nie majac szczerego pojecia jaka nazwe nosi placowka do ktorej bede od dzis uczeszczal. Kobieta z osrodka powiedziala mi jednak ze jest tutaj tylko jedna szkola - Ta do ktorej bede chodzil.
-Jestes jakis glupi czy jak? - Usmiechnal sie rozbawiony sytuacja chlopak. Kompletnie nie wiedzialem o co mu chodzi. Widzac moje zmieszanie prawie nie wybuchl smiechem. - Zaraz za rogiem. Tez jestem zmuszony tam lazic ale dzisiaj sobie odpuszcze. Skrec w lewo za tamtym budynkiem.
Wskazal na wielki czerwony blok palcem po czym wyciagnal z kieszeni papierosa. Bylem zdziwiony ze taki mlody chlopak moze palic i miec jednoczesnie taki wyglad. Nie czekajac na moje dalsze slowa powoli odszedl w nieznanym mi kierunku. Przez cala dalsza droge zastanawialem sie kim on wlasciwie jest. "Chodzimy razem do jednej szkoly?" - Myslalem. Cholernie przypominal mi mnie charakterem. Nawet jego sposob mowienia byl identyczny. Jeszcze nigdy nie spotkalem kogos podobnego do mnie a gdy to zrobilem to nawet nie zdazylem zapytac o jego imie. "Dlaczego tak szybko odszedl?" - Zastanawialem sie nie znajdujac jednak na to pytanie odpowiedzi. Dopiero kilka minut pozniej wyrwany z zamyslen przez krzyki innych dzieciakow zauwazylem ze stoja pod moja nowa szkola. Zniszczony oraz stary budynek. Szkola jak kazda inna. Ujrzalem jak jakas starsza nauczycielka energicznie macha do mnie reka z szerokim usmiechem. Podszedlem blizej chcac zrobic na niej dobre wrazenie - Tak jak zawsze uczyla mnie matka.
-Dzien dobry. - Odparlem odwzajemniajac usmiech.
-Ty jestes tym nowym prawda? - Powiedziala tak glosno ze przez chwile mialem wrazenie iz zaraz ogluchne. Przytaknalem glowa. - Widzialam twoje swiadectwo ze starej szkoly. Jestem dyrektorka. W naszej szkole mamy zwyczaj mowienia do siebie po imieniu wiec mow do mnie Katherine. A ty jestes zdaje sie Alexander?
-Tak. - Powiedzialem glosno i wyraznie widzac jaka sprawia to przyjemnosc dyrektorce. Zdziwil mnie ten podejrzany zwyczaj. Bylem nauczony bezgranicznego szacunku do osob starszych i zawsze zwracalem sie do nich bardzo formalnie, a tu co? - Przepraszam... Mam pytanie.
-O co chodzi?
-Czy uczeszcza do tej szkoly wysoki brunet z niebieskimi oczami? - Odwazylem sie spytac. Nigdy bym sie na to odwazyl ale tak bardzo zainteresowala mnie jego osobowosc ze nie moglem sie opanowac.
-Niestety. - Westchnela obserwujac dwie siedzace na murku dziewczyny. - To bardzo problematyczny ale i inteligentny uczen. Jego siostra go wychowuje ale nie radzi sobie z tym. Czasami myslimy nad tym aby napisac podanie o umieszczenie go w domu dziecka. Zreszta o czym ja ci opowiadam... Znasz go?
-Minalem go w drodze do szkoly. - Wyjasnilem wiedzac ze moge mu narobic moimi slowami jeszcze wiekszych problemow. Pewnie nie chce aby ktos wiedzial o tym ze byl na wagarach ale co mialem powiedziec? Ze to moj daleki kuzyn? Nie mam zamiaru znowu klamac.
-Jak on moze tak beztrosko nie przychodzic do szkoly... - Pokrecila glowa zniesmaczona zachowaniem swojego ucznia nauczycielka. - Ale nie rozmawiajmy o nim. Zaprowadze cie do twojej klasy.
Kobieta wziela mnie za reke po czym pociagnela w strone wejscia. Po chwili znajdowalismy sie w dosc duzym pomieszczeniu - Mojej nowej klasie. Ujrzalem na oko dwadziescia dzieciakow w moim wieku beztrosko smiejacych sie ze sprosnych zartow. Dyrektorka podeszla do biurka po czym dwa razy krzyknela cos czego nawet nie udalo mi sie uslyszec. Wszyscy spojrzeli na nia zdziwieni. "Typowe nastolatki." - Pomyslalem widzac jak ponownie wrocili do rozmowy nie zwracajac uwagi na nauczycielke. Niektorzy nauczyciele sa dziwni. Dlaczego postanowili wybrac taki zawod jezeli nie potrafia poradzic sobie z trudna mlodzieza? Nie. To nie jest trudna mlodziez. Oni sa normalni. Zachowuja sie jak wszystkie dzieci. Po co ja tu jestem?
-Czy wy w koncu sie przymkniecie?! - Uslyszalem ponownie jej krzyk. Tym razem wszyscy zamilkli. Przyznaje ze bardzo mnie to zdziwilo. - Jak wy sie do cholery zachowujecie szczeniaki? Ale nie bede was pouczac bo i tak wam to juz nic nie pomoze. Mamy w klasie nowego ucznia. To jest Alexander. Powitajcie go milo. Tam jest twoje miejsce.
Wskazala palcem na wolna lawke obok okna. Usiadlem po czym zamienilem sie w sluch bo najwidoczniej dyrektorka miala cos jeszcze do powiedzenia.
-Macie tylko dwie lekcje. - Odparla ze zmeczonym wyrazem twarzy. - Wasza wychowawczyni znowu jest chora. Zaraz przyjdzie do was ktos na zastepstwo. Zegnam i zycze milego dnia.
Ucieszylem sie z tego faktu. Nie chcialem tak jak kiedys calych dni przesiadywac na lekcjach sluchajac niepotrzebnych mi rzeczy. Czasami mysle nad sensem istnienia szkoly - Kiedy ma przydac sie nam sekcja zwlok zaby lub podobne nieciekawe lekcje? Nie mam pojecia. Dwadziescia minut pozniej do klasy wszedl niski facet w okularach. Przedstawil sie i powiedzial mi ze tak jak ja jest w tej szkole pierwszy raz i troche boi sie tych dzieci. Rozmowa z nim zajela mi cale dwie godziny. To chyba najlepszy nauczyciel jakiego dotychczas spotkalem. Nie byl sztuczny i taki jak cala kadra nauczycielska ktora mialem zaszczyt poznac. Polubilem ta szkole. Rozni sie od tych w ktorych juz bylem. A szczegolnie tamten chlopak. Zaciekawil mnie. Jego osobowosc nie rozni sie praktycznie ode mnie niczym. Po jego kilku slowach potrafie to powiedziec - A podobno nie ocenia sie po pozorach. Nie wiem czy mam racje ale wiem ze chcialbym go jeszcze kiedys spotkac. Mozliwe ze jesli jutro znowu sie zgubie to jeszcze raz go spotkam. Moze tym razem uda mi sie poznac jego imie?
                                                                                  
              
         
                                ____________________Dopisek od autora:_________________________
                                                  Ogladajac jakas Koreanska drame
                                                    nagle natchnelo mnie na napisanie nowego opowiadania. Na poczatku "tajemniczy" (jak na   razie) chlopak mial obronic Alexa przed kolejnym w jego zyciu pobiciem ale postanowilam zrezygnowac z tego pomyslu i zrobic z niego skrzywdzonego przez zycie aroganta ktory probuje za wszelka cene nie pokazywac swoich uczuc. Mysle ze jak na razie mi to wychodzi tylko nie mam pomyslu co bedzie dalej. Nie wiem tez czy czasem nie zmienic wygladu naszemu tajemniczemu chlopakowi (Teraz musze cierpiec dlatego ze nie napisalam jak ma na imie...........). Jezeli macie jakies sugestie lub kreatywne pomysly co do zmian - Zapraszam do komentowowania, przyjme wszelka krytyke. Jeszcze musze przeprosic was za to ze prolog jest taki krotki ale mysle ze na ten czas to wystarczy (za to w pierwszym rozdziale sie rozpisze :D). Do zobaczenia!
                                                                     

wtorek, 23 grudnia 2014

ONE-SHOT - It was my fault.

                
                                                                   It was my fault.
                                                                 Tytul: It was my fault.
                                                                     Typ: One-shot
                                                              Gatunek: Angst,smut,romans
                                                                       Ostrzezenia: -
                                                             
05.01.2005
Nie wiem o czym myslalas raniac mnie. Nie wiem dlaczego taka jestes. Nie wiem praktycznie nic o Tobie chociaz znalismy sie cale dziesiec lat. Widywalismy sie codziennie. Robilismy wszystko razem. A ty mimo to oszukalas mnie. Perfidnie mnie oszukalas. Mimo tego zrobie co mi kazalas. Nie bede sie poddawal z powodu takiej osoby jak Ty. Zastanawiam sie czy po tym co mi zrobilas bede w stanie pokochac inna osobe. Nienawidze Cie. Dlaczego to zrobilas? Mam nadzieje ze kiedy umre spotkamy sie jeszcze raz i bede mial szanse Cie o to spytac. Dziekuje za wszystkie razem spedzone chwile. Nigdy o Tobie nie zapomne. Rowniez Cie przepraszam. Za wszystko co zrobilem zle. Teraz do mnie doszlo jak musialas sie czuc przez te wszystkie lata. Przepraszam.                                                                                                                                                       David.
              
                                                                  ***
Dwudziestego grudnia spacerowalem powoli po miescie poszukujac odpowiedniego prezentu dla babci. Cale miasto bylo udekorowane kolorowymi swiatelkami oraz swiatecznymi dekoracjami. Uwielbialem ta pore roku. Samotne spacerowanie wzdluz rzeki i podziwianie zakochanych par trzymajacych sie za rece. Dopoki nie spotkalem Ciebie. Stalem na moscie wpatrujac sie w rozswietlona blaskiem ksiezyca rzeke. Wtedy cie poznalem. Zlapalas mnie za reke. Popatrzylem na ciebie. Zobaczylem niska dziewczyne ubrana w brazowy plaszczyk. Mialas dlugie czarne wlosy. "Przepiekna." - Pomyslalem wtedy.
-Przepraszam... - Powiedzialas cicho. - Wiesz moze gdzie znajde jakis sklep z prezentami? Poszukuje prezentu dla babci a dopiero tutaj przyjechalam.
-Ty tez? - Usmiechnalem sie chcac zrobic na tobie jak najlepsze wrazenie. Widzac twoje zmieszanie szybko wyjasnilem o co mi chodzi. - Rowniez szukam prezentu dla babci. Moze pojdziemy razem, co?
-Naprawde? - Odwzajemnilas usmiech. Dopiero teraz zauwazylem jak bardzo blada jestes. Zmartwilem sie chociaz cie dopiero co poznalem. Wydawalo mi sie jakbysmy znali sie od dziecinstwa. - W takim razie chodzmy.
Chodzilismy trzy godziny po miescie. W koncu kupilem dla babci czekoladki w szykownym opakowaniu. Zrobilas to samo. Poszlismy jeszcze na pizze. Spytalas mnie o moj numer. Podalem ci go lekko zdziwiony twoja smialoscia. To ja powinienem cie pierwszy zapytac. Usmiechnalem sie jednak. Podalem ci go. Podziekowalas. Pozegnalismy sie. Wiesz co to milosc od pierwszego wejrzenia? To wlasnie bylo to. Zakochalem sie bez pamieci. Przez cala noc myslalem o tym co teraz robisz i czy rowniez o mnie myslisz. Bylem tak bardzo ciekawy. Napisalas sms'a po kilku dniach. "Pamietasz mnie?" - Przeczytalem. Nie mialem zapisanej cie na liscie kontaktow a jednak wiedzialem ze to ty. Odpisalem. "Pamietam. To ty jestes najpiekniejsza dziewczyna ktora kiedykolwiek widzialem." - Nie jestem romantykiem ale to akurat byla prawda. Sms'owalismy cala noc. Mielismy spotkac sie jutro u ciebie w domu. Przyszedlem pietnascie minut przed czasem. Otworzylas. Bylas jeszcze piekniejsza niz wczesniej. Wszedlem do srodka. Zrobilas mi herbaty. Podziekowalem. Twoj pokoj nie byl zbyt duzy. Znajdowal sie w nim stos ksiazek i duze lozko. Mieszkasz z babcia. Masz siedemnascie lat. Jestes mlodsza ode mnie o rok. Poszlismy znowu do miasta. Do tej samej pizzeri. Opowiedzialas mi bardzo duzo o sobie. Teraz wiem ze to wszystko bylo zwyklym klamstwem. Ja nie powiedzialem o sobie nic. Balem sie ze mnie nie zaakceptujesz. Tego co kiedys robilem. Ty i tak wiedzialas o mnie wszystko.
-Zawsze chcialam cie poznac. - Mruknelas pewnego dnia. Myslalas ze nie uslysze. Ja jednak uslyszalem. Kiedy zapytalem co masz na mysli zmienilas temat. Nie chcialem o nic wiecej pytac. Bylem tak bardzo slepy. Tak bardzo glupi. Po miesiacu spotkan wiedzialem juz wszystko o tobie. A ty wszystko o mnie. Bylem tak bardzo szczesliwy. Cieszylem sie z kazdego twojego slowa. W koncu zrozumialem co oznacza posiadanie przyjaciela. Nie wiedzialem ze jestes falszywa. Nie wiedzialem ze mnie oszukujesz. Nic nie wiedzialem. A teraz siebie o to oskarzam. Ale jak moglem cokolwiek zauwazyc? Pewnego dnia przyszlismy do mnie. Chcialem przedstawic cie mojej mamie.
-To Samanta a to moja mama.
Matka zrobila przestraszona i jednoczesnie zla mine. Kiedy na nia patrzylem myslalem ze zaraz wybuchnie. Zaczela krzyczec. Wpadla w jakis szal. Wyrzucila cie z domu. Dobrze wiedzialas o co chodzi. Chcialas ja poznac. Dlatego bylas moja przyjaciolka. Podziwiam cie. Potrafisz byc taka wstretna. Ja bym na twoim miejscu nigdy czegos takiego nie zrobil. Chociaz teraz gdy znowu sobie o tym przypominam zaczynam Cie rozumiec. Musialas czuc ogromny bol kiedy ja zobaczylas. Nie mialas wyjscia. Ale moglas to zalatwic w inny sposob. Dlaczego musialas mnie do tego wykorzystac? Krotko po tym wydarzeniu zostalismy oficjalnie para. Spedzalismy ze soba jeszcze wiecej czasu. Czulem sie od ciebie uzalezniony. Uzaleznialas niczym narkotyk. Nie moglem bez ciebie zyc. Ale szczescie nie trwa dlugo, prawda? Zauwazylem jak pod twoimi oczami zaczynaja pojawiac sie fioletowe cienie. Pozniej bylo tylko gorzej. Caly czas bylas zmeczona. Przestalas mnie sluchac. Kiedy mowilem zebys poszla do szpitala ignorowalas to. Ja rowniez zaczalem byc zmeczony. Toba. Twoimi ciaglymi humorami. Tym jak codziennie pytalas co zrobie jezeli cie zabraknie. Jeszcze nie wiedzialem ze dajesz mi do zrozumienia iz wkrotce juz cie przy mnie nie bedzie. Wkrotce. Bylismy jeszcze razem dwa lata. Dlugi czas, prawda? Nawet nie poczulem kiedy to wszystko zlecialo. Nasz zwiazek stal sie monotonny. Bezsensowny. Zmienilas sie. Bardzo. Nie poznawalem cie. Przefarbowalas wlosy na czarno. Zaczelas inaczej sie ubierac. Nawet twoje oczy zmienily kolor. Nie wiedzialem jeszcze ze bylas falszywa. Tylko dlaczego spedzalas ze mna tyle czasu? Osiagnelas przeciez swoj cel. Spotkalas matke. Ojca rowniez. Zniszczylas moja rodzine. Poznalas mnie. Skrzywdzilas. Po tych dwoch latach zerwalas ze mna. Nie zalowalem. Nie plakalem. Zostalismy przyjaciolmi. Po roku znowu zostalismy razem. Chodzilismy codziennie do parku a gdy robilo sie zimno jedlismy gofry w pobliskiej kawiarni. Opowiadalas mi o swojej rodzinie i o tym jak zostalas adoptowana. Wspolczulem ci. Nie wiem jakbym poradzil sobie w takiej sytuacji. Niestety nie znalem wtedy jeszcze calej prawdy. Zostalas czescia mojego zycia. Bardzo cie kochalem. Nie umialem wyobrazic sobie zycia bez ciebie. Skonczylismy studia. Zamieszkalismy razem. Rodzice odwrocili sie ode mnie. Nie mialem pojecia dlaczego. Nie bylem niczego swiadomy. Nadal nie rozumiem dlaczego mi o niczym nie powiedzieli. Kilka miesiecy pozniej przyjechala do nas twoja przyrodnia siostra. Mila dwudziestolatka. Przyjechala do naszego miasta na studia. Postanowilismy aby zamieszkala z nami. Zaprzyjaznilem sie z nia. Bylismy bardzo podobni do siebie i to nas bardzo zblizylo. Mijaly kolejne lata. Ukonczyla studia. Wyprowadzila sie do mieszkania w bloku zaraz obok wiec mogla nas czesto odwiedzac. Postanowilismy ze zalozymy swoja wlasna rodzine. Niestety nie udalo nam sie. Nie zdazylismy. Przez dwa dni nie bylo cie w domu. Zaczalem sie martwic. Zadzwonila do mnie jakas nieznana mi kobieta. Okazalo sie ze byla z policji. Oznajmila mi cos w co najpierw nie uwierzylem. Dopiero tydzien pozniej zdolalem dojsc do siebie. Zmarlas dwudziestego grudnia 2004 roku. Jakis nieswiadomy niczego kierowca rozjechal cie. Nie. Zle dobralem slowa. To bylo samobojstwo. Celowo weszlas mu pod kola. Nie chcialas juz wiecej zyc. Miesiac po twojej smierci odwiedzila mnie twoja siostra. Wreczyla mi koperte na ktorej bylo napisane czarnym piorem "Do Davida." Odeszla bez slowa. Wyciagnalem z koperty list. List od ciebie do mnie. Zaczalem czytac. Nie moglem w to uwierzyc. Czytajac ten ciag liter myslalem o tym czy to na pewno prawda. Czy ktos sie po prostu nie pomylil? Niestety nie. To byla calkowita prawda.
                                                                                Drogi Davidzie.
Nie wiem jak zaczac. Nie wiem jak ci o tym wszystkim powiedziec. Po dziesieciu latach wspolnej znajomosci dopiero teraz mam odwage o tym pisac. Nie potrafilam nawet powiedziec ci tego prosto w twarz. Wiesz dlaczego twoja matka wtedy tak zareagowala? Dlaczego nie chcialam brac slubu i dlaczego popelnilam samobojstwo? Jestem twoja siostra. Urodzilam sie rok pozniej po twoich narodzinach. Twoi rodzice nie mieli pieniedzy na utrzymanie dwoch dzieci dlatego oddali mnie do adopcji. Bylam w wielu rodzinach zastepczych, patrzylam na tych okropnych ludzi... Nie mialam nigdy prawdziwej rodziny. Strasznie Ci zazdroscilam kochajacej matki i ojca ktory codziennie chodzil do pracy po czym wracal i pytal sie ciebie jak tam w szkole. Cholernie Ci tego zazdroscilam. Kiedy mialam szesnascie lat zaczelam poszukiwac w internecie chlopaka o twoim nazwisku az w koncu znalazlam. Dowiedzialam sie gdzie mieszkasz. To spotkanie na moscie wcale nie bylo przypadkowe. Dobrze wiedzialam ze tam moge cie spotkac. Na poczatku chcialam sie zemscic za to wszystko co mi zrobiles. Za to ze nie jestem Toba. Pamietasz ten czas kiedy wiecznie bylam zmeczona i wyczerpana? To dlatego ze to wszystko mnie zmeczylo. Nie moglam tak dalej zyc. Ze swiadomoscia ze zakochalam sie we wlasnym bracie. Tak. Po tych dwoch latach zakochalam sie w Tobie. Dostrzeglam jaki jestes cieply. Jak milo mnie traktujesz. Nie moglam zniesc tego ze cie oklamuje. Postanowilam zapomniec o tym ze tak naprawde jestem Twoja siostra. Pokochalam Cie calym moim sercem. Stales sie czescia mojego zycia. Nie moglam byc dalej na ciebie zla. W koncu to nie byla Twoja wina ani Twoich rodzicow. Nie rozumiem dlaczego kiedys tak sadzilam. Kiedy skonczylismy studia i zamieszkalismy razem bylam najszczesliwsza osoba na swiecie. Tak bardzo cieszylam sie z tego ze o niczym nie wiesz. Teraz zaluje ze Ci tego nie powiedzialam. Tak bardzo Cie kochalam a jednoczesnie oklamywalam. Nienawidze siebie za to co zrobilam. Nie zasluguje na to aby dalej codziennie widywac Cie rano i wieczorem. Nie zasluguje na Ciebie.Mam do Ciebie jedna prosbe. Nie placz po mnie dlugo. Zapomnij ze kiedykolwiek sie znalismy. Po prostu znajdz sobie inna kobiete i razem zalozcie szczesliwa rodzine. Kiedy urodzi sie wam coreczka nazwijcie ja moim imieniem. Wtedy znowu bede szczesliwa. Jest jeszcze jedno co chcialabym Ci przekazac. Moja siostra tak naprawde nie jest moja prawdziwa siostra. Lizzy poznalam kiedy bylam jeszcze bardzo mloda w sierocincu. Od tamtej pory przyrzeklysmy sobie ze bedziemy razem siostrami. Przepraszam ze o tym tez ci nie powiedzialam. Twoi rodzice o wszystkim wiedzieli ale bali sie ze kiedy Ci o tym powiedza zrobisz cos glupiego. Zawsze byles wrazliwy i wybuchowy. Mam nadzieje ze przez to wydarzenie nie zmienisz sie i dalej taki bedziesz. Kocham Cie i przepraszam za wszytko.
                                                                                                                        Twoja Samanta.
                                                                        ***
05.01.2015
Droga Samanto.
Od tamtej pory minelo juz dziesiec lat. Nie poddalem. Zwiazalem sie z Twoja siostra. Mysle ze to byla dobra decyzja. Zawsze dobrze sie dogadywalismy. Ciesze sie ze nas poznalas. Spelnilem twoja prosbe. Rok po tym zajsciu Lizzy zaszla w ciaze. Dziewiec miesiecy pozniej zostalem ojcem. Dziecko nazwalismy twoim imieniem. Samanta ma juz osiem lat. Kiedy na nia patrze caly czas przypominasz mi sie Ty. Jej dlugie czarne wlosy i duze oczy. Wyglada jak lalka. Tak jak Ty kiedy Cie poznalem. Nawet macie taki sam sposob mowienia i smiania sie. Czasami wydaje mi sie ze dalej Cie kocham. Ciagle o Tobie mysle. O naszym pierwszym spotkaniu. O spacerach wzdluz rzeki. O jedzeniu gofrow w pobliskiej kawiarni. Nasze spotkanie bylo przeznaczeniem - Nawet jesli bylo zaplanowane. To przez Ciebie poznalem moja kochana zone - Lizzy. To przez ciebie stalem sie inny i wydoroslalem. To ze dalej zyje jest Twoja zasluga. Caly czas mam nadzieje na nasze nastepne spotkanie w niebie. Czy jeszcze kiedys znowu porozmawiamy? Bedziemy sie tak samo beztrosko smiac? Nie mam pojecia. Dalej mam do Ciebie jeszcze tak duzo pytan a nie moge Ci ich zadac. Tak bardzo chce wiedziec co teraz robisz i czy masz sie dobrze jednak po chwili przypominam sobie ze Ciebie juz dawno przy mnie nie ma - I nie bedzie. Pamietaj o jednej rzeczy. Kocham Cie i zawsze kochalem. Wszystkie moje slowa kierowane do Ciebie byly prawdziwe i nie zmienily sie. Teraz jestem tego pewien. Obwiniam sie za Twoja smierc. To moja wina ze sie urodzilem. Przepraszam. Za wszystko. Jezeli juz wypelnilem twoje zyczenie to wiedz ze wkrotce bede przy Tobie - Na gorze. Nie jestem tutaj juz potrzebny. Lizzy sama sobie poradzi a ja nie moge wiecej zostawiac Cie samej. Kocham Cie najbardziej na swiecie - Wkrotce bede mogl powiedziec Ci to prosto w twarz.
                                                                                                                Na zawsze Twoj David.

                                                         

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Reverse - Rozdzial II

                                                                         Rozdzial drugi
Mieszkamy juz razem trzy dni. Przyzwyczailem sie do ich obecnosci. Matka czasami wychodzi w nocy z pokoju ale nie robi nic specjalnego. Zauwazylem ze pije coraz mniej. Moze jest to jakis dobry znak? A moze jedynie krotka przerwa? Nie mam pojecia. Ciagle zastanawiam sie czy zgodzenie sie na ten wyjazd oraz zostawienie mamy samej to dobra decyzja. A co jezeli zrobi cos strasznego? Rozmawialem o tym z Gabrielem przez cala ostatnia noc. Powiedzial abym sie nie martwil. Ze wszystko zalatwi i wysle mame do specjalnego osrodka. Czuje w nim swojego przyjaciela. Nigdy nie mialem prawdziwych przyjaciol. Bylem odludkiem. W szkole wszyscy wysmiewali mnie i nazywali kujonem. Teraz bede mogl pokazac im na co mnie stac. Myslalem o tym jakie beda mieli miny kiedy wkrotce zobacza mnie na ekranach ich telewizorow. "To naprawde on?" - Beda mowic. Cala rodzina bedzie ze mnie dumna. Ciesze sie jak male dziecko z nowej zabawki. Wspaniale uczucie. Zmienic cos w swoim zyciu. Nie wiem co bym teraz zrobil bez pomocy chlopakow. Dzisiaj wieczorem wyszlismy wspolnie do parku. Siedzenie w domu przez caly czas znudzilo sie nam. Zreszta park to tez nie jest jakas genialna rozrywka ale co mozna robic w takim miejscu jak to?
-Mam problem. - Powiedzial dziwnym glosem Gabi kiedy Oliver i Aaron szli smiejac sie z jakiegos zartu przed nami. - Powiedziales mi o twoich zmartwieniach chociaz bylo to dla ciebie bardzo trudne. Mysle ze ja rowniez moge powierzyc ci cos co jest dla mnie bardzo osobliwe...
-Tak? - Spojrzalem na niego zdziwiony jednoczesnie kopiac kamyk. - Wiesz... To ze ci powiedzialem to dlatego ze musialem. Nie bierz tego zbytnio do siebie.
Kiedy chcial juz cos powiedziec przed nami staneli chlopacy z szeroki usmiechami na twarzach. Cos wyraznie ich rozbawilo.
-O czym tam gadacie? - Zapytal Oliver. - Poznalem tutaj ostatnio taka mila dziewczyne. Ma na imie chyba... Samanta? Znasz ja, Nathaniel? Taka wysoka i dosc ladna.
-Samanta... - Zamyslilem sie szukajac jej imienia w pamieci. - Przypominam sobie. Chodzilismy razem do gimnazjum. Nigdy nie rozmawialismy.
-Serio? - Zdziwil sie robiac przy tym smieszna mine. - Taka fajna a ty jej jeszcze nie poznales? Miales w ogole kiedys dziewczyne?
-Jestem za mlody na milosc. - Westchnalem cicho. Owszem mialem dziewczyne. Dwa lata temu.
-W niektorych krajach to mlodsi od ciebie juz maja kilka zon... - Rozesmielismy sie wszyscy na slowa Aarona. - Ja nie wiem po co im sie tak spieszy.
-Mysle aby umowic sie z ta Samanta. - Odparl brunet na co Gabriel chrzaknal trzy razy. Wtedy jeszcze nie rozumialem tej dziwnej sytuacji i jego zmieszania. Nawet nie zwrocilem na to uwagi. Nie mialem jeszcze pojecia co sie miedzy ta dwojka stalo kilka tygodni wczesniej. A szkoda.
                                                                                       ***
Kiedy lezelismy z Gabrielem na moim lozku i upewnilismy sie ze wszyscy juz spia wrocilismy do dzisiejszej rozmowy. Bylem ciekawy o co mu chodzilo. Zawsze chcialem aby jakis przyjaciel zwrocil sie do mnie o rade. Zawsze marzylem o chociaz jednym przyjacielu. A teraz mam ich trzech. Dlaczego tak nagle wszystkie moje marzenia sie spelniaja? Przypadek?
-Chyba zakochalem sie w Oliverze. - Powiedzial powaznym tonem po chwili milczenia. Bylem od zawsze tolerancyjny ale na ta wiadomosc nie bylem przygotowany. Myslalem ze chodzi mu o jakies problemy rodzinne a nie o to ze kocha swojego przyjaciela z zespolu. Zakrztusilem sie slina wydajac jednoczesnie niepokojace dzwieki. Gabi poklepal mnie kilka razy po plecach. - Wszystko dobrze?
-Taak... - Usmiechnalem sie pocieszajaco kiedy przestalem kaszlec. - Po czym to wnioskujesz?
-Jak go widze to moje serce bardzo mocno bije. - Westchnal wpatrujac sie w sufit. - Myslisz ze to naprawde milosc?
-Moze ty masz jakies problemy z sercem?! - Przestraszylem sie powaznie. - Moze lepiej idz sie do szpitala przebadaj... Mozemy jutro isc. Obok mojego domu jest pobliski szpital. Watpie aby to byla milosc.
-Faktycznie mozliwe... - Odparl wyraznie ucieszony z moich slow. - To dobrze. Balem sie ze to moze byc prawda. Kiedys czytalem o tym ze tak sie dzieje jezeli sie w kims zakochasz ale na pewno masz racje.
-Na pewno.
Nagle uslyszelismy podejrzane chalasy w salonie. Na poczatku pomyslalem ze to moze byc moja ciotka ale przypomnialem sobie o tym ze przeciez wczoraj wyjechala do Ameryki. Spojrzalem na przyjaciela lekko przerazony.
-Co? - Ten rowniez na mnie spojrzal wyraznie zaspany.


-Slyszales cos?
-To pewnie znowu twoja ciotka... - Mruknal chcac juz isc spac. - Przeciez mogla po cos wrocic, prawda?
-Ale weszlaby do pokoju! - Stwierdzilem na co Gabriel wyraznie podskoczyl na lozku.
-Masz dobre zamki w drzwiach? - Zapytal z przerazeniem w oczach. - Bo jesli nie to mamy problem.
-Chyba nie...Dwa lata temu, kiedy ojciec jeszcze zyl powiedzial ze musimy koniecznie wymienic zamki w drzwiach bo sa strasznie zardzewiale czy cos takiego... Myslisz ze to wlamywacz?
-Nie strasz mnie! - Zakryl usta rekami.
-Mam w szafie kij bejsbolowy! - Powiedzialem zadowolony z wlasnego pomyslu. - Wyciagnij go a ja pojde tam cicho i sprawdze kto to. Wezme jeszcze patelnie. Z tego co pamietam to wczoraj Oliver polozyl ja kolo lozka bo zapomnial jej zabrac z powrotem do kuchni.
Faktycznie. Patelnia byla pod lozkiem. Wyciagnalem ja szybko kiedy Gabi wyciagal moj stary kij bejsbolowy ktory byl przyczyna wielu wypadkow w naszym domu. Uzbrojeni w te dwa komiczne sprzety wyszlismy po cichu z pokoju tak aby nie obudzic reszty lokatorow. Przez ciemnosc nic nie widzielismy ale slyszelismy jak ktos porusza sie po mieszkaniu i wyraznie czegos szuka. Wtedy bylem juz pewny ze to zlodziej. Dalem przyjacielowi znak reka aby podszedl blizej do poruszajacej sie sylwetki a sam podazalem zaraz za nim. Nagle o dziwo dla nas zaswiecilo sie swiatlo i zobaczylismy kim byl rzekomy zlodziej. Aaron stal szukajac czegos w lodowce. Spojrzelismy na niego ze zdziwieniem. Kiedy ten zauwazyl nas po krotkiej chwili wybuchl gromkim smiechem.
-To ty? - Powiedzielismy jednoczesnie z lekkim zawiedzieniem. A chcielismy tak bardzo poczuc sie jak w filmie i zlapac bandyte. Coz.
-To ja powinienem zapytac co wy robicie tutaj ubrani w same bokserki z kijem bejsbolowym i patelnia. Czy ja o czyms nie wiem?


-Myslelismy ze to zlodziej... - Westchnalem robiac sie jednoczesnie czerwony niczym burak.
-Nie widzieliscie ze nie ma mnie w pokoju? - Ponownie zasmial sie blondyn. - Wam juz calkiem odbilo? Zglodnialem troche i musialem isc cos zjesc. Myslalem ze zawalu dostane jak was zobaczylem.
-Tez masz problemy z sercem? - Popatrzylem na niego zdziwiony. Gabriel kopnal mnie w kostke. Zrozumialem ze nie chce aby nikt o tym wiedzial. Tylko dlaczego?
-To taka przenosnia. - Usmiechnal sie dalej na nas patrzac. - Widze ze masz telewizor. Moze poogladamy jakis film? Po tej sytuacji chyba dzisiaj nie zasne.
Zgodzilismy sie. Przez cala noc ogladalismy jakas amerykanska komedie. Na szczescie matka sie nie obudzila przez nasze smiechy a Oliver spal jak zabity. Zaliczam ten dzien do udanych.
                                                                                    ***
Pozostal jeden dzien do wyjazdu. Mam spedzic z chlopakami caly miesiac w piecio-gwiazdkowym hotelu. Nigdy nawet nie marzylem o takich luksusach a teraz? Marzenia sie spelniaja. W dziecinstwie zawsze chcialem zostac piosenkarzem. Nigdy nie myslalem o tym marzeniu jako o takim ktore moze sie kiedykolwiek spelnic i co?  Udalo sie! Dzisiaj poznalem managera zespolu - Garr'ego. To mily staruszek. Podobno jest bardzo wymagajacy ale kiedy ma sie jakikolwiek problem spokojnie mozna z nim porozmawiac. Polubilem go. Powiedzial ze od teraz bedzie moim przyszywanym dziadkiem. Mam teraz mame (Gabriela) oraz dziadka. Przyjaciele to cudowna rzecz. Poszedlem pozegnac sie z moim nauczycielem. Zawsze mielismy bardzo dobre kontakty. Byl jedyna osoba z ktora moglem normalnie porozmawiac o moich problemach. Niestety niewszystkich. Nie mowilem mu o pijanej matce czy o tym jaka sytuacja pieniezna panuje u mnie w domu. Wieczorem zjedlismy ostatnia w tym domu kolacje. Nawet nie moglem pozegnac sie z matka. Garry zabral ja dzisiaj do specjalnego osrodka na terapie. Przykro mi. Chlopcy przez caly czas probowali mnie pocieszac. Chcialbym aby kiedys powiedziala mi jeszcze raz "Kocham cie.", chociaz wiem ze to jest praktycznie niemozliwe. Dlaczego jej nie pomagalem? Dlaczego nie poszedlem do pracy? Obwiniam sie za to codziennie. Jestem jednak tylko zwyklym dzieciakiem ktory chociaz ma te osiemnascie lat na karku wcale nie jest dorosly.
-Wiecie co powiedzial Garry? - Powiedzial przy posilku Oliver. - Do naszego zespolu dolacza jeszcze jakies dwie inne osoby. Nawet mnie nie spytal o zdanie. Musimy sie z tym po prostu pogodzic. A poza tym wkrotce sa urodziny mojego przyjaciela. Moze pojdziemy razem?
-Ja tez? - Popatrzylem na niego niepewnie. Ten szybko skinal glowa i nieczekajac na moje dalsze slowa zaczal mowic.
-Teraz bedziesz czescia naszego zespolu. Bedziemy wszystko robic wspolnie i chodzic na imprezy tez. Lubisz imprezowac?
-Mielismy isc do szpitala! - Krzyknalem nagle przypominajac sobie o Gabrielu. Zignorowalem pytanie lidera zespolu bo zdrowie przyjaciela bylo dla mnie o wiele wazniejsze.
-Przeciez mozemy isc w naszym miescie. - Wzruszyl ramionami jakby w ogole nie obchodzilo go czy ma jakies problemy z sercem. - Poza tym nie przejmuj sie tak. To na pewno nic takiego...
-O co chodzi? - Zainteresowal sie nagle Aaron. Od razu pozalowalem ze poruszylem ten temat. - Masz jakies problemy zdrowotne?
-Powiedzmy... - Mruknal z zawstydzeniem. - Na widok pewnej osoby bije mi dziwnie serce...Chcielismy isc do szpitala.
-Wy naprawde jestescie az takimi debilami czy udajecie? - Rozesmial sie chlopak. - Po prostu sie zakochales. To normalne.
-CO? - Krzyknelismy jednoczesnie.
-Kim jest ta dziewczyna? - Zapytal Oliver jedzac spaghetti. - Poznasz ja kiedys z nami?  Spiewa? Ladna?
-Jest przepiekna. - Sklamal Gabriel niechcac aby jego kolega dowiedzial sie o jego nieodwzajemnionej milosci. W koncu mozliwe bylo ze Oli nie jest wcale gejem. Albo raczej to bylo pewne patrzac na liczbe dziewczyn z ktorymi sie umawial. - Calkiem podobna do ciebie tylko w wersji damskiej. Wysoka brunetka i te jej duze brazowe oczy...
-Jutro wyjezdzamy. - Zmienilem temat aby ratowac przyjaciela z opresji. - Troche sie tego wszystkiego boje. Wkrotce ja tez bede mial mase fanek.
-Przyzwyczaisz sie. - Stwierdzil blondyn. Nie wiem dlaczego ale za kazdym razem kiedy na niego patrze widze jego rude odrosty.
-Jestes rudy?! - Popatrzylem na niego zdziwiony.
-Co w tym dziwnego? - Rozesmial sie. - Nie lubie swojego naturalnego koloru wlosow. Kojarzy mi sie z marchewkami i wtedy wygladam troche jak taka zywa marchewka.
-Dziwne masz skojarzenia...
-On jest caly dziwny. - Stwierdzil Gabi piszac sms'a na ekranie telefonu. - Nie martw sie. Tak jak mowil Aaron, przyzwyczaisz sie. Pozniej to wszystko staje sie normalne tak jak kazda wykonywana przez ciebie codziennie czynnosc.
-Ciesze sie ze was poznalem. - Westchnalem rozmyslajac o tym co bybylo gdybym kilka dni temu nie poszedl do parku. - Dziekuje.
W ten wlasnie sposob minal nam caly dzien. Nie wiem jak sobie poradze w nowym zyciu. Nie wiem co bede robic za kilka lat. Wiem jednak ze teraz majac wspanialych przyjaciol i wielka kariere przed soba jestem niezmiernie szczesliwy.