
-Posluchaj mnie. - Powiedzial surowym glosem ojciec kiedy to od dawien dawna pierwszy raz siedzielismy wspolnie przy stole delektujac sie posilkiem przygotowanym przez gosposie. Spojrzalem na niego chlodno po czym ponownie zajalem sie nakluwaniem brokula na widelec. - Ojciec mojego przyjaciela od interesow ma pewne problemy sluzbowe dlatego zwrocil sie do mnie z nastepujaca prosba. Jego syn bedzie musial zamieszkiwac u nas przez nastepny tydzien. Mam nadzieje ze nie bedzie to dla ciebie problem i nie bedziesz komplikowac tej trudnej dla mnie sytuacji.
-Nawet nie spytales mnie o zdanie. - Prychnalem z obrazeniem oraz pogarda skierowana do ojca. Zawsze informowal mnie o wszystkim po dokonanym fakcie. Nigdy nie mialem nic do powiedzenia. Obecnie mam osiemnascie lat. Jestem w klasie maturalnej i mam cholernie bogatego ojca. Powinienem byc szczesliwy jak kazdy rozpieszczony dzieciak ale nie jestem. Czesto mysle o tym jakby to bylo kiedy bylibysmy biedni. Zastanawiam sie nad tym czy mialbym wtedy lepszy kontakt z ojcem. Moze wtedy moglibysmy sie czesciej spotykac i moglbym czesciej z nim rozmawiac? Nawet nasza gosposia rozumie mnie lepiej od mojego wlasnego ojca. - Jak chcesz to wyprowadze sie na ten tydzien do Gabriela i tyle.
-W zadnym razie. - Odparl spokojnie mezczyzna nieinteresujac sie zbytnio co ma do powiedzenia jego najmlodszy syn. Nigdy nie obchodzilo go co robi i czy ma sie dobrze. Zawsze interesowal sie jedynie jego ocenami i zachowaniem w szkole. Reszta byla mu calkowicie obojetna. Odkad zmarla jego czterdziestoletnia zona, kompletnie zatracil sie w pracy i od tamtej pory licza sie tylko dla niego zarobione pieniadze. Do tego teraz musi oklamywac swojego wlasnego syna. Nawet nie liczy sie z jego uczuciami. - Masz tutaj zostac i koniec. Nie bede teraz z toba dyskutowac bo musze juz leciec do pracy. Odrob zadanie domowe i nie wychodz z domu. Dzisiaj powinien przyjsc twoj nowy brat.
-Nowy brat? - Usmiechnalem sie rozbawiony slowami ojca ktory szybko wstal od stolu po czym wyszedl z pokoju. - Czy ty siebie slyszysz, czlowieku?
Jezeli ten czlowiek mysli ze naprawde zostane w domu, to myli sie. Nigdy nie robilem tego co on chcial. Jest dla mnie calkowicie obcym czlowiekiem. Nie traktuje go jak prawdziwego ojca. To ze wydal mnie na ten swiat nic nie oznacza. Nie musze tak go traktowac i nie zamierzam. Do tego ten chory uklad z jego kolejnym branzowym kolega. On chce nianka zostac ze obce bachory do domu zaprasza? Zreszta nie interesuje mnie to. Niech robi sobie co chce. Ja nie mam zamiaru mieszkac z kims obcym w jednym domu. Nie obchodza mnie jego umowy z przyjaciolmi. Rowniez wstalem od stolu po czym zwinnie wyskoczylem przez okno. Na szczescie nasza kuchnia znajdowala sie na parterze bo inaczej znalazlbym sie ponownie w szpitalu. Ostatnimi czasami bywam tam bardzo czesto. Tydzien temu wypisalem sie na wlasne zadanie chociaz caly czas czasami robi mi sie ciemno przed oczami kiedy biegne. Po chwili znalazlem sie przed domem. Pobieglem jak najszybciej przed siebie aby w koncu znalezc sie w przepieknym parku. Usiadlem na malej laweczce i wyciagnalem odtwarzacz MP4 z kieszeni. Wlaczylem moja ulubiona piosenke. Wsluchalem sie w rytmiczna melodie. Zawsze muzyka byla dla mnie w jakims sensie odskocznia od problemow. Uwielbialem sluchac glosnych slow ktore docieraly prosto do mojego serca. Nagle ktos wyjal mi jedna sluchawke z ucha. Spojrzalem za siebie. Zobaczylem jedna z naszych sluzacych ktora miala dziwny zwyczaj zaskakiwania mnie w kazdym pozwalajacym na to momencie. Czasami mialem wrecz wrazenie ze zakochala sie we mnie jednak roznica wieku i tak nie pozwalalaby nam na milosc. O czym ja wlasciwie mysle? Usmiechnalem sie do niej cieplo. Kobieta usiadla obok mnie po czym wlozyla sobie przed chwila wyjeta sluchawke z mojego ucha do swojego. Przez chwile wygladalismy niczym para zakochanych. Albo nie, bardziej jak matka z synem ktorzy maja ze soba bardzo dobre relacje. Ile ja bym dal zeby miec taka matke. Lub zeby miec jakakolwiek matke. Ojciec kilka lat temu opowiedzial mi historie o tym jak zmarla moja biologiczna matka. Podobno byl to tragiczny wypadek samochodowy. Nic wiecej nie wiem i nie pytam. Nie chce pytac. Bylo - Minelo. Nie znaczy to jednak ze za nia nie tesknie. Tylko jak mozna tesknic za osoba ktora widzialem praktycznie kilka razy w zyciu?
-Zawsze jestes taki zamyslony. - Westchnela sluzaca robiac przy tym zmartwiona mine. Nigdy nikt sie o mnie nie martwil. Zawsze bylem wszystkim obojetny. Ale to byla po prostu jej praca. Musiala to robic a tak naprawde moj los byl jej calkowicie obojetny. - Nigdy nie moge zgadnac o czym wlasnie myslisz.
-Widzisz. - Mruknalem cicho probujac dalej sluchac muzyki. Nienawidzilem kiedy ktos przeszkadzal mi w obecnie wykonywanej czynnosci.
-Slyszalam twoja rozmowe z ojcem. - Odparla smutnym glosem Katherine. Niedawno zdradzila mi swoje imie. Od tamtego czasu traktuje ja jak swoja starsza siostre. - Jezeli chcesz moge z nim porozmawiac. Moze zgodzi sie abys na ten czas mogl zamieszkac u przyjaciela.
-Wiesz dobrze ze nic nie zrobisz. - Stwierdzielem wpatrujac sie w znajdujaca sie zaraz przed nami rzeke. Pamietam jak kiedys karmilem z ojcem kaczki. To jedyne wspomnienie ktore posiadam z dziecinstwa. Nic wiecej nie pamietam. Wszystko zniknelo w tloku innych problemow. A moze wlasciwie chcialem sie tego wszystkiego pozbyc aby zyc obecna chwila a nie przyjemnymi wspomnieniami zwiazanymi z czlowiekiem ktory mnie wychowuje? - On dobrze wie ze i tak pewnie sam wyjde z domu i nie wroce przez ten tydzien wiec nie musisz nic mowic.
-A twoje problemy zdrowotne? - Spojrzala na mnie pytajaco poprawiajac jednoczesnie fryzure. Zauwazylem ze bardzo przejmuje sie swoim wygladem. Nie byla brzydka ale nie byla tez ladna. Po prostu przecietna kobieta z idealnie chuda sylwetka. Zawsze patrzylem na nia z odrazeniem, lub czasami nawet podziwem jak wytrzymuje caly dzien bez jedzenia. Nawet gdyby przytyla pare kilo wcale nie bylaby brzydka. Nie rozumialem jej zachowania ale, tak jak to mialem w zwyczaju nie pytalem. Nigdy nie zadawalem zbednych pytan tylko obserwowalem. Nie chcialem byc problemem. - Slyszalam ze ostatnio bylo z toba bardzo zle.
-Bywa. - Odpowiedzialem krotko niechcac kontynuowac tej bezsensownej rozmowy. Zawsze unikalem rozmow na moj temat. Nie lubilem o sobie rozmawiac. Nienawidzilem swojego zimnego charakteru spowodowanego brakiem troski ze strony ojca. Nie potrafie nawet tego zmienic. Wiele osob twierdzi ze jestem straszny. Nie interesuja mnie plotki jednak owszem, te slowa bardzo mnie zranily. Zastanawialem sie calymi dniami czym wlasciwie roznie sie od swoich rowiesnikow. Chcialem sie zmienic ale czy chec do dzialania cos daje? Niestety w moim przypadku nie. Pogodzilem sie juz z tym ze mam tylko jednego przyjaciela. Nie lubie robic sobie niepotrzebnych problemow.
-W kazdym razie uwazaj na siebie. - Usmiechnela sie pocieszajaco po czym wlozyla mi sluchawke do ucha i odeszla. Jestem przyzwyczajony do samotnosci. Czesto przesiaduje w ciemnym pokoju pograzony we wlasnych, czesto przerazajacych myslach. Jestem pelnoletni oraz nie sprawiam zadnych problemow a ojciec i tak mnie nienawidzi. Chcialbym wyniesc sie z domu ale on mi na to nie pozwala. Czuje sie jak zwierze zamkniete w klatce bedace pod stala opieka sluzacych. Jestem bogatym jak i rowniez rozpieszczonym bachorem. Mam wszystko to co chce. - Tak to wyglada z punktu widzenia czlowieka ktory nawet mnie nie zna. Mam wszystkie rzeczy materialne ale nie mam milosci. To jedyne co brakuje mi w tym czasie. Nie chce sie teraz zakochiwac. Nigdy niekochany, nie potrafilbym kochac. Potrzebuje jedynie milosci ze strony ojca chociaz i tak nigdy jej nie otrzymam. Wstalem z lawki po czym otrzepalem skorzana kurtke. Ujrzalem grupe dzieci. Bawiacych sie beztrosko dzieci oraz ich matki. Poczulem ogromny bol w sercu. Zawsze chcialem byc dzieckiem ktore moze wychodzic z kochajaca mama na plac zabaw. Dlaczego to marzenie nigdy sie nie spelnilo? Dlaczego nie urodzilem sie kilka lat wczesniej? Wtedy moglbym poznac moja mame i spedzac z nia czas chociaz przez te kilka lat. Moglibysmy robic ze soba wszystko co te szczesliwe dzieciaki. Powoli odwracajac wzrok od tego bolesnego widoku poszedlem z powrotem w strone domu. Kiedy po pieciu minutach bylem na miejscu, spakowalem najpotrzebniejsze rzeczy do malej brazowej walizki. Zmeczony tym pracochlonnym zajeciem usiadlem na wielkim lozku. Wzialem do reki wczoraj zakupiona ksiazke. Chcialem jakos odwrocic uwage od moich nieustannych mysli oraz tamtego wydarzenia w parku. Otworzylem ja na losowej stronie po czym przeczytalem pierwsze zdanie. "Dlaczego nie mozesz byc inny?" Dlaczego ciagle mysle o tym samym? Odlozylem ksiazke na polke po czym siegnalem po moj telefon. Wybralem numer Gabriela. Kilka sekund pozniej uslyszalem jego wyraznie zdenerwowany glos.
-Cos sie stalo? - Zapytalem nie majac pojecia jak powinienem zaczac ta rozmowe. Poznalem go rok temu kiedy samotnie siedzialem na lawce obok szkoly. Spotkalismy sie spojrzeniami. Podszedl do mnie i zaczelismy najzwyczajniej w swiecie rozmowe. Zawsze kiedy wpadam w jakies klopoty on ratuje mnie z opresji. Jest moim jedynym oparciem. Tylko z nim moge porozmawiac o nieustannych problemach przez ktore nie moge spac. Czesto przychodze do niego kiedy jestem smutny. Zawsze rozmawiamy wtedy przez cala noc albo idziemy powloczyc sie bezcelowo po miescie. Jest o rok starszy. Mieszka w malej kawalerce na przedmiesciach. Przez to nie musimy sie przejmowac jego rodzicami ktorzy rok temu zostawili go samego wyjezdzajac do Hiszpanii w celu otworzenia nowego hotelu. Pochodzi z bogatej rodziny podobnie jak ja, moze to wlasnie jest powod przez ktory potrafimy tak dobrze sie dogadywac? Czasami gra na gitarze i kiedy jestem na skraju depresji spiewa mi jeszcze bardziej dolujace piosenki. Nienawidze kiedy ktos pociesza mnie w niemilej dla mnie sytuacji. To wprowadza mnie w jeszcze wiekszy smutek. Zna mnie lepiej niz moj wlasny ojciec. Traktuje go jak starszego brata o ktorym od zawsze tak marzylem. Slyszac jego nierowny oddech oraz podejrzany glos, moje serce zaczelo bic szybciej. Zaczalem sie martwic. Zreszta zawsze sie martwilem. Byl moim jedynym przyjacielem wiec co w tym dziwnego?
-Zostane ojcem. - Odpowiedzial z zawstydzeniem. Slyszac to niechcacy upuscilem na podloge telefon. Chcac jednak jakkolwiek go pocieszyc szybko podnioslem urzadzenie po czym ponownie przylozylem je do ucha wsluchujac sie jednoczesnie w jego dalsze slowa. - Przepraszam. Wiem ze na pewno cie zawiodlem.
-Dlaczego mnie przepraszasz?! - Oburzylem sie krecac glowa. - Kto jest matka? Znasz ja troche?
-Powiedzmy. - Westchnal ciezko chlopak. - Musze wyjechac na kilka miesiecy do rodzicow. Moze oni jakos mi pomoga.
-Chcesz ja tak zostawic? - Nie moglem uwierzyc w to co przed chwila powiedzial. Sam doznalem tego bolu przez smierc matki. Przez to ze moglem zobaczyc ja tylko raz w zyciu. Nawet nie pamietam jak wygladala. Opowiadalem mu ta historie mniejwiecej tysiac razy a on oznajmia mi ze chce opuscic swoje wlasne, jeszcze nienarodzone dziecko. Cofam swoje wczesniejsze slowa. Ma za co przepraszac. Tylko nie mnie ale dziewczyne ktorej zrobil to dziecko. Zawiodlem sie na nim. Zawsze myslalem ze jest bardzo odpowiedzialny. Najwyrazniej pomylilem sie.
-A jak mam w takim wieku zostac ojcem?! - Pierwszy raz w zyciu podniosl na mnie glos. Poczulem jak lzy naplywaja mi do oczu. Moj przyjaciel wlasnie krzyczy na mnie dlatego ze zrobil jakiejs dziewczynie dziecko. - Przepraszam.
-Wsadz sobie te przeprosiny w dupe! - Krzyknalem jak najglosniej umialem. Nacisnalem czerwona sluchawke znajdujaca sie pod ekranem telefonu. Nie mialem ochoty na kontynuowanie tej rozmowy. Pierwszy raz od dawna mialem dzisiaj nienajgorszy usmiech a on to wszystko zepsul. Dlaczego nazywalem go swoim najlepszym przyjacielem? Jeszcze kilka godzin temu chcialem wyprowadzic sie do niego na najblizszy tydzien a teraz? Zawiodlem sie. Kompletnie sie zawiodlem. Myslalem ze go znam ale teraz widze jak bardzo sie mylilem. Tak naprawde w ogole go nie znalem. To on znal mnie. Zmeczony dzisiejszymi wydarzeniami zasnalem zapominajac o stojacej zaraz obok lozka walizce.
* * *
Punkt widzenia Davida.
-Mam dla ciebie nowe zadanie. - Powiedzial szef podajac mi jednoczesnie koperte. Otworzylem ja szybko po czym zerknalem na trzy znajdujace sie w srodku zdjecia. - Ten mlody chlopak to twoje zadanie.
-Jest w moim wieku. - Stwierdzilem obojetnie. Nie obchodzilo mnie juz ile lat ma osoba ktora mam zabic i kim wlasciwie jest. Potrzebowalem jedynie zdjecia i paru niezbednych informacji aby sie do niego zblizyc. Nienawidzilem swojej pracy. Zabijanie stalo sie dla mnie rutyna. Moje zycie stalo sie przez ta robote wrecz monotonne. Ciagle to samo. Prezes pokazuje mi zdjecia czlowieka ktorego mam zabic w przeciagu kilku dni a ja po prostu wykonuje to zadanie i dostaje za to pieniadze. Wszystko wydaje sie proste, tylko dlaczego za kazdym razem dopadaja mnie wyrzuty sumienia ze to wlasnie ja zabilem tego calkiem obcego czlowieka? - Ile mam dni?
-Tym razem nie musisz go zabijac. - Odpowiedzial na moje pytanie mezczyzna marszczac brwi. - Bedziesz go chronil. Jego ojciec to bardzo bogaty facet z wielkiej firmy. Ostatnio wplatal sie w jakas akcje z mafia i boi sie o bezpieczenstwo jego nierozgarnietego synka. Zaplacil mi kupe kasy wiec mam nadzieje ze tego nie spieprzysz. Ma tyle lat co ty, dlatego mysle ze sie dogadacie. Tylko ten gowniarz jest nieco... Problematyczny i ruchliwy wiec bedziesz mial przez niego duzo problemow. Wlasnie dlatego powierzam ta akcje tobie a nie innym.
-Ile za to dostane? - Spytalem przegladajac notatki na temat chlopaka. Drake Wandergleen. Slyszalem o gosciu z tym nazwiskiem. To pewnie jego bogaty ojciec. Ma jednego przyjaciela. Nie utrzymuje bliskich relacji z ojcem. Jego matka zmarla zaraz po jego narodzinach smiercia tragiczna. Nie dogaduje sie z rowiesnikami. Ma dobre oceny w szkole jednak sprawia wiele problemow. "Zwykly arogancki dzieciak" - Pomyslalem odkladajac koperte na stol. Ma tak samo monotonne zycie jak ja. Jeden przyjaciel. Biedak. Ja chociaz posiadam wielu falszywych przyjaciol ktorzy nic o mnie nie wiedza. To praktycznie to samo co brak przyjaciol. Nigdy nie czulem sie samotny. Zawsze czytalem wiele ksiazek w kacie ciemnego pokoju albo prowadzilem wesole rozmowy z ojcem lub matka. Odkad obaj zmarli trzy lata temu moje zycie gwaltownie sie zmienilo. Nie wpadlem w depresje. Poczulem sie odpowiedzialny za moje wlasne zycie. Nie poszedlem do domu dziecka. Kiedy wieczorem wracalem ze szkoly podszedl do mnie jakis facet. Pobil mnie do nieprzytomnosci po czym wrzucil do bagaznika swojego auta. Przynajmniej tak mi powiedzial. Mialem dwa wyjscia. Albo zaczne dla nich pracowac i zabijac ludzi ktorzy maja jakies problemy z osobami ktore im placa albo ja rowniez umre. Powiedzialem wtedy obojetnie ze nie interesuje mnie teraz to co ze mna bedzie. Bylem zwyklym gowniarzem. Jeszcze nie mialem zadnego pojecia o zyciu i o tym co mnie czeka. Musialem przejsc wiele chorych szkolen na ktorych uczono mnie jak strzelac z pistolu i jak sie bic. Od tamtej pory zostalem kims w rodzaju egzekutora. Ludzie ktorzy mnie tego wszystkiego uczyli powiedzieli mi jedna rzecz ktora dalej dobrze pamietam. Nie mam przejmowac sie tym ze ze zabijam. Po prostu mam myslec o swojej przyszlosci. Gdyby tylko to wszystko bylo takie banalne.
-Piecdziesiat procent. - Odparl prezes bawiac sie czerwonym dlugopisem. Nienawidzilem tego czlowieka. To on odpowiada za to ze tutaj jestem. Za wszystko co teraz robie. Nienawidze jego ohydnej twarzy i zgolonej na lyso glowy. Jest obrzydliwy. Zawsze kiedy na niego patrze robi mi sie niedobrze. Mysle wtedy nad tym co ja wlasciwie mu zrobilem? Niestety nigdy nie moge wymyslic zadnej odpowiedzi. Moze po prostu jej nie ma? - Tylko jest jeszcze jedna sprawa. Ten dzieciak na poczatku musi myslec ze jestes synem przyjaciela jego ojca. Nie musisz sie jakos zbytnio kryc. Po prostu zachowuj sie jak na codzien a gdy bedzie w niebezpieczenstwie to zrob cos.
Skinalem glowa po czym wyszedlem z malego pomieszczenia. Wsiadlem na stojacy przed budynkiem motor i odjechalem w strone domu dzieciaka ktorego mialem pilnowac. Wyczytalem w jego dokumentach ze mieszka zaraz obok naszej siedziby. Po dziesieciu minutach bylem na miejscu. Zaparkowalem motor i podszedlem do drzwi. Dom byl niesamowity. Wygladal niczym pieciogwiazdkowy hotel. Otworzyla mi jakas kobieta ubrana w fartuch i niebieska sukienke. Spojrzalem na nia z gory co wyraznie sie jej nie spodobalo. Czyli tak wyglada tu sluzba.
-Gdzie jest ten gowniarz? - Warknalem niechcac przedluzac tej bezsensownej rozmowy. Nie zamierzam traktowac tej misji specjalnie tylko dlatego ze tym razem nie musze nikogo zabijac. Bede robil to co zawsze. Nie zamierzam byc mily tylko dlatego ze mam udawac jakiegos kolejnego bogatego synka.
-W jego pokoju. - Odpowiedziala niemilym tonem co nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia. Bylem przyzwyczajony do tego ze ludzie sie tak do mnie zwracali. W koncu bylem synem bogatych ludzi ktorzy zmarli kilka lat temu a teraz jestem po prostu nikim. Dlaczego pieniadze czynia czlowieka lepszym?
-To znaczy? - Bylem juz zniecierpliwiony tym staniem w drzwiach. - Nie zamierzam tutaj sterczec przez caly dzien.
-Jak mu cos zrobisz to pozalujesz! - Krzyknela dosc glosno kucharka. Usmiechnalem sie rozbawiony sytuacja. Dlaczego ta niska nic nieznaczaca baba wlasnie podnosila na mnie glos? Przeciez jestem ochrona i to nie ja mam mu cos robic. Ja mam sie zajmowac tylko tym aby nic mu sie nie stalo. Najwyrazniej kobieta nie miala o tym pojecia. - Do gory po schodach i w lewo.
Skinalem glowa w podziekowaniu po czym wszedlem do srodka. Zgodnie z instrukcja poszedlem schodami na pierwsze pietro i skrecilem w lewo. Kilka minut pozniej stalem przed bialymi drzwiami prowadzacymi prawdapodobnie do pokoju chlopaka z ktorym teraz bede zmuszony mieszkac. Zapukalem dwa razy i wszedlem do pokoju. Zobaczylem lezacego na lozku z telefonem w reku chudego blondyna. Jego rece byly tak chude ze przez chwile mialem wrazenie iz zaraz mi sie tu polamie. Na szczescie nic podobnego sie nie stalo. Mial zamkniete oczy wiec najprawdapodobniej spal. Usiadlem obok analizujac jego wyglad. Nie wygladal na zbuntowanego chlopaka chociaz po informacjach uzyskanych od mojego szefa wolalem uwazac. Spojrzalem na lezaca na malym stoliku ksiazke. "Nieodwzajemniona milosc." - Przeczytalem z lekkim usmieszkiem na twarzy. Czyli lubi czytac romanse. Ciekawe, facet i romanse. Chociaz teraz wiem co go interesuje. Jakies dwadziescia minut pozniej otworzyl oczy i popatrzyl na mnie ze smutkiem.
-Gabriel? - Odparl zaspany nastolatek przecierajac jednoczesnie swoje wielkie niebieskie oczy. Swoim wygladem przypominal mi mloda dziewczyne. Ani troche nie zrozumialem o co mu wlasciwie chodzilo wymawiajac jakies kompletnie obce mi imie.
-Co? - Usmiechnalem sie chcac sprawic wrazenie zwyklego mlodego przyjaciela ktory bardzo chce sie z nim zaprzyjaznic. Mysle ze bedzie mi sie lepiej z nim pracowalo kiedy chociaz troche mnie polubi tylko znajac mnie i tak pewnie zaraz wybuchne i pokaze swoj prawdziwy charakter.
-Kim jestes?! - Wykrzyknal nagle z przerazeniem w oczach. Rozesmialem sie sztucznie chcac jakos go uspokoic. W koncu mial prawo myslec ze jestem jakims gosciem z mafii chociaz z moja marna sylwetka szczerze watpie ze tak pomyslal. Nigdy nie chcialem wygladac jak szef, wtedy byloby wieksze prawdapodobienstwo ze ludzie beda mnie brac za wlasnie takiego czlowieka. Tylko czy ja wlasnie taki nie jestem?
-Jestem tym... - Probowalem sobie przypomniec co mialem mu powiedziec jednak nagle wszystko wylecialo mi z glowy. Dopiero po paru sekundach wiedzialem co mam powiedziec. Juz wiem dlaczego wszyscy ciagle powtarzaja mi ze mam skleroze. - Przyjacielem twojego ojca.
-Moj ojciec ma takich mlodych przyjaciol? - Popatrzyl na mnie zdziwiony moimi slowami. Na poczatku nie zrozumialem o co mu chodzi. Po chwili milczenia w koncu dotarlo do mnie co przed chwila powiedzialem. Jak zawsze nie potrafilem klamac.
-Znaczy jestem synem jego przyjaciela! - Krzyknalem szybko probujac jakos naprawic ta dziwna sytuacje. Na szczescie nastolatek byl jeszcze pol przytomny dlatego nawet nie zrozumial o co mi chodzi. Zastanawialem sie w tej chwili czy ojciec wlasciwie mu powiedzial ze bede jego ochroniarzem? Bo jesli nie to mam kolejny problem.
-W takim razie zejdz mi z oczu, czlowieku... - Mruknal Drake glosno przy tym ziewajac. Najwyrazniej biedaczek przez moja obecnosc sie nie wyspal. Nieco zaskoczylo mnie to ze taki maly blondynek moze nagle zmienic sie o sto szescdziesiat stopni.
-Slucham?
-Ide do parku. - Westchnal wyraznie zniecierpliwiony nasza rozmowa. Kiedy chcialem mu juz cos powiedziec ubrany w pizame wyskoczyl zwinnie przez okno pokoju na zewnatrz. Zrobilem to samo niechcac mu pozwolic oddalic sie ode mnie o chociaz kilka metrow. W koncu to byla moja praca ktora chcialem wykonac bardzo dobrze. Kiedy bylem troche blizej zlapalem go mocno za nadgarstek chcac mu nieumozliwic dalsza droge. Prezes mial racje, byl bardzo ruchliwy a nawet na takiego nie wygladal... Pozory myla. Gdy osoby ktore jeszcze mnie nie znaja spogladaja na mnie mysla sobie ze jestem jakims kompletnym debilem ktory wiedzie sobie piekne nastoletnie zycie i codziennie upija sie na domowkach u znajomych. Ale czy to prawda? Najwyrazniej nie. Nigdy nie moglem chodzic na imprezy czy pic alkoholu. Cale dnie spedzalem na nauce aby nie zawiesc rodzicow. A pozniej wszystko potoczylo sie tak nagle. Smierc ojca i matki, zostalem wmieszany w jakas chora robote... Powiedzmy ze moje zycie uleglo naglej zmianie. Podobno ten caly prezes to moj wujek chrzestny. Nie mam pojecia czy to prawda ale czy ma to jakies znaczenie? Jest zlym czlowiekiem i to wszystko. Ciekawe czy ojciec wiedzial kim tak naprawde jest jego, jak to powtarzal za kazdym razem facet "najlepszym przyjacielem". Nie mialem ochoty bawic sie teraz z tym cholernym dzieciakiem dlatego pokrecilem jedynie glowa po czym wskazalem palcem na jego dom ktory jeszcze znajdowal sie w zasiegu mojego wzroku. - Czego chcesz? - Warknal przybierajac przy tym niezadowolony wyraz twarzy. - Jezeli jestes jakims debilnym synem przyjaciela mojego ojca to zejdz mi z drogi. - Odparl calkowicie powaznie. - Jak nie zamierzasz sie mnie sluchac to rob sobie co tam chcesz tylko nie pokazuj mi sie na oczy! - Spostrzeglem jak bardzo nerwowy jest moj rozmowca ale nie moglem tak po prostu go puscic zeby zaraz jakis podejrzany koles rozrabal mu ten glupi leb. Tak, ja jestem debilnym synem przyjaciela jego ojca... Oczywiscie. Tylko to ode mnie zalezy to czy bedzie zyl czy nie. Nie zalezy mi na tym ale wtedy ja rowniez odejde na tamten swiat a tego jak na razie nie chcialem.
-Widze ze jestes bardzo nerwowy. - Usmiechnalem sie prowokujaco. Nie zamierzalem caly czas sie ukrywac. W koncu chlopak i tak predzej czy pozniej dowie sie kim naprawde jestem wiec jaki to ma sens? - Wracaj do domu. - Rzeklem probujac przybrac straszna mine, tak aby dzieciak zaczal sie mnie bac. Niestety z moim wygladem bylo to troche niemozliwe. Ten pokrecil glowa po czym powolnym krokiem odszedl. Dlaczego to ja musze uzerac sie z tym problemowym gowniarzem?
* * *
Nie mialem pojecia kim wlasciwie jest ten wymalowany facet ktory wlasnie gonil za mna przez pol parku probujac namowic mnie do powrotu do domu ale nie spodobal mi sie. Od razu wyczulem ze wyraznie klamie chcac wcisnac mi jakas historyjke ze jest synem jakiegos faceta ktorego nie widzialem ani razu. Znalem wielu znajomych ojca. Czesto przyprowadzal ich do domu wolajac mnie abym przedstawil sie i powiedzial jakiego to ja mam dobrego tate. Za kazdym razem kazal mi klamac chcac zrobic dobre wrazenie na tych facetach w czarnych garniturach. Nie wygladali oni na zwyklych biznesmenow. Raczej na gangsterow ktorzy gdyby mogli zaraz ukradliby i mnie i wszystkie meble stojace w naszym domu. Nie spodobali mi sie. Nawet ich sposob mowienia byl nieczysty wiec jakim cudem moglbym zaufac synowi ktoregos z nich? Nie potrzebna mi zadna niania ktora bedzie pilnowac mnie na kazdym kroku. Zauwazylem w nim cos dziwnego. Cos nienaturalnego. Po prostu nie potrafil klamac. Kiedy w koncu stracilem go z oczu usiadlem na losowej lawce i wyjalem telefon z kieszeni pizamy. Wlasnie, zapomnialem sie przebrac. Tylko czy to jest takie wazne? Wszystko jest lepsze niz siedzenie w jednym pokoju z tym dziwnym gosciem. Postanowilem wyslac krotka wiadomosc do Gabriela. "Nie gniewam sie, nie przepraszaj." - Napisalem klamiac. Oczywiscie ze sie gniewalem. Wiele razy opowiadalem mu o tym jak bardzo nieszczesliwy bylem bez matki, wiec dlaczego on chce teraz tak po prostu opuscic swoje wlasne dziecko i pozbyc sie wszystkich problemow? Jest zwyklym nieodpowiedzialnym facetem ktorego ja tak bardzo lubilem. A nawet go nie znalem. A moze to ja bylem nieodpowiedzialny zadajac sie z takim kims? Ojciec za kazdym razem kiedy przyprowadzalem go do domu wzdychal ciezko nawet nie odpowiadajac na wypowiadane przez Gabriela "dzien dobry". Moze mial racje kiedy to robil? Dzisiaj nie widzialem go ani razu. Pewnie znowu wyjechal bez slowa w delegacje. Jak mozna takiemu komus? Zreszta co ja mowie. Ufalem Gabrielowi powierzajac mu wszystkie sekrety i mysli o ktorych nie powiedzialbym nigdy nikomu innemu. A on potraktowal mnie tak brutalnie i po prostu wyjechal. Piec minut pozniej dotarla do mnie odpowiedz od mojego bylego przyjaciela. Przynajmniej tak go teraz traktowalem. "Dobrze wiesz ze tego nie chce ale jak mam poradzic sobie z taka odpowiedzialnoscia? Jestem jeszcze mlody." - Przeczytalem na glos. "Jestes mlody? A o czym myslales kiedy robiles dziecko tej panience?" - Wystukalem nerwowo na klawiaturze. "Dobra, zamknij sie w koncu i tyle. Jezeli masz zamiar pisac te wszystkie bzdury to odpusc sobie bo ja nie zmienie decyzji." - Czy to naprawde napisal moj Gabriel? Nagle poznalem jego druga twarz. Nigdy nie powiedzialby do mnie zamknij sie. Nie podnioslby na mnie glosu. Czy ta sytuacja jest dla niego naprawde az tak trudna? Nagle uslyszalem czyjs krzyk.
-Drake! - Wrzeszczal ze zdenerwowaniem w glosie facet ktory przed chwila lazil za mna po parku chcac zabrac mnie do domu. Dlaczego wlasciwie tak bardzo mu na mnie zalezalo? Obrocilem sie. Chlopak siedzial na czerwonym motorze z wyraznie zlym wyrazenm twarzy. Spojrzalem na niego obojetnie. Nagle wszystko ulozylo mi sie w jedna calosc. Ojciec mowil ze ten czlowiek bedzie u nas mieszkal bo jego przyjaciel ma problemy z mafia. Tylko czy to nie wlasnie moj kochany tata mial problemy z mafia? Ci faceci ktorzy nas odwiedzali i czesto sie awanturowali pewnie faktycznie byli gangsterami. Czyli ten chlopak wcale nie jest tu z tego powodu. Podszedlem do niego chcac jakos uspokoic te wszystkie mysli. - Wsiadaj na motor, natychmiast! - Krzyknal wzburzony. Poslusznie siadlem zaraz za nim na pojezdzie. Ten zalozyl mi szybko swoj kask a sam wyciagnal i zalozyl na nos okulary przeciwsloneczne. Kilka minut pozniej jechalismy po rozpedzonej autostradzie lamiac prawdapodobnie wszystkie przepisy ktore istnialy. Zastanawialem sie dlaczego jeszcze nie zlapal nas zaden fotoradar czy policja. Poniewaz nie mialem sie czego zlapac objalem bruneta kurczowo w pasie bojac sie ze zaraz spadne. Czasami chcialem umrzec ale z drugiej strony balem sie smierci. Wcale nie mam tak zle. Mam wszystko czego chce oprocz opieki i milosci przez co tak bardzo cierpie. Inni ludzie nie maja nic. Dlaczego tak bardzo chcialbym byc takim wlasnie czlowiekiem ktory mieszka w kawalerce i ledwo starcza mu na rachunki ale jednak posiada kochajacych rodzicow czy dziewczyne? Szybko odpedzilem od siebie te okropne mysli. "Moje zycie jest przepiekne" - Mruknalem sam do siebie na pocieszenie. - Cos ty sobie myslal? - Warknal chlopak kiedy bylismy juz prawie pod domem. - Wiesz co moglo ci sie stac?! - Krzyczal jednoczesnie patrzac przed siebie. - Jeszcze jeden taki numer a zobaczysz.
-Wiem ze nie jestes zadnym kolega. - Westchnalem ciezko chcac wyjasnic ta chora sytuacje. Chcialem dowiedziec sie kim wlasciwie jest nowo poznany czlowiek bo synem jakiegos mafiozy na pewno nie byl. - Moze laskawie powiesz mi o co tutaj chodzi? - Jeknalem chcac wydusic z niego chociaz jedno slowo.
-Naprawde chcesz abym ci powiedzial? - Odparl zaskoczonym glosem. Na pewno musialbyc zdziwiony tym ze tak szybko go rozgryzlem. - Pewnie juz polowy sie domysliles? - Odrzekl parkujac pod moim domem. - Twoj ojciec ma problemy z mafia a ja musze byc twoim ochraniarzem wiec jesli nie chcesz umrzec to pilnuj sie mnie, gowniarzu.
Zdziwilo mnie to jak bardzo moze zmienic sie czlowiek w godzine. Nawet ja nie posiadalem takiego talentu. Zsiadlem z motoru i podalem mu niebieski kask. Powolnym krokiem weszlismy do domu gdzie czekala juz na nas kucharka z cieplym obiadem. Usiedlismy przy stole bez slowa. Nie chcialem o nic wiecej pytac. Takie pytania bylyby po prostu zbedne. Wyjasnil mi wszystko a nie musial. Cieszylem sie ze chociaz teraz wiem o co chodzi bo oczywiscie moj ojciec nie powiedzial mi o niczym. Dlaczego tak bardzo sie dziwie? Nigdy mi o niczym nie mowil. Moze dlatego ze w ogole nie rozmawiamy? Zreszta jak tu rozmawiac z kims kogo nigdy nie ma w domu. Kiedy skonczylem jesc niezwracajac uwagi na jedzacego jeszcze bruneta wlozylem talerz do zmywarki i poszedlem prosto do pokoju. Nie mialem nastroju na rozmowy. Chcialem tylko porozmawiac szczerze z Gabrielem i namowic go do podjecia prawidlowej decyzji. Wyjalem ponownie telefon. Zastanawialem sie dziesiec minut co wlasciwie powinienem napisac. Nie chcialem tak tego zostawic. Nie chcialem go opuszczac. Dalej chcialem tej przyjazni pomimo jego nieodpowiedzialnego zachowania. "Moze to przejsciowe?" - Myslalem ze lzami w oczach. Dlaczego nagle tyle lat przyjazni musi zniknac? "Przepraszam cie za wszystko. Jezeli naprawde nie chcesz nigdy wiecej mnie zobaczyc ani nigdy wiecej nie uslyszec moich slow to nie zamierzam cie juz nekac wiadomosciami. To twoja decyzja co dalej zrobisz. Dziekuje za to co dla mnie zrobiles i przepraszam za to co ja zrobilem zle." - Wystukalem smutno na klawiaturze po czym wyslalem wiadomosc ktora brzmiala niczym tekst slabej ksiazki. Tonac we wlasnych lzach odlozylem urzadzenie na stol. Przyjazn. To slowo juz nic dla mnie nie znaczy. Zniknal tak szybko jak sie zjawil a teraz chce abym po prostu o nim zapomnial. Dlaczego tak bardzo przez to cierpie? Nagle uslyszalem ciche pukanie do drzwi. Predko zakrylem twarz poduszka i powiedzialem ciche "prosze." Ktos wszedl do pokoju. Poczulem jak powoli siada na lozku.
-Co tak lezysz? - Szepnal cicho brunet ktory najwyrazniej skonczyl juz jedzenie obiadu. Nie zamierzalem odpowiadac. Dlaczego mam zwierzac sie komus obcemu? - Twoj ojciec musi sie o ciebie strasznie troszczyc jezeli dal tyle kasy za ochrone. - Stwierdzil beznamietnym glosem. Troszczyc. Tak, moj kochany tatus tak bardzo sie o mnie troszczy ze widuje go kilka razy na miesiac w kuchni.
-Co ty wiesz... - Warknalem probujac nie wybuchnac zaraz placzem. Nienawidzilem kiedy ludzie tak oceniali sytuacje nic o niej niewiedzac. Najwyrazniej ten idiota rowniez nalezal do takiej grupy ludzi. Dopiero go polubilem a juz calkowicie zmienil sie w moich oczach.
-Ze jestes rozpieszczonym gowniarzem ktory posiada wszystko a i tak robi z siebie pokrzywdzonego? - Odpowiedzial spokojnie jakby powiedzial cos milego. Dla mnie byl to wielki cios. Nie rozumialem dlaczego tak mnie ocenia. Wybuchlem placzem i krzykiem jednoczesnie.
-Zamknij ta pustawa morde, idioto! - Krzyczalem uderzajac go jednoczesnie w tors tak aby zabolalo. Ten nawet nie probowal mnie odepchnac co nawet bardzo mnie zdziwilo. Jak najszybciej moglem wstalem z lozka i wypadlem przez okno na zewnatrz. Pobieglem do najblizszego sklepu alkoholowego. Wiedzialem ze mam jeszcze jakies pieniadze. Bylo mi okropnie zimno ale czy moglem cos poradzic? Bieglem tak ze lzami w oczach jak zwykly zagubiony we wlasnych problemach nastolatek. Kupilem kilka puszek piwa i wrocilem do domu. Zamknalem sie w piwnicy. Uwielbialem tam przesiadywac gdy mialem zly humor. Zaswiecilem swiatlo i usiadlem na starym fotelu ktory kiedys nalezal do mamy. Otworzylem jedna puszke po czym wypilem alkohol wrecz dlawiac sie iloscia. Kiedy skonczylem pic piata puszke bylem juz calkowicie pijany. Mialem slaba glowe wiec nigdy nie dotykalem alkoholu ale co mialem zrobic w takiej sytuacji? Ktos wszedl do piwnicy zamykajac drzwi z calym impetem. Ujrzalem tego samego bruneta co przed chwila. Rzucilem w niego z calej sily pusta puszka. - Czego teraz chcesz?! - Ryknalem trzesac sie z nerwow. - Chcesz mi jeszcze cos przekazac?!
-Mamusia cie nie nauczyla ze do starszych tak sie nie odnosi? - Parsknal smiechem jakby bylo sie z czego smiac. Kolejne slowa ktore cholernie mnie zabolaly. Moze nie wiedzial ze nigdy nie mialem matki ale co z tego? Podszedl do mnie powoli z lekkim usmieszkiem na twarzy. Dlaczego on potrafil tak bardzo ranic? - Najwyrazniej nie, co?
-Nie mam matki! - Wydarlem sie chcac aby ten poczul jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Teraz ja chcialem zranic go tak jak on mnie ale przez to ze bylem juz kompletnie pijany ledwo potrafilem wypowiedziec chociaz kilka slow. - Ojciec nigdy ze mna nie rozmawia! - Wrzasnalem z placzem. - Nikt sie o mnie nie troszczy, rozumiesz?! Nawet najlepszy przyjaciel sie ode mnie odwrocil! Wiesz jakie to uczucie gdy nie masz z kim porozmawiac?
-Co?... - Zastygl w miejscu mezczyzna najwyrazniej nie majac kompletnego pojecia co powinien powiedziec w takiej sytuacji. Kilka sekund pozniej podszedl blizej po czym schylil sie lekko i zlapal mnie za reke. Moj plan sie powiodl! Coraz bardziej mi sie to podobalo. - Moi rodzice zmarli trzy lata temu. Wiem jaki to jest bol, ale ty nie miales nigdy matki... Nie wiedzialem. - Mruknal speszony. Nie potrafil klamac o czym dobrze wiedzialem. Teraz rowniez mu sie to nie udalo. Musial wiedziec. Poruszal sie tak nerwowo ze nawet slepy poznalby ze mnie oklamal. Dlaczego to robil? Dlaczego on potrafi mnie tak cholernie wkurzac? Nie wiedzial. Tylko co mnie to interesuje? Zranil mnie. Doszczetnie mnie zranil. - Musze ci o czyms powiedziec ale moze nie teraz... Zaprowadze cie do twojego pokoju, dobrze? Przepraszam. Nie wiedzialem. Naprawde nie mialem o tym pojecia. -
Podniosl mnie na rekach po czym zaniosl prosto do mojego pokoju. Musi mi o czyms powiedziec. Co moze mnie jeszcze zaskoczyc? A moze ponownie chce mnie zranic? Tak. Jestem bogatym aroganckim gowniarzem! Mam wszystko - Tak twierdza wszyscy. Dlaczego tylko ja wiem jak bardzo cierpie? Odlozyl mnie na lozko a sam usiadl zaraz obok. Uslyszalem jeszcze jakies powtarzane przez niego w kolko slowa a pozniej zasnalem. Zmeczony swoim wlasnym zyciem zasnalem. TO BE CONTINUED!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz