Szedlem skrotem przez las do domu. Bylo juz dawno ciemno. Poszedlem kilka godzin temu do przyjaciolki i troche sie zasiedzialem. Troche...Znaczy kilka godzin za duzo. Jeszcze bylem w sklepie i kupilem cos do jedzenia. Matki i tak nie ma w domu a ja nawet nie potrafie gotowac. Coz, zjem jogurt tak jak codziennie. Z zamyslen wyrwal mnie cienki glos nalezacy do jakiejs dziewczyny. Odwrocilem sie i spojrzalem przed siebie. Ujrzalem czerwonowlosa sylwetke nalezaca do bardzo wychudzonej chlopczycy. Na rekach miala mase kolorowych bransoletek. Ubrana byla w rozciagniety bordowy sweter i potargane jeansy. "Ladna." - Pomyslalem w tej chwili. Nie interesowaly mnie wymalowane dziewczyny w krotkich spodnicach jak reszte moich rowiesnikow. Nie nalezalem do tej grupy pustych osob ktore patrza jedynie na wyglad i dlugie nogi. Bardziej podobaly mi sie osoby podobne do dziewczyny stojacej naprzeciw mnie. Zauwazylem ze ona rowniez mi sie przyglada.
-Zostawiles w sklepie telefon. - Mruknela po chwili cicho. Dopiero teraz zobaczylem jak bardzo jest zmeczona. - Na szczescie udalo mi sie cie dogonic. Pracuje tam i tylko dlatego ci go odnosze.
-Mila jestes. - Rozesmialem sie slyszac ostatnie zdanie wypowiedziane przez czerwonowlosa. Podala mi urzadzenie a ja szybkim ruchem schowalem je do kieszeni. - Jak masz na imie?
Nie bylem zbyt towarzyski i chetny do nawiazywania nowych kontaktow ale w tej dziewczynie bylo cos takiego ze naprawde musialem ja poznac.
-Katherine. - Odpowiedziala wzdychajac. - Jak widzisz nie mam zbyt duzo czasu. Kolejna robota czeka i nie moge sobie tu tak bezczynnie stac.
-Mam wrazenie ze kiedys sie juz spotkalismy.
-Stary tekst na podryw. - Teraz to ona rozesmiala sie beztrosko odgarniajac z twarzy dlugie czerwone wlosy. Usmiechnalem sie chociaz wcale nie zamierzalem jej podrywac. Naprawde tak myslalem.
-Jezeli tak bardzo chcesz abym cie podrywal to kiedy konczysz prace? - Zapytalem dalej majac na twarzy ten bardzo niewinny usmieszek. Bardzo chcialem ja poznac. Zaskoczyl mnie jej charakter. Byla sarkastyczna ale jednoczesnie mila. Polubilem ja. Nie mialem zbyt duzo znajomych a to byla okazja aby kogos poznac.
-Za pol godziny. - Odpowiedziala odwzajemniajac usmiech. - Mozesz poczekac na mnie przed sklepem ale ostrzegam, nie bede sie spieszyc.-Bede czekal. - Westchnalem wiedzac ze matka i tak nie wroci do domu na noc wiec moge robic co chce. Po kilku sekundach stalem razem z nowo poznana nastolatka pod jej obecnym miejscem pracy. Sam bylem ciekawy dlaczego pracuje ale czulem ze nie powinienem o to pytac. W moim wypadku tez sa takie tematy. Albo temat. Ojciec. Katherine wszedla do sklepu a ja usiadlem na lawce postawionej zaraz obok malej budki. Czas mijal bardzo szybko. Nawet nie zauwazylem gdy dziewczyna wychodzi z miejsca do ktorego zaledwie przed chwila weszla. Zrozumialem ze pewnie juz minelo trzydziesci minut.
-Gotowa?
-A gdzie chcesz isc? - Odparla poprawiajac jednoczesnie fryzure. - Moze pojdziemy najpierw do parku a pozniej moze do mnie? Mieszkam bardzo blisko. Starych nie ma.
-Przed chwila bylem w parku. - Westchnalem ciezko wiedzac ze i tak nie mam wyjscia. - W takim razie chodzmy.
Szlismy bardzo powoli. Spoogladalem co chwile na jej sylwetke podskakujaca w smieszny sposob po chodniku. Od dawna nie spacerowalem po parku. Dopiero teraz zauwazylem jak bardzo wszystko sie tutaj zmienilo. Placu zabaw juz nie bylo a drzewa przybraly pomaranczowy kolor. Milczalem. Nie wiedzialem jak zaczac rozmowe. Mialem pustke w glowie. Jej obecnosc dziwnie na mnie dzialala.
-Co tak nic nie gadasz? - Powiedziala w koncu chowajac rece w kieszeniach. - Zapomnialam ze nie zapytalam cie nawet o twoje imie. Jak sie nazywasz?
-Chris. - Odpowiedzialem cichym glosem. - Ile masz lat?
-Nie lubie pytan. - Jeknela stajac w miejscu. Rowniez stanalem czekajac na to co dalej powie. Podeszla do mnie powoli i polozyla mi palca na ustach. Nie odsunalem sie. Chcialem ale nie moglem. Nie wiedzialem dlaczego. Patrzyla mi gleboko w oczy. - Nie mow nic przez chwile, dobrze?
-Dobrze...
Uslyszalem za soba kroki ale nie mialem odwagi sie obrocic. Katherine odeszla ode mnie kilka krokow i poszla dalej przed siebie. Zrobilem to samo. "O co tu chodzi? Co to mialo znaczyc? Jakis kiepski podryw czy jak?" - Myslalem w tej chwili. Caly czas slyszalem te same kroki ale wydawalo mi sie ze to po prostu jakis przechodzien.
-Od dawna cie szukalam. - Usmiechnela sie delikatnie. - W koncu po tylu latach znalezlismy cie, kochany. Jaka wolisz smierc? Ja mam cie zabic czy Nath? A moze jakas ciezarowka...?
-Co...? - Wyjakalem zdumionym glosem. "Jaka smierc, do cholery? W co ja dalem sie wplatac? Jakas obca dziewczyna mowi mi ze chce ze mna isc do parku a ja tak po prostu w to uwierzylem...To jakas psychopatka!" - Mysli blakaly mi sie po glowie jak opetane. Do tego ten caly Nath. Kto to do cholery ma byc? Obrocilem sie. Ujrzalem chlopaka nizszego ode mnie o jakies piec centymetrow. Mial biale wlosy i czerwono niebieskie oczy. To na pewno nie byl zwykly czlowiek. W reku trzymal noz. Mial nieobecne spojrzenie. Patrzyl gdzies daleko. Byl smutny. Wrecz zrozpaczony. Tylko po co mu ten noz? Nie odpowiedzial na pytanie Katherine. Stal w milczeniu. -Nie zabije go. - Odezwal sie po kilku sekundach.
Stalem czekajac na dalszy przebieg wydarzen.
-No to ciezarowka. - Rozesmiala sie niczym psychopata czerwonowlosa. Popchnela mnie bardzo mocno w strone jezdni ktora znajdowala sie kilka krokow od nas. Stalem na srodku ulicy. Nie moglem sie ruszyc. Moze gdybym nie byl w takim szoku moglbym ale teraz bylem tak bardzo przestraszony ze nie mialem sily. Nie wiedzialem co tu sie dzieje. Swiatla ciezarowki. Chcialem uciekac. Nie moglem. Poczulem lze splywajaca po moim policzku. Pojazd byl coraz blizej mnie. Kilka sekund pozniej moj koniec. Silny bol w klatce piersiowej i mnostwo krwi. To ostatnie co udalo mi sie zobaczyc i poczuc. Jeszcze nie wiedzialem co bedzie dalej i ze to wcale nie byl koniec.
TO BE CONTINUED Jak koniec wskazuje: Nie, on nie umarl.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz